Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x

Aktualności

Dariusz Martynowicz: Nauczyciel jest człowiekiem z krwi i kości i też popełnia błędy

25.10.2021

Anna Kolet-Iciek redakcja@miastopociech.pl

Dariusz Martynowicz: Nauczyciel jest człowiekiem z krwi i kości i też popełnia błędy
Dariusz Martynowicz, Nauczyciel Roku 2021, polonista w Małopolskiej Szkole Gościnności w Myślenicach w rozmowie z nami tłumaczy:

∗dlaczego przyjął medal z rąk marszałka z PiS;
∗dlaczego nadal uczy w szkole, choć otrzymał lepszą ofertę pracy;
∗jakie błędy popełnia;
∗czy przyłożył rękę do zakończenia największego nauczycielskiego strajku z 2019 roku.

Anna Kolet-Iciek, miastopociech.pl: Dwa tygodnie temu otrzymał pan tytuł Nauczyciela Roku 2021, czy minister Przemysław Czarnek zdążył już panu pogratulować?

Dariusz Martynowicz: Nie. Ale nie miałem żadnych projekcji, czy też oczekiwań z tym związanych.

Za to dostał pan medal od Marszałka Województwa Małopolskiego Witolda Kozłowskiego. Zaskoczył pana ten gest?

Tak, byłem tym zaskoczony. Marszałek jest organem prowadzącym Małopolską Szkołę Gościnności, w której uczę. Wcześniej niektóre media sugerowały, że zostałem przez niego zlekceważony, bo mi nie pogratulował sukcesu. W rzeczywistości było tak, że niedługo po otrzymaniu nagrody dostałem telefon z Urzędu Marszałkowskiego z zaproszeniem na spotkanie, ale w związku z moimi innymi działaniami udało się spotkać dopiero w ubiegły wtorek.

Co to za odznaczenie?

Nie ukrywam, sprawdziłem wcześniej, co to za nagroda. Otrzymałem medal Polonia Minor, który jest przyznawany od 2011 roku za szczególne osiągnięcia w dziedzinie rozpowszechniania i popularyzacji idei samorządności oraz za działalność na rzecz Małopolski. Dostają go osoby prywatne, stowarzyszenia, fundacje działające na rzecz tego regionu. Wcześniej tym medalem zostali odznaczeni m.in. polscy sportowcy, olimpijczycy, artyści, ludzie kultury, działacze społeczni.



Odebrał pan odznaczenie z rąk marszałka, pod rządami którego w Małopolsce jeszcze do niedawna obowiązywała uchwała anty LGBT? Czytamy w niej między innymi: “Jako Radni Województwa Małopolskiego deklarujemy wsparcie dla rodziny opartej na tradycyjnych wartościach oraz obronę systemu oświaty przed propagandą LGBT zagrażającą prawidłowemu rozwojowi młodego pokolenia”. Nie przeszkadza to panu?

Moje stanowisko w tej sprawie jest jasne. Każdy człowiek zasługuje na szacunek. Nikt nie powinien być dyskryminowany. Napisałem o tym także w liście do Pana Marszałka. Uważam jednak, że moja rola, jako Nauczyciela Roku, polega na tym, żeby starać się być człowiekiem dialogu i rozmawiać ze wszystkimi, którzy są na ten dialog otwarci.

Kilka dni temu Marcin Jaroszewski, dyrektor XXX Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie, został uhonorowany odznaczeniem państwowym z okazji Dnia Edukacji Narodowej. Nie odebrał wyróżnienia z rąk prezydenta Andrzeja Dudy, a w mediach społecznościowych napisał: "Na razie jest mi z Państwem nie po drodze". Panu jest po drodze z obecną władzą?

Jestem nauczycielem, a nie politykiem i chcę pozostać nauczycielem. Nie będę się dzielił moimi poglądami politycznymi, ani komentował każdej wypowiedzi Pana Ministra Czarnka. Nie tak widzę swoją rolę. Najważniejsze dla mnie było to, że dzięki temu odznaczeniu mieliśmy z Panem Marszałkiem ponad godzinną przestrzeń na rozmowę o sprawach mojej szkoły i edukacji w ogóle. Zostawiłem też marszałkowi list, w którym odniosłem się do zmian planowanych przez resort edukacji; napisałem, co dla mnie jest ważne w polskiej szkole. Marszałek Kozłowski z wykształcenia jest nauczycielem i bardzo interesują go sprawy związane z edukacją. To była spokojna rozmowa. Wydaje mi się, że w tym momencie mamy tak duże napięcie związane z tematami edukacyjnymi, jest taki poziom agresji w życiu publicznym, że warto choć próbować ze sobą rozmawiać i wzajemnie się słuchać. Gdyby minister Przemysław Czarnek mnie zaprosił, też porozmawiałabym z nim w duchu szacunku, pokazując swoją perspektywę i swoje myślenie na temat edukacji. Nie sądzę, żeby coś to dało, ale jednak.

