Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x
Pamiętajmy o ogrodach

Pamiętajmy o ogrodach

01.07.2013

O pracy, wychowywaniu trzech synów i życiu zgodnym z naturą opowiada nam dr inż. arch. Katarzyna Hodor, prodziekan Wydziału Architektury Krajobrazu Politechniki Krakowskiej oraz mama 15-letniego Jędrzeja, 10-letniego Franka i 3-letniego Tadzia.

Zaprojektowała Pani dom dla swojej rodziny?

Tak. Mam to już za sobą. Mieszkamy w nim od sześciu lat.

Jak wygląda?

Dom stoi na niewielkim wzniesieniu, w malowniczej wiosce przy parku krajobrazowym Dolinki Krakowskie u wylotu Doliny Będkowskiej. Ma drewniany ganek, przy którego projektowaniu  inspirowałam się miejscowym detalem. Bryła domu nawiązuje do  genius loci, czyli tradycji miejsca i lokalnej architektury. Brałam też pod uwagę  funkcjonalność  i aspekt ekonomiczny, by tę inwestycje dało się sfinansować.

Jest dom, pewnie jest też ogród.


Tak, ale niezbyt duży i to chyba dobrze, bo jego systematyczna pielęgnacja zajmuje sporo czasu i wysiłku. Ważne jednak, że otaczamy się zielenią.

…której mamy w Krakowie co raz mniej.

Każdy taki skrawek to potencjalne miejsce dla dewelopera. Niestety to tendencja dominująca w naszych miastach. Brak uchwalonych planów zagospodarowania przestrzennego otwiera możliwości zabudowywania niektórych parków i skwerów, a w zamian nie powstają nowe. Często o parku czy ogrodzie świadczy tylko nazwa powstałego na jego miejscu nowego osiedla. Włodarze naszego miasta nie zabiegają odpowiednio wcześniej o ich wykupienie, by służyły społeczności krakowian. Tak stało się w przypadku fragmentu Parku Młynówka Królewska przy alei Kijowskiej. Konsekwentnie też zabudowywany jest park AWF.  Takie myślenie jest krótkowzroczne. Człowiek, by żyć w sposób harmonijny, zgodny z naturą, potrzebuje zielonej przestrzeni. To ona stanowi o komforcie życia, tworzy przyjazny mikroklimat. Każdy z nas chciałby mieszkać w miejscu z pięknym widokiem.

Dlatego Pani wyprowadziła się z centrum miasta i zamieszkała pod Krakowem?

To akurat był przypadek. Opatrzność czuwała, że trafiliśmy w okolice Dolinki Będkowskiej, miejsca atrakcyjnego  zarówno dla mieszkańców jak i turystów. Można tu spacerować, jeździć na rowerze, biegać. Przez naszą wieś co roku prowadzi trasa półmaratonu  Ważne jest dla mnie to, że mieszkam w przyjaznym, zadbanym otoczeniu wśród ciepłych, sympatycznych ludzi.

Ukończyła Pani architekturę. To rodzinna tradycja?

Nie. Już w szkole podstawowej marzyłam o takich studiach, a w liceum nabrałam pewności, że można je zrealizować.

To był dobry wybór?

Tak. I gdybym drugi raz decydowała o studiach, to nie zmieniłabym zdania. Architektura to niezwykle interesujący kierunek, przyjemny i pożyteczny, poszerzający wiedzę i horyzonty. Tuż po obronie pracy magisterskiej postanowiłam, że będę kształcić się dalej.  Prowadzono wówczas nabór na studia doktoranckie, ale ostatecznie nie zostały one uruchomione. Po kilku latach spędzonych w biurze projektowym okazało się że otwiera się możliwość pracy na wydziale w Instytucie Architektury Krajobrazu.  Od 9 lat jestem pracownikiem Politechniki Krakowskiej, gdzie prowadzę zajęcia z rewaloryzacji ogrodów zabytkowych.

Ale to nie jedyna Pani aktywność naukowa. Nad czym Pani jeszcze pracuje?

 Prócz zajęć dydaktycznych opracowuję studia i publikacje naukowe dotyczące założeń rezydencjonalnych i klasztornych. Jestem współorganizatorem konferencji naukowej zakresu sztuki ogrodowej i dendrologii historycznej, w tym roku w listopadzie będzie to już XX spotkanie.

Dziś nie mając jeszcze 40 lat, jest Pani prodziekanem na kierunku: architektura krajobrazu. To duży sukces.

Stanowisko prodziekana do spraw studenckich to odpowiedzialność, liczne obowiązki i przede wszystkim służba innym. I do tego jeszcze niełatwe zadanie połączone z pracą administracyjną. Na tym stanowisku trudno mówić o sukcesie, trzeba skupić się na wykonywaniu poszczególnych zadań i starać się nie popełniać błędów. We władzach wydziału reprezentuje kierunek, który kształci studentów w nowym zawodzie: architekta krajobrazu.

Teraz tak bardzo potrzebnym, gdy popatrzymy na to co się dzieje w Krakowie.

Tak i tym, jak ważne jest kształcenie młodych ludzi w takim kierunku przekonać się możemy patrząc na zdegradowane krajobrazy wsi i miasteczek, oraz zniszczone zabytkowe parki i ogrody, a z drugiej strony na już nowe, ciekawe rozwiązania zagospodarowania przestrzeni publicznych.

Jaką wiedzę zdobywają studenci architektury krajobrazu?

Przede wszystkim umiejętność projektowania parków, ogrodów, rewaloryzacji, planowania przestrzennego, kształtowania krajobrazu zarówno w makro- jak i mikroskali, a także wiedzę na temat roślin i sposobu ich pielęgnacji. W pracach dyplomowych nasi studenci często podejmują tematy wykorzystywane później przez gminy. Są one też nagradzane w licznych konkursach. I tu można mówić o sukcesie, ale nie moim lecz naszych studentów.

