Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x
Mnóstwo zajęć na dodatek

Mnóstwo zajęć na dodatek

26.10.2012

Poniedziałek – angielski. Wtorek – balet. Środa – jazda konna. Czwartek – tenis. Piątek – kurs gotowania. Sobota – warsztaty teatralne, a w niedzielę – wizyta w operze. Do tego szkoła, zadania domowe, kółka zainteresowań … Tak coraz częściej wygląda tydzień naszych pociech. Przesada? Niekoniecznie.
Ośmioletnia Alicja trzy razy w tygodniu wraca do domu grubo po godzinie dziewiętnastej. Jej „wolny” czas po szkole wypełniają lekcje baletu i gry na fortepianie. Jedenastoletnia Marzena ze Skawiny uczy się szermierki i gry na skrzypcach. Ośmioletnia Matylda od pięciu lat chodzi do szkoły języka angielskiego, a od czterech uczy się tańczyć. Pięcioletni Mateusz to mały rekordzista. Rodzice zapisali go na angielski, rytmikę, taniec, zajęcia teatralne, plastykę i lekcje gry na fortepianie. Co na to pedagodzy i psycholodzy?

Okazuje się, że nie są w stanie jednoznacznie stwierdzić, na ile zajęć dodatkowych i od jakiego wieku można zapisać dziecko. Wszystko zależy bowiem od malucha. Dla jednego dwie wizyty na basenie tygodniowo to już dużo, inne dziecko samo zapyta, czy może zostać na pływalni dłużej. Są dzieciaki, które chłoną wszystko jak gąbka i takie, którym trudno jest wejść w świat edukacji.

Jedno jest pewne: - Jeśli tylko mamy taką możliwość, pozwólmy dziecku próbować różnych rzeczy, bo dzięki temu maluch nie tylko się uczy, ale także poznaje siebie i odkrywa własne talenty oraz zainteresowania – mówi Elżbieta Mach, nauczyciel wczesnoszkolny i pedagog prowadząca w Krakowie gabinet pomocy pedagogiczno-logopedycznej oraz zajęcia adaptacyjne dla maluszków.

Jeśli jednak zorientujemy się, że nasze dziecko czegoś nie lubi, odpuśćmy mu. Kontynuowanie takich zajęć – jak przekonują pedagodzy - nie będzie miało żadnej wartości edukacyjnej.

Dla ducha, ciała i umysłu

- Uważam, że dziecko nie powinno po szkole siedzieć w domu, bo albo patrzy w telewizor, albo w komputer – mówi stanowczo Marta Sieprawska ze Skawiny.

Jej jedenastoletnia córka Marzena raczej nie może narzekać na brak zajęć. Raz w tygodniu chodzi na dodatkowe lekcje języka angielskiego, dwa razy w tygodniu uczy się gry na skrzypcach, a we wtorki i czwartki trenuje szermierkę w Szkole Szermierki Szczepana Kuźmińskiego. Do tego dochodzą kółka przedmiotowe w szkole i zajęcia na Uniwersytecie Dzieci, na które trzeba poświęcić dwie soboty w miesiącu.

– Trochę dla ciała, trochę dla ducha i trochę dla umysłu – śmieje się Marta Sieprawska. – Angielski to dziś konieczność, na skrzypce Marzena zapisała się sama, a szermierka to był mój pomysł. Ta dyscyplina zawsze mi się podobała, jest ładna, elegancka, przyjemna i prestiżowa. Poszłyśmy z córką na pierwsze zajęcia i tak już zostało. Marzenka właśnie zaczyna trzeci rok treningów i jak na razie nie narzeka.

Pani Marta zapewnia, że nie chodzi jej o to, by zrobić z córki zawodowego sportowca. – Po prostu chcę, żeby się trochę poruszała – mówi.

Przy okazji treningów i zawodów, w których uczestniczą młodzi szpadziści, okazało się, że Marzena jest ambitną dziewczynką, o co rodzice wcześniej jej nie podejrzewali, a dzięki szermierce nauczyła się również przełamywać swoje lęki.

– Najważniejsze, że ona sama jest zadowolona z tych treningów. Jeśli tylko zacznie jęczeć, że ma dość, nie będziemy jej zmuszać do chodzenia na zajęcia – deklaruje Marta Sieprawska.

Z własnych doświadczeń wie, że nie każde dziecko nadaje się do uprawiania sportu. – Starszego syna, dziś studenta informatyki, nie udało nam się zarazić sportem – ubolewa Marta Sieprawska. - Dwa razy wysłaliśmy go nawet na obóz sportowy, ale za pierwszym razem po trzech dniach spadł z konia i złamał obie ręce, a za drugim go okradli. W końcu mu odpuściliśmy. Jest za to uzdolniony muzycznie, gra na akordeonie.