Przyjąłby pan medal z rąk ministra Czarnka?

Myślę, że do czegoś takiego nigdy nie dojdzie, więc jestem spokojny, że nie będę miał dylematu związanego z tą sytuacją. Nie będę snuł projekcji, ale to dla mnie dwie zupełnie różne nagrody. Małopolskę chyba jednak już od wielu lat jakoś promuję, przynajmniej się staram, wielu pomysłów (zwłaszcza najnowszych) Pana Ministra Czarnka raczej, jak widać, nie.

Czy Barbara Nowak, małopolska kurator oświaty pogratulowała panu tytułu Nauczyciela Roku, albo przynajmniej medalu od marszałka?

Nie, nie zrobiła tego.

Jakie ma pan z nią relacje?

Choć po strajku właściwie jako jedyny z nauczycieli języka polskiego miałem kontrolę z kuratorium na ustnym egzaminie maturalnym, to jednak muszę powiedzieć szczerze, że ze strony Pani Kurator nigdy bezpośrednio nie zaznałem niczego przykrego.

Ale pewnie nie jest jej pan jej ulubieńcem?

Nie wiem i nie interesuje mnie to, kogo lubi, a kogo nie lubi Pani Kurator. Te sprawy nie są przedmiotem moich rozmyślań.

Jak na tytuł Nauczyciela Roku zareagowali pana uczniowie?

Wielką radością. Nie spodziewałem się, że zostanę tak mile przywitany w szkole. Rodzice i uczniowie upiekli tort, na którym napisali “Dla Nauczyciela Roku 2021, a nawet stulecia”. Byłem poruszony. Myślę, że uczniowie ucieszyli się też z tego, że dzięki tej nagrodzie będziemy mogli spędzić wspólnie czas, ponieważ otrzymałem między innymi możliwość przenocowania z całą moją klasą w Kopalni Soli w Wieliczce. Dodatkowo szkoła otrzyma od firmy Skriware laboratorium przyszłości SkriLab z drukarką 3D i szkoleniami dla wszystkich nauczycieli. Cieszę się, że nie tylko ja jestem beneficjentem tej nagrody, ale, że skorzysta też cała szkolna społeczność.


A jak to odebrały pana prywatne pociechy?

Bardzo się cieszyły. Choć ostatnio mój najstarszy syn zapytał mnie z pewnym przekąsem, jak długo jeszcze będę tym nauczycielem roku...

Dla mnie istotne jest to, że dzięki tej nagrodzie mogę mówić o edukacji. Przez ostanie dni, choć byłem potwornie zmęczony, przyjmowałem zaproszenia do kolejnych rozmów, bo dzięki temu miałem szansę powiedzieć Polkom i Polakom, że edukacja jest ważna i że warto się nią zainteresować. Mogłem poruszać w przestrzeni publicznej ważne dla mnie tematy, mówić czego potrzebują uczniowie i nauczyciele i z czym wiążą się zmiany projektowane przez Ministerstwo Edukacji i Nauki.

Spotkał się pan przy okazji z hejtem?

Oczywiście. To zjawisko, które towarzyszy chyba każdemu. Ja wykształciłem w sobie taki nawyk, że coraz mniej zwracam uwagę na takie rzeczy.

Co pan przeczytał na swój temat?

Raczej usłyszałem. Głównie, że to nagroda motywowana politycznie. A tak się składa, że nie jestem członkiem żadnej partii, ani nawet żadnego związku zawodowego. Nie mówiąc już o tym, że przewodniczącym komisji nagrody “Nauczyciel Roku” organizowanej przez “Głos Nauczycielski” jest profesor Polskiej Akademii Nauk - Stefan M. Kwiatkowski i oceniane są przede wszystkim działania szkolne i społeczne nauczycieli. Ale faktycznie, już dzień po rozdaniu nagród miałem telefony od posłów różnych partii, którzy chcieli się ze mną spotkać. Wszystkim odmówiłem. Idę swoją drogą i nie chcę się do nikogo “przyklejać”. Powtórzę jeszcze raz: jestem nauczycielem, a nie politykiem i nauczycielem chcę pozostać.

Współpracuje pan przecież z ruchem Szymona Hołowni Polska 2050?

Dołożyłem cegiełkę do programu “Edukacja dla przyszłości”. Poproszono mnie o konsultację w zakresie edukacji polonistycznej, pytano mnie, co myślę o kanonie lektur i takiej konsultacji udzieliłem.

Za pieniądze?