Kiedy osiąga się poczucie spełnienia w zawodach związanych z architekturą?

Prawdopodobnie wtedy, gdy  stać nas na udział w konkursach, by konfrontować się z innymi. Nie robi się tego dla wygranej, tylko dla faktu, że czegoś nowego się jeszcze nauczymy. To jest, jak mi się wydaje, esencja bycia architektem. W pracy dydaktycznej spełnieniem są sukcesy naszych studentów, śledzenie ich udanych karier. W pracy naukowej natomiast efektywne działania zwrócone na przywracanie i zachowanie harmonijnych krajobrazów.

Synowie pójdą w Pani ślady?

Chciałabym, by wybrali zawód przynoszący im wiele satysfakcji. Aby mogli być ludźmi spełnionymi, pracowitymi, szczerymi, wolnymi i odpowiedzialnymi. Nie ma znaczenia, jaki zawód wybiorą tym bardziej, że w dzisiejszych czasach można kończyć studia o profilu zupełnie odmiennym od późniejszej pracy.

A teraz starsi synowie do jakich szkół chodzą?

Jędrek kończy klasę brydżową w II Gimnazjum w Krakowie i przed nim wybór liceum.  Ma zdolności humanistyczne, dużo czyta i  interesuje się historią, równocześnie to umysł - potocznie mówiąc - ścisły. Myślę, że klasa matematyczno-informatyczna pozwoli mu rozwinąć zainteresowania i prawdopodobnie wybierze kierunek techniczny.

Jędrek sam dojeżdża do szkoły w mieście?

Tak, nie ma z tym problemu. Problem raczej jest z połączeniami Zabierzów-Kraków, bo jest ich niewiele. Drugi syn jest uczniem szkoły podstawowej w Rudawie, do której dowożony jest gimbusem, a Tadziu dziś poszedł po raz pierwszy do przedszkola. Wybraliśmy z mężem placówkę nastawiona na tzw. edukację spersonalizowaną, gdzie dziecko jest w centrum uwagi. Przedszkole nie ma być przechowalnią dla maluchów, lecz miejscem w którym rodzice i wychowawcy współpracując, by wychować kulturalnego, mądrego i dobrego człowieka.

Starsi synowie w wieku sześciu lat poszli do szkoły.  Wpisują się Państwo w reformę proponowaną przez obecny rząd.

Może to wyda się absurdem, ale wcale nie jesteśmy za tym, by dzieci zaczynały edukacje w wieku sześciu lat. Zdecydowaliśmy się na taki krok, bo chłopcy urodzili się na początku roku i szli do szkoły podstawowej w Rudawie, w której klasy liczą około 15-17 osób. Takiego komfortu nie maja dzieci w innych szkołach. W przypadku Franka dodatkowo uwierzyliśmy ministerialnym zapewnieniom, że w zerówce nie będzie już nauki czytania i pisania. Miał być wprowadzony wręcz zakaz. Ponieważ nasz syn pałał wielką chęcią do nauki,  w pierwszych dniach września poprosiliśmy dyrektorkę szkoły, by go przyjęła do pierwszej klasy. Trafił na znakomitych nauczycieli, pełnych zaangażowania i pasji.

Chłopcy chodzą na zajęcia dodatkowe?

Jędrek przez sześć lat ćwiczył judo w Klubie Sportowym Wisła Kraków, a teraz od roku uczęszcza do sekcji badmintona w Krakowskim Szkolnym Ośrodku Sportowym. Tej zimy otrzymał też stopień tzw. demonstratora narciarskiego PZN.  Oprócz tego gra w brydża, co też wiąże się licznymi wyjazdami na turnieje. Franek z kolei gra na gitarze i znakomicie jeździ na nartach. Jest szósty w Małopolsce, w swojej kategorii wiekowej.

Każde dziecko ma inne pasje i każdemu trzeba poświecić uwagę. Jak to pogodzić?

Im więcej dzieci, tym więcej manewrów, by zdążyć z wszystkim na czas. W roku szkolnym to ciągła gonitwa, każdego dnia nowe logistyczne wyzwania, z którymi zmagamy się z mężem. Gdy sytuacja wydaje się bez wyjścia, mogę również liczyć na pomoc rodziców. Do opieki nad Tadziem włącza się też czasem Jędrzej, a nawet Franek.

Jak Państwo spędzają wolny czas?

Generalnie aktywnie, naszą pasją jest narciarstwo, latem jeździmy na rowerach i uprawiamy windsurfing. Synowie już dawno swymi umiejętnościami mnie przegonili. Podczas ostatnich wakacji Jędrzej ze spokojem wytrawnego trenera krok po kroku pokazywał mi zawiłości manewrów, w tym czasie Franek łapał wiatr, w poszukiwaniu ślizgów. Chłopcy też dużo czytają. Ulubionym miejscem Jędrzeja jest biblioteka przy Rajskiej. Franek  z kolei pochłonął już wszystkie znakomite pozycje klasyki literatury młodzieżowej, co bardzo mnie cieszy. 

(Rozmowę przerywa telefon od męża, który zaprowadził Tadzia po raz pierwszy do przedszkola)

Udało się?

Tak. Tadziu został w przedszkolu. Już wczoraj zapewniał, że chce tam iść i pytał: „Mamo, kto się będzie tymi wszystkimi dziećmi w przedszkolu zajmował? Ty?”

Rozmawiała:
Magdalena Strzebońska


 

made in osostudio