Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x

Niania idealna

14.03.2012

Niania idealna
Dla wielu rodziców jedyną możliwością, by wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim, jest zatrudnienie niani. I tu zaczyna się problem.
AGNIESZKA KARSKA
Żłobek czy niania?
Zapisanie dziecka do samorządowego żłobka w Krakowie niemal graniczy z cudem. Alternatywą może być oczywiście placówka prywatna. Tam jednak za miesiąc pobytu trzeba zapłacić około tysiąc złotych, plus 200 zł za wyżywienie. Pobyt dziecka w samorządowym żłobku kosztuje zdecydowanie mniej, bo około 280 zł miesięcznie z wyżywieniem.
Jest jeszcze jedna możliwość, z której rodzice korzystają coraz chętniej: zatrudnienie niani.
- Zdecydowałam się na opiekunkę, bo dla mnie to wygodniejsze rozwiązanie niż zapisywanie dziecka do żłobka. Na publiczny zresztą i tak nie mamy szans, a prywatny kosztuje prawie tyle co niania – mówi Joanna Baca, mama dziesięciomiesięcznego Jasia.

Dzięki opiekunce pani Joanna nie musi na przykład codziennie rano pakować dziecka do samochodu, żeby zawieźć je do żłobka, co jest sporym plusem zwłaszcza zimą. – Poza tym dzieci w żłobkach częściej chorują, a ja nie mogę sobie pozwolić na ciągłe zwolnienia więc pewnie i tak musiałabym zatrudnić kogoś do pomocy – mówi pani Joanna.

Żłobki mają jednak jedną wielką zaletę. Oddając dziecko pod ich opiekę, możemy być niemal pewni, że maluchowi nie dzieje się krzywda, że nikt na niego nie krzyczy, że nie jest szarpane i że nie siedzi cały dzień przed telewizorem. Z nianiami tymczasem różnie bywa.

Opiekunka pilnie potrzebna
Choć pań chętnych do pracy z małymi dziećmi jest całe mnóstwo, to jednak znalezienie tej właściwej bywa drogą przez mękę. Przekonała się o tym Anna Borek z Krakowa, mama sześcioletniej Julki. Kiedy jej córka miała cztery miesiące, a mamie powoli kończył się urlop macierzyński, rodzice postanowili zatrudnić opiekunkę. Zgłosili się do agencji pośredniczącej w szukaniu niań.

- Wpłaciliśmy pieniądze i na dwa tygodnie przed moim powrotem do pracy agencja podesłała nam panią – opowiada Anna Borek. 
Przez tydzień niania przychodziła codziennie na kilka godzin, żeby lepiej poznać rodzinę, w której będzie pracować. Wszystko było w porządku, jednak po tygodniu pani oświadczyła, że znalazła stałą pracę i nie będzie mogła zajmować się Julką.
 
- Na kilka dni przed końcem urlopu macierzyńskiego zostaliśmy zatem bez opiekunki – mówi Anna.
Agencja znalazła kolejną. Tym razem była to pani z dużym doświadczeniem w pracy z dziećmi, wcześniej prowadziła przedszkole, miała bardzo dobre referencje, przedstawiciel agencji wręcz nie mógł się jej nachwalić. – Była u nas trzy miesiące. Przez cały ten czas opowiadała, jak świetnie bawi się z Julką. Była bardzo miła, zawsze uśmiechnięta i serdeczna – opowiada Anna Borek.

Szybko okazało się, że to jedynie gra. – Nie wiem dlaczego, ale coś nas tknęło i pewnego dnia postanowiliśmy zostawić w domu włączony dyktafon – wspomina pani Anna.

Gdy tylko za rodzicami zamknęły się drzwi zaczął się koszmar kilkumiesięcznej Julki. Pani wsadziła dziecko do łóżeczka, a sama poszła do kuchni. Na nagraniu słychać jak mała najpierw gaworzy, potem kwili, a w końcu głośno płacze. W tym czasie „opiekunka” podśpiewuje sobie w kuchni i od czasu do czasu rzuca w stronę dziecinnego pokoju – „nie drzyj się”, „bądź cicho”, „zamknij mordę”. Przez cały czas trwania nagrania pani ani raz nie wyjęła Julki z łóżeczka. Po godzinie kwilenia dziecko ze zmęczenia w końcu zasnęło.

Kaseta z nagraniem trafiła do agencji, z której pochodziła opiekunka. – Nie wiem, czy się z nią rozstali, my zrobiliśmy to od razu po odsłuchaniu nagrania. Pani bardzo przepraszała i tłumaczyła, że miała zły okres, ale nie daliśmy jej drugiej szansy – mówi Anna Borek.

Po kolejnych, niezbyt udanych próbach zatrudnienia opiekunki (pani Ania naliczyła ich w sumie pięć) rodzice w końcu zdecydowali się posłać małą Julkę do żłobka. – Wreszcie byliśmy o nią spokojni – mówi pani Anna, która z perspektywy tamtych doświadczeń odradza młodym rodzicom szukania opieki dla dziecka w agencjach niań, czy Internecie. – Oczywiście najlepsza jest babcia, ale jak nie ma możliwości, by zajęła się wnukiem, lepiej popytać wśród znajomych.

Niania nie taka idealna
W Internecie, gdzie młode mamy wymieniają się opiniami na temat niań, można znaleźć sporo mrożących krew w żyłach relacji.

Kasiaj31 na jednym z forów przestrzega przed opiekunką: „Pani nazywa się Barbara G. Jeśli ktoś taki pojawi się u was to uważajcie”. Z relacji kasiaj31 wynika, że początkowo nic nie zapowiadało katastrofy. Pani Basia na pierwsze spotkanie z nowymi pracodawcami przyniosła ksero dowodu, a potem doniosła świadectwo pracy. Zaprosiła ich również do swojego mieszkania. Rodzice byli zachwyceni jej pracą. Była bardzo obowiązkowa, czysta aż do przesady, punktualna. W domu wszystko zostawiała w najlepszym porządku - koła wózka wymyte, ubranka uprane, słoiczki pomyte, butelki wysterylizowane, kisielek ugotowany, synek nakarmiony, ubrany. Z relacji opiekunki wynikało, że pani czyta mu, śpiewa, bawi się z nim. W soboty chętnie zostawała z dzieckiem żeby rodzice mogli wyjść do kina.

- Niania idealna, mucha nie siada, naprawdę nie ma się do czego przyczepić, oprócz... mojej intuicji! – opowiada kasiaj31. - Nie pasował mi jej głos, w którym brzmiał jakiś fałsz i ostrość, westchnienia zniecierpliwienia kiedy zajmowała się małym. Poza tym zauważyłam, że maluch się trochę dziwnie zachowuje po moim przyjściu z pracy: albo mnie bije, albo wygląda jakby się obraził i nie patrzy na mnie przez jakiś czas, nie daje się dotknąć, albo zaczyna płakać, wtula się mocno i nie da odłożyć, aż w końcu na mnie zasypia i szlocha przez sen.

Wreszcie rodzice zdecydowali się nagrać idealną opiekunkę i sprawdzić czy naprawdę jest takim ideałem.
Na nagraniu najpierw słychać jak synek zakrztusił się wodą. Wówczas niania zaczęła krzyczeć: „Co jak głupkowaty jakiś pijesz, głupi jesteś”. A dalej: „Co robisz głupku?!”, „Co ci tam głupku spadło?”, „Zostaw to bo zaraz dostaniesz, zaraz zarobisz w makówkę, nie wysilaj się i tak nie przyjdę”. - Synek przez osiem godzin nagrania pojękuje – opowiada jego mama. - Przez cały dzień albo leży w łóżeczku albo siedzi w krzesełku do karmienia. Ona sprząta, myje butelki, robi te kisielki cholerne! I cały czas słyszę tę jej głupią piosenkę jak w horrorze: Przyleciał ptaszek z Łobzowa, usiadł na rynku Krakowa, Assa tadarassa, Assa tadarassa usiadł na rynku Krakowa.

W oku kamery czy pod okiem sąsiadki?

Zdaniem właścicieli agencji opiekunek ponad 80 proc. rodziców sprawdza nianie za pomocą dyktafonu lub kamery. Coraz częściej też nianie są na to przygotowane. Honorata, opiekunka z kilkudziesięcioletnim stażem, pisze na forum Gazeta.pl: - Zawsze zakładam, że kamera jest w domu. Działa to jak bufor, człowiek 10 razy pomyśli, zanim podniesie głos na dziecko. Nie mówiąc już o gorszych rzeczach. Dwukrotnie przejmowałam dzieci po studentkach, które pod nieobecność rodziców zapraszały do domu znajomych, korzystały z barku i zapominały o dziecku, które płakało głodne i mokre. Dopiero kamera to zauważyła.

Sylwia Wanot, pedagog z portalu niania.pl sądzi jednak, że nagrywanie opiekunek to nienajlepszy pomysł. – To budzi frustrację u obu stron – twierdzi. - Lepiej poprosić o pomoc np. sąsiadkę, która sporo widzi i słyszy. Można też znienacka wrócić wcześniej do domu, a jeśli już zdecydujemy się na instalację kamery, czy dyktafonu to uczciwie byłoby poinformować o tym nianię.

- Ja tak właśnie robię – mówi Beata z Krakowa, mama Kamila, Zosi i Antka. – Wcześniej miałam fatalną nianię, mój synek nie chciał z nią zostawać. W końcu zdecydowaliśmy się na założenie monitoringu. Okazało się, że kobieta spędzała przed telewizorem cały dzień. Nie wychodziła przez to z dzieckiem na spacer. Małemu chowała zabawki, żeby nie musieć ich potem sprzątać. A gdy synek już nie chciał z nią siedzieć przed telewizorem, to go wierzgającego, protestującego przenosiła na kanapę i zmuszała do siedzenia. Dlatego potem nie miałam skrupułów - w czasie rekrutacji nowej opiekunki informowałam kandydatki, że opieka nad dziećmi będzie monitorowana.

W sklepach z elektroniką można kupić kamerę, którą da się zamontować np. w okładce leżącej książki. Można do niej dokupić mały rejestrator wielkości aparatu cyfrowego. Kamera kosztuje około 200 zł, rejestrator 700. Rodzice coraz częściej decydują się też na podłączenie takiej kamery do Internetu, dzięki czemu z pracy mogą podglądać co się dzieje w domu pod ich nieobecność. Są też tacy, którzy przed wyjściem do pracy zostawiają włączoną kamerę internetową w komputerze i w ten sposób śledzą poczynania opiekunki. Innym rozwiązaniem, ale na krótki dystans może być również elektroniczna niania. 17-centymetrowy pluszowy miś może bezprzewodowo przekazywać dźwięk i obraz do 100 m. Kosztuje ok. 300 zł.

Referencje i zaświadczenie o niekaralności

Sylwia Wanot zaznacza, że w Polsce pracuje kilkaset tysięcy niań. – Tylko w serwisie niania.pl jest ich zarejestrowanych 200 tysięcy i choć zdarzają się przypadki drastycznego nadużycia zaufania, to jednak zdecydowana większość tych pań rewelacyjnie wywiązuje się ze swoich obowiązków – podkreśla ekspertka.

Urszula Pajor z krakowskiej agencji opiekunek Nianiowo.pl dodaje, że rodzice skarżą się najczęściej (jeśli w ogóle to robią) na swoje nienajlepsze relacje z nową opiekunką i problemy z dogadaniem się z nią. – W takich przypadkach po prostu szukamy dla nich nowej pani – zapewnia Urszula Pajor.

Zdaniem rodziców najlepszym sposobem na znalezienie dobrej opiekunki jest zasięgnięcie opinii znajomych. Można też szukać w Internecie na stronach z ogłoszeniami, czy w specjalistycznych serwisach. Są też oczywiście agencje niań, ale za ich pośrednictwo trzeba zapłacić od 300 do nawet tysiąca złotych.

Takie agencje same rekrutują opiekunki, sprawdzają ich referencje, przepytują poprzednich pracodawców, mają system potwierdzania tożsamości, zawsze żądają kopii dowodu osobistego, a na końcu „kojarzą” nianię z rodziną. Agencja Nianiowo.pl dodatkowo kontroluje każdą nową panią w miejscu jej pracy. – Odwiedzamy ją, gdy jest na spacerze z dzieckiem, podsyłamy fachową literaturę, jesteśmy w stałym kontakcie z rodzicami – mówi Urszula Pajor.

Eksperci radzą, by przed zatrudnieniem opiekunki samemu sprawdzić jej referencje, porozmawiać z poprzednimi pracodawcami, zażądać zaświadczenia o niekaralności, czy dokumentów poświadczających tożsamość. – Musimy pamiętać, że zatrudniając nianię wpuszczamy do domu zupełnie obcą osobę i powierzamy jej swój największy skarb – zaznacza Sylwia Wanot.

Obyś cudze dzieci… niańczył

Trzeba przyznać, że nianie również nie mają łatwego życia. Opowiadają o nieustannym kontrolowaniu, braku zaufania, ciągłych telefonach, zakazach podjadania z lodówki, czy oglądania telewizji, a wreszcie rozwrzeszczanych i rozpieszczonych dzieciach, z którymi trudno sobie poradzić.

- To bardzo ciężka i odpowiedzialna praca, trzeba być ciągle skupionym, nie ma mowy o chwili nieuwagi – mówi Bożena Chmiel, która od blisko 10 lat opiekuje się dziećmi za pieniądze.

Przez jej ręce przeszło w tym czasie ośmioro maluchów. Najmłodszy miał sześć miesięcy, najstarszy cztery latka. – Niemal wszystkie rodziny wspominam bardzo dobrze. Tylko raz trafiłam na mamę, z którą trudno było mi się dogadać. Traktowała mnie bardziej jak służącą niż przyjaciela domu – wspomina pani Bożena. Nie chce jednak zdradzać szczegółów tej współpracy, ale po wygaśnięciu umowy postanowiła zrobić sobie krótką przerwę w niańczeniu. – Muszę trochę odpocząć – mówi 58-latka.

27-letnia Ola na razie nie może pozwolić sobie na odpoczynek. Za 2 tys. zł miesięcznie opiekuje się trójką dzieci. Najmłodsze ma 10 miesięcy, średnie 4 latka, a najstarsze 10 lat. – Te młodsze są w porządku, gorzej z najstarszym. Jest leniwy i pyskaty – żali się Ola. - Rodzice są całkiem fajni, ale jest jeden problem: potrafią na przykład napisać esemesa lub zadzwonić, że wrócą później, bo coś im wypadło i to niestety zdarza się dość często, a ja zamiast do 17. jestem z dziećmi do 21.

Guwernantki kontra opiekunki

To jednak nie wszystko. Stale rosną też wymagania rodziców stawiane nianiom. - Dziś już nie mogą one być wyłącznie opiekunkami, są przede wszystkim nauczycielkami, które dużo czasu poświęcają rozwojowi intelektualnemu dziecka. Takie nianie są najbardziej pożądane – mówi Urszula Pajor z nianiowo.pl.

Współczesna niania musi znać mnóstwo rozwijających zabaw, dobrze by miała wyższe wykształcenie i skończony kurs udzielania pierwszej pomocy oraz świetnie znała przynajmniej jeden język obcy, a swoją wiedzą dzieliła się z maluchem. W Polsce rodzi się nawet moda na guwernantki, które opiekując się dziećmi mówią do nich w obcym języku.

– Taka guwernantka łączy często trzy w jednym, czyli opiekę nad dzieckiem, naukę języka angielskiego, a także organizowanie maluchowi zajęć dodatkowych również w języku obcym – mówi Alicja Block, która w Warszawie i Krakowie prowadzi agencję guwernantek Nanny Club.

Na zatrudnianie opiekunek, mówiących po angielsku decydują się głównie rodzice, którzy na co dzień w pracy posługują się tym językiem. Rośnie też zapotrzebowanie na nianie które władają bardziej „egzotycznymi” językami jak chiński, czy rosyjski.
Krakowski rynek niań

Zawód opiekunki do dzieci jest jedną z najbardziej sfeminizowanych profesji. Spośród grupy 8864 opiekunek zarejestrowanych w Krakowie w portalu niania.pl, jedynie 63 osoby to mężczyźni, co stanowi zaledwie 0,71 proc. Nianiami zostają głównie młode kobiety. 71 proc. zarejestrowanych w Krakowie niań ma mniej niż 25 lat i są to głównie studentki. Następną grupę stanowią opiekunki w wieku między 25 a 40 rokiem życia, których jest 15 proc. Osób powyżej 40 roku życia, pracujących jako niania jest tylko około 14 proc. Wśród nich można znaleźć wiele emerytowanych nauczycielek, czy pielęgniarek.

Doświadczenie w opiece nad dziećmi jest jednym z głównych kryteriów branych pod uwagę przy wyborze niani. - Dla rodziców bardzo ważne jest, aby znaleźć nianię, która opiekowała się dziećmi w konkretnym wieku. Jeżeli mają sześciomiesięcznego maluszka to będą szukać niani, która ma akurat doświadczenie w opiece nad bardzo małymi dziećmi - mówi Sylwia Kościńska, pedagog portalu Niania.pl.

Z raportu wynika, że przeciętne doświadczenie niani w Krakowie w opiece nad dzieckiem to niecałe 2 lata.
Niemal połowa rodziców zatrudnia opiekunki na cały etat. Przeciętnie krakowska niania pracuje 7 godzin dziennie. W naszym mieście najwięcej ofert pracy dla niań pochodzi od mieszkańców Ruczaju, Krowodrzy i Podgórza.

Nianie z wykształceniem pedagogicznym i po kursach pierwszej pomocy często są gotowe pracować dopiero za stawkę wyższą niż 16 złotych za godzinę. Natomiast młode, studiujące dziewczyny zadowolą się 5-6 zł za godzinę. Średnia pensja niani w Krakowie to 11,40 zł za godzinę, co miesięcznie daje ok. 1600 zł. Angielskiej guwernantce trzeba zapłacić miesięcznie ok. 2,5 tys. zł. Jeśli jest zatrudniana na godziny wychodzi od 15 do 20 zł za jedną.

Niania na legalu

Od 1 października ubiegłego roku obowiązuje nowa ustawa o opiece nad dziećmi do lat trzech. Jednym z jej założeń jest wyciągnięcie niań z szarej strefy. Zarejestrowanej opiekunce budżet państwa opłaca składki na ubezpieczenia społeczne (emerytalne, rentowe, wypadkowe) i zdrowotne do kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę (czyli 1386 zł). Jeśli rodzic zdecyduje się płacić niani więcej niż wynosi płaca minimalna, w części powyżej tej kwoty składki opłacane są przez płatnika (rodzica) i ubezpieczonego (nianię).

By legalnie zatrudnić nianię rodzic w ciągu siedmiu dni od podpisania z nią umowy musi dostarczyć ZUS dane dotyczące płatnika (swoje dane) i ubezpieczonego (zatrudnianej niani). Jeśli rodzic nie czuje się na siłach, by wypełnić dokumenty samodzielnie i przesłać je do ZUS pocztą, w dziale obsługi klienta pomagają mu w tym pracownicy Zakładu. W tym przypadku rodzic musi także dostarczyć pismo, w którym niania poświadczy, że jej dane są prawidłowe. Ponadto rodzic do 15. dnia w kolejnym miesiącu zatrudnienia musi złożyć deklarację ubezpieczeniową razem z raportem imiennym.

Jeśli wynagrodzenie niani nie będzie wyższe od minimalnej podstawy wymiaru składek (1386 zł), to jest to ostatnia czynność, którą rodzic będzie musiał wykonać w trakcie ubezpieczania. Podczas kolejnych miesięcy ZUS będzie powielał te dane w systemie informatycznym. Rodzic będzie musiał poinformować ZUS dopiero w momencie rozwiązania umowy. Jeśli umowa między rodzicami a nianią nie przekracza pensji minimalnej (1386 zł brutto) niania musi dodatkowo zapłacić 250 zł podatku. Zarabia więc na czysto 1140 zł.

Opiekunkom rejestracja się opłaca – liczy się im bowiem staż pracy, mają też prawo do opieki zdrowotnej. Mimo to z szarej strefy do tej pory wyszło ich bardzo mało. W pierwszych miesiącach obowiązywania nowej ustawy ZUS zarejestrował ich zaledwie 3,5 tys. To niewielki ułamek z kilkuset tysięcy pracujących na czarno niań. W aglomeracji krakowskiej legalnie pracuje niespełna 150 opiekunek.

made in osostudio