Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x
Obcowanie ze sztuką to nie kaprys

Obcowanie ze sztuką to nie kaprys

29.05.2014

O smokach, „Przemianach” i „Kulturalnej Kontrrewolucji” rozmawiamy z Adolfem Weltschkiem, aktorem, reżyserem i dyrektorem Teatru Lalki i Maski „Groteska”.

Trudniej tworzyć teatr dla dzieci czy dla dorosłych?

Nie ma różnicy. Oba powstają z taką samą łatwością, jak i trudem, bowiem z identycznym zaangażowaniem podchodzimy do wystawienia Koziołka Matołka, czy Hamleta. Problem sprowadza się raczej do dwóch fundamentalnych pytań: po co chcemy wystawić sztukę i w jakiej formie mamy zamiar to zrobić? Jeśli szczęśliwie udaje się nam znaleźć sens i formę, wówczas wszystko staje się łatwe. Jeśli nie, to mamy kłopot.

W sztuce dla dzieci ważniejsza jest jej treść czy forma?

W przypadku dziecięcych spektakli istotą jest opowiadana historia i losy postaci. W nich są zawarte największe wartości spektakli dla dzieci. Sam nie gonię za nowinkami inscenizacyjnymi i unikam reżyserów, którzy w spektaklach dla młodych widzów, chcą eksponować nadmiernie swoje „twórcze ego”. Nie tak dawno zaproponowano mi wystawienie na scenie dla dzieci „Kopciuszka” przeczytanego przez Freuda. Podziękowałem, bo nie widzę najmniejszego sensu takiego reinterpretowania kanonu baśni. Oczywiście każdy spektakl trzeba podać w atrakcyjnej formie, ale takie teatry, jak nasz, nie powinny zaspakajać ambicji twórcy, lecz dbać o interes odbiorców. Jestem zdania, że dzieciakom należy przybliżać te historie, na których sami wyrastaliśmy. Dzięki temu dajemy sobie szanse na zachowanie ciągłości kulturowej w budowaniu i przekazywaniu wartości. Teatry są jednym z ostatnich miejsc, gdzie tę sztafetę pokoleń można kontynuować.

W „Grotesce” funkcjonują obok siebie dwie widownie: dorosłych i dzieci. Która jest bardziej wymagająca?

Obie. Inne są tylko reakcje publiczności. Dorośli są powściągliwi, a dzieci bez gorsetu kulturowego bezkompromisowo manifestują swoje niezadowolenie, gdy sztuka nie spełnia ich oczekiwań.

Zdarza się, że krzyczą, gdy coś im się nie podoba?

Takich ekstremalnych sytuacji nie było. Przytoczę jednak anegdotę powtarzaną od lat 70., kiedy był grany spektakl o Królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach. Jedno z dzieci - rozczarowane formą spektaklu - wstało i głośno powiedziało: jak nie ma się krasnoludków, to nie robi się przedstawienia o siedmiu krasnoludkach. To jest kwintesencja teatru dla dzieci.

Już wiemy, że w teatrze dla dzieci nie może zabraknąć tytułowych bohaterów. Ale to nie wszystko. Muszą być też piękne rekwizyty m.in. lalki. Jak długo trwa ich przygotowanie?

To zależy od wielkości przedsięwzięcia i technik lalkowych. Na przykład marionetka - poruszana od góry za pomocą nitek lub drucików - wymaga długiego czasu produkcji. Podczas prób aktor sprawdza każdy szczegół, oswaja lalkę i jeśli coś mu nie daje spokoju, przekazuje ją do poprawki. Czasem milimetry decydują, że marionetki nie poruszają się w zadawalający  sposób. Może to być wina materiału, który sprawia, że na przykład ręce są za lekkie lub za ciężkie. Lalkarstwo to bardzo mozolne rzemiosło.

Teatr „Groteska” ma swoich lalkarzy?

Tak, bo udało mi się ocalić od zagłady naszą pracownię. W innych teatrach zlikwidowano je w pogoni za obniżaniem kosztów. Nic bardziej mylnego. Zwłaszcza w teatrze lalki. Wykonanie tak specyficznych rekwizytów nie można przenosić w przestrzeń wolnorynkową, bo koszty mogą okazać się dużo większe. Nie tylko materialne. Lalkarstwo to zanikające rzemiosło i tylko w takich strukturach jak nasz teatr jest możliwe pielęgnowanie tradycji lalkarskich i przekazywanie ich kolejnemu pokoleniu. 

Może przyszli lalkarze znajdą się wśród dzieciaków, przygotowujących smoki do uczestnictwa ich w Wielkiej Paradzie Smoków, organizowanej przez „Groteskę”. To przygotowane z wielkim rozmachem smocze święto jest największą rodzinną imprezą w Krakowie.

Gdy czternaście lat temu zastanawialiśmy się, jak wejść w przestrzeń naszego miasta i zaistnieć w świadomości potencjalnej widowni, smok wydał się nam rekwizytem najbardziej odpowiednim. Z jednej strony wywodzi się wprost z naszych teatralnych doświadczeń, a jednocześnie jest symbolem Krakowa. Teraz co roku - z niekłamaną przyjemnością - patrzę, jak wszyscy stają się aktorami olbrzymiego, plenerowego widowiska. Ważne jest to, że biorą w nim udział całe rodziny, bo często matki i ojcowie pomagają dzieciom w projektowaniu i wykonaniu smoków. To wszystko dostarcza nam wielu pozytywnych emocji, których nie da się przełożyć na żadne pieniądze.

Co będzie temat tegorocznej edycji?

Właśnie mija 200. rocznica urodzin wielkiego etnografa Oskara Kolberga. Przez jego działalność chcemy pokazać, że szeroko rozumiana sztuka ludowa stanowi nadal twórczy potencjał i żywą tradycję dla współczesnej działalności kulturowej.

Teatr „Groteska” funkcjonuje  w wielu artystycznych wymiarach. Oprócz sztuk wystawianych na obu scenach i plenerowych wielkich imprez, teatr nawołują też do „Kulturalnej Kontrrewolucji”. O co Państwo walczą?

O przywrócenie tradycyjnego postrzegania kultury, bo bez niej niemożliwe jest efektywne funkcjonowanie społeczeństwa. Wszyscy narzekamy, że mamy słaby kontakt z młodymi ludźmi, którzy funkcjonują w zupełnie innej przestrzeni kulturowej niż my. Nie odnoszą się do tych samych wzorców, które nas ukształtowały. Jeśli nie będzie wspólnego zbioru sensów, nigdy nie dojdzie do porozumienia. Na to nie możemy pozwolić.

Każda rewolucja potrzebuje sojuszników. Gdzie ich szukacie?

Wśród rodziców. Jeśli uda nam się ich pozyskać, to sukces mamy gwarantowany.

Jak ich Państwo przekonają do swoich idei?

Chcemy im uświadamiać, że obcowanie ze sztuką nie jest kaprysem. To pragmatyczne działanie. Jeśli się o tym zapomina, to swoje dziecko skazuje się na niże miejsce w hierarchii społecznej. Oczywiście wychowanie w kulturze nie zapewni jeszcze sukcesu zawodowego, ale to warunek konieczny. W szale lat 90., z rożnych powodów zepchnęliśmy kulturę w niebyt. Wszyscy chcieliśmy być bogaci, nie zdając sobie sprawy co, do tego bogactwa może wprost wprowadzić. Tymczasem wszystkie badania psychologii rozwojowej dowodzą, że jeśli dziecko obcuje od najmłodszych lat ze słowem, obrazem czy muzyką, to zwiększa swoje szanse w dorosłym życiu. Ma bowiem większy potencjał intelektualny i wyobraźnię. Ale o tym nadal się nie myśli. Tymczasem wystarczy dziecku zamiast trzech paczek chipsów, czy czekoladek kupić bilet do teatru, opery, czy filharmonii, albo książkę i dopilnować, by ją przeczytało. Żyjemy w XXI wieku, w którym liczyć się będą wysokie kompetencji. Pytanie brzmi: jak się do nich przygotowywać? Odpowiedzi daje cykl organizowanych przez nas spotkań pod tytułem „Kod mistrzów”. Do udziału w nim zapraszamy ludzi, którzy dzięki swoim kompetencjom zaszli bardzo wysoko.

Dla szkół też przewidzieliście Państwo jakąś rolę w „Kulturalnej Kontrrewolucji”?

Oczywiście. Chcemy je mobilizować do naszych działań. Istnieje strona internetowa „Kulturalnej Kontrrewolucji” , która jest platformą wymiany myśli i działań. Nauczyciele szczególnie zasłużeni w upowszechnianiu kultury w środowisku szkolnym, otrzymają nagrodę „Prometeusza Kultury”. Nominacje do tego konkursu będą przyznawane przez dyrektorów szkół, rady rodziców oraz samorządy uczniowskie.

Na co dzień zarządza Pan teatrem, dba o repertuar, ale też sam reżyseruje. Od niemal pięciu lat z teatralnego afisza sceny dla dorosłych nie schodzi „Hommage à Chagall”, stworzony przez Pana wspólnie z Małgorzatą Zwolińską spektakl, odwołujący się do biografii sławnego malarza. Spektakl odniósł duży sukces i w Polsce i Europie, zdobywając nagrody na najważniejszych międzynarodowych festiwalach.

Bo to opowieść uniwersalna, o tym że życie jest piękne, zdumiewające i metafizyczne. Nie ma nic bardziej niezwykłego, gdy dwoje ludzi dzięki miłości potrafi unosić się nad ziemią pełną nieszczęść, kataklizmów i wojen. Tak wyglądało życie Marka Chagalla, naznaczone historią XX wieku. Z jednej strony artysta doświadczył niezwykle konstruktywnej emocji, jaką jest miłość, z drugiej - bezmiaru nieszczęść wojennych.

Teraz przygotowujecie  Państwo kolejną premierę. „Przemiany” ujrzą światło dzienne w piątek, 13 czerwca. Jakie przesłanie im towarzyszy?

Tym razem chcemy wlać trochę nadziei w serca  skołatane problemami codziennej egzystencji. W naszej ludzkiej skali powinniśmy zwariować, gdy sobie uświadamiamy, jak wiele przeciwności niesie za sobą życie. A mimo to trwamy. Przekraczamy problemy w wymiarze indywidualnym i zbiorowym. Chcemy opowiedzieć o tych emocjach i mechanizmach, które sprawiają, że życie będąc kruchym jest jednocześnie twarde jak skała.

Rozmawiała:
Magdalena Strzebońska
Fot. Natalia Włodarczyk

 

 

made in osostudio