Oczywiście, że nie.

Niedawno przyznał pan publicznie, że otrzymał propozycję posady z wydawnictwa: 2 dni pracy zdalnej, 3 dni pracy stacjonarnej za 7500 zł brutto. W szkole ma pan 3500 na rękę. Dlaczego nie przyjął pan tej oferty?

Powód jest prozaiczny. Ja po prostu kocham tę robotę, ale sam nie wiem jak długo jeszcze będę uczyć. Nie wiem, czy nadal będę chciał być w szkole, w której o tym, kto jest zapraszany na zajęcia, decyduje kurator oświaty, a nie rodzice, uczniowie i nauczyciele, bo między innymi takie zmiany szykuje resort edukacji. Teraz szkoła ma w tym zakresie autonomię. Te zmiany mogą spowodować, że nauczyciele nie będą robić nic poza lekcjami, bo zwyczajnie w świecie będą się bać.

Podobno już się boją. Dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 1 w Dobczycach zawieszona w pełnieniu obowiązków za wysłanie dzieci na lekcję o konstytucji mówi, że jej nauczyciele nie chcą już nigdzie wychodzić z uczniami, żeby nie narazić się małopolskiej kurator oświaty.

Ta sytuacja związana z wydarzeniem “Tour de Konstytucja” pokazuje, że w polskich szkołach coraz częściej panuje atmosfera kontroli i strachu, a szkoła, która jest miejscem kontroli i strachu, nie ma przyszłości.

Jeszcze do niedawna pracował pan w krakowskim V LO, czyli w jednym z najlepszych liceów w kraju, dlaczego zdecydował się pan odejść?

Nie chcę o tym mówić, to moja osobista sprawa. W obydwu szkołach - V LO i Małopolskiej Szkole Gościnności - spotkałem wspaniałych uczniów, rodziców i nauczycieli.

Jaka jest różnica w pracy z młodzieżą z najlepszego krakowskiego ogólniaka, a myślenickim LO?

Nasza szkoła świetnie się rozwija, być może nie mamy takich spektakularnych sukcesów jak V LO w Krakowie, choć jest ich coraz więcej, ale tu też pracują wspaniali nauczyciele i są dzieci, które wiedzą, czego chcą. W tym roku mieliśmy przy rekrutacji niemal takie same progi punktowe do niektórych klas pierwszych jak w V LO. Ale dla mnie nie ma młodzieży lepszej i gorszej. Jest młodzież, która ma różne potrzeby edukacyjne, jest w różnym momencie swojego życia i moja praca po prostu polega na byciu obok nich, akceptowaniu ich i próbie rozwijania ich potencjału, traktowaniu ich podmiotowo. Tak widzę swoją rolę. Każda szkoła jest inna. Nie ma dwóch takich samych placówek. W “piątce” byli uczniowie, którzy mieli zazwyczaj bardzo bardzo mocno ugruntowane poczucie własnej wartości. Ukierunkowani i kreatywni. W Myślenicach mam wielu uczniów, którym przede wszystkim chcę pokazać, że są wartościowi, bo mam wrażenie, że niektórzy nie do końca wierzą w siebie tak mocno, jak powinni. A są - naprawdę - także wspaniali. Dlatego staram się ich angażować w różnego rodzaju projekty. W pierwszej klasie uczestniczyliśmy w projekcie “Lekcja marzeń”. Moi uczniowie wymyślili lekcję o Leonardzie da Vinci, w której połączyli matematykę, programowanie i język polski i wygrali tym projektem ogólnopolski konkurs. Byłem z nich niesamowicie dumny.

Podczas gali wręczenia nagrody Nauczyciela Roku przepraszał pan uczniów, których mógł nie zauważyć w ponad 30-osobowych klasach.

Kiedy dostaje się dwie nowe klasy, a w każdej uczy się po 35 osób, to naprawdę trudno jest ich wszystkich ogarnąć sercem i umysłem. Ja miałem nawet problem z zapamiętaniem wszystkich imion. To mój słaby punkt. Kiedyś jedna z uczennic zwróciła mi na to uwagę. Powiedziała, że jest jej przykro, że po roku nauki nie pamiętam jej imienia, to była dla mnie trudna sytuacja. Dlatego za to przeprosiłem. Trzeba jednak pamiętać, że nauczyciel jest człowiekiem z krwi i kości, ma swoje słabości i też popełnia błędy. Na pewno też je popełniałem, więc przeprosiłem.

Czy błędem było zawieszenie strajku nauczycieli na czas klasyfikacji maturzystów? Niektórzy nadal mają do pana o to żal, bo był pan jedną z twarzy ogólnopolskiego międzyszkolnego komitetu strajkowego, który podjął decyzję, że strajkujący nauczyciele przystąpią do klasyfikacji maturzystów. Dwa dni później prezes ZNP ogłosił zawieszenie strajku.

Nie czuję się za to odpowiedzialny. To była nasza opinia, a nie decyzja, bo nie mieliśmy żadnej mocy decyzyjnej i nie byliśmy żadną decyzyjną strukturą. Warunki były wtedy bardzo trudne. Wielu dyrektorów bezprawnie dokonywało klasyfikacji maturzystów bez udziału nauczycieli. Tak było w Małopolsce i w wielu innych regionach. Rodzicom i uczniom puszczały nerwy, bo martwili się, co będzie ze świadectwami i egzaminami maturalnymi. Rządzący forsowali prawo umożliwiające klasyfikację bez nauczycieli. To był też taki moment, kiedy coraz więcej szkół kończyło strajk samodzielnie i były na to twarde dane. W gminie, w której mieszkam, tylko jedna szkoła dotrwała do końca protestu, cztery pozostałe zakończyły go po kilku dniach. Po zachowaniu rządzących było widać, że się nie ugną. Strajk wygasał, mówiły o tym twarde liczby. Trzeba też pamiętać, że trwał już ponad dwa tygodnie, a niewielu nauczycieli może sobie pozwolić na utratę wynagrodzenia przez tak długi czas. Uważam też, że nie przegraliśmy tego strajku. Co mogliśmy zrobić, to zrobiliśmy. Najważniejsze było to, że te historie, które trzymaliśmy dotąd w pokojach nauczycielskich, ujrzały światło dzienne.

Ale nie dostaliście ani grosza więcej.

Pieniądze to nie wszystko. Najważniejsze jest to, że ten strajk spowodował, że tematyka związana z edukacją przebiła się bardzo mocno do mediów i dalej jest żywo obecna, czego dowodem jest także nasza rozmowa. Mam wrażenie, że gdyby nie ten strajk, nie mówilibyśmy teraz tyle o polskiej szkole, o proponowanych zmianach, wypowiedziach ministra Czarnka i innych istotnych rzeczach.

Jak teraz nauczyciele mają walczyć o swoje?

Nie wiem. Cieszę się, że wreszcie nauczycielskie związki zawodowe zjednoczyły się i mówią jednym głosem. To dla mnie bardzo ważny moment. Jednak bez wsparcia rodziców i opinii publicznej bardzo trudno będzie samym nauczycielom coś ugrać. Rodzice muszą sobie uzmysłowić, że zmiany wprowadzane przez ministra Czarnka sprawią, że ze szkoły odejdzie wielu świetnych nauczycieli. Sam jestem zagrożony. Jako najmłodszy z polonistów w Małopolskiej Szkole Gościnności po podniesieniu pensum jestem pierwszy do zwolnienia. Tak jest w polskiej szkole, że zazwyczaj w pierwszej kolejności zwalnia się najmłodszych i tych, którzy mają najkrótszy staż pracy w szkole. Inni sami odejdą, bo nie będą chcieli pracować dużo więcej za niewiele wyższe wynagrodzenie. Co więcej, ci, którzy poważnie podchodzą do swoich obowiązków, a przynajmniej niektórzy, nie wytrzymają tych zmian.

Minister chce podnieść nauczycielskie pensum o 4 godziny. Kolejne 8 godzin w tygodniu mają siedzieć w szkole do dyspozycji uczniów i rodziców…

W szkołach średnich problem jest jeszcze większy, bo nauczyciele mają uśrednione pensum, które realnie oznacza już w tym momencie ok. 20-21 godzin tablicowych tygodniowo. Dodanie czterech kolejnych oznacza z okienkami właściwie minimum 26 godzin lekcyjnych. Doliczając do tego te 8 do dyspozycji dyrektora wyjdzie, że w szkole będziemy musieli przebywać nawet 34 godziny w tygodniu. Niewiele zostanie więc czasu na spokojne przygotowanie się do - uwaga! - 25 lekcji, czy sprawdzanie klasówek, wypracowań, zadań. Już słyszę od anglistów, czy matematyków, że szukają pracy poza szkołą. Jeśli propozycje ministra Czarnka wejdą w życie, to będzie to moim zdaniem pogrzeb publicznej szkoły, jakość kształcenia spadnie, odejdą najlepsi, a rodzice coraz częściej będą wybierać dla swoich dzieci szkoły prywatne. Proszę sobie wyobrazić, że w niewielkich Myślenicach jest świetne prywatne liceum, które już pęka w szwach i ma coraz więcej chętnych. To będzie nowy, pogłębiający się trend.


Dodaj komentarz

Newsletter

Chcesz wiedzieć więcej? Zapisz się na newsletter.

made in osostudio