Marzena również odkryła w sobie pasję muzyczną, choć jej rodzice sądzili, że nie ma talentu do gry. W marcu tego roku sama postanowiła, że będzie chodziła na lekcje gry na skrzypcach. To jej nowa wielka miłość. 

- Myślałam, że szybko jej przejdzie, ale pani Teresa Rusek, z którą córka ma lekcje, jest rewelacyjna. Po dwóch miesiącach nauki Marzena zagrała z nut swój pierwszy utwór – mówi z dumą pani Marta.
Zajęcia dodatkowe Marzeny to jednak spory wydatek. Marta Sieprawska obliczyła, że miesięcznie uszczuplają domowy budżet o 530 zł. Treningi szermierki kosztują 200 zł miesięcznie, ale na specjalny strój, maskę, rękawicę i szpadę trzeba wydać ok. 1000 zł. Nauka gry na skrzypcach kosztuje Sieprawskich 150 zł miesięcznie, wkrótce jednak Marzenie trzeba będzie kupić instrument (teraz korzysta z pożyczonego), a to wydatek rzędu 600 zł.

Ujarzmić taneczny zapał

- Nie sądzę, żeby zajęcia pozalekcyjne były czymś, na co koniecznie trzeba posyłać swoje dziecko – przekonuje Marta Bizoń, krakowska aktorka, mama ośmioletniej Matyldy. - Apeluję jednak do rodziców, żeby nie przegapili dziecięcych pragnień i marzeń, które mogą dotyczyć różnych dziedzin. W miarę swoich możliwości dajmy im szansę, której wielu pokoleniom przed nami los poskąpił.

Matylda od czterech lat jest uczennicą Krakowskiej Akademii Tańca. Sama wybrała takie zajęcia, a rodzice jedynie pozwolili jej się realizować. Jej przygoda z tańcem zaczęła się od … filmów „Barbie”, których bohaterka, zgłębiając tajniki baletu, wciela się w postaci z „Dziadka do orzechów”, czy „Jeziora łabędziego”.

- Moja córka przebrana w mało baletowy strój wyczyniała prześmieszne „wygibasy”. To było bardzo zabawne, ale i dawało do myślenia – opowiada Marta Bizoń. - Któregoś dnia mój mąż stwierdził: ten taneczny zapał trzeba ujarzmić. Niech ktoś odpowiedni przejmie nad nim kontrolę.

Wybór padł na Krakowską Akademię Tańca. – Jej wychowanków znam od wielu lat. Owocnie i z sukcesami współpracują z moim macierzystym miejscem pracy, czyli z Teatrem Ludowym – mówi Marta Bizoń.

Mała Matylda od czterech lat pokonując upał, deszcz, mróz, czy zmęczenie obowiązkowo stawia się na każdych zajęciach. – Zdarzają się chwile załamania, ale któż ich nie ma w swej codziennej pracy? – pyta jej mama.

Matylda wie jednak, że kiedy będzie miała już dość ćwiczeń, rozciągania i trudnej rytmiki, może powiedzieć stop, a jej rodzice (aczkolwiek z bólem) przyjmą to do wiadomości.

- Od czterech lat nie było jednak takiej sytuacji – zapewnia pani Marta. - Ona kocha tę szkołę. Widzę jak cieszy się z pokonania kolejnego etapu do zrobienia szpagatu, czy ze wspaniałej oceny z niezwykle trudnego taktowania. Wiem wówczas, że kiedyś w przyszłości byle niepowodzenia nie zniechęcą jej i uparcie będzie dążyć do wyznaczonego przez siebie celu.

Marta Bizoń często z dumą spogląda na swoją córkę, która dzięki szkole baletowej stała się delikatna i subtelna. – Cieszę się, że mogę jej umożliwić uczęszczanie na takie zajęcia, zwłaszcza kiedy widzę ile radości ona z tego czerpie – mówi aktorka.

Matylda od pięciu lat uczy się również języka angielskiego metodą Helen Doron. – Jeśli chodzi o te lekcje, to była to moja decyzja – przyznaje Marta Bizoń. - Kierowałam się myślą, że im wcześniej zacznie mieć kontakt z językiem obcym, tym lepiej. Dzięki temu wiem, że w przeciwieństwie do mnie, nie będzie wiecznie początkującą i ta wczesna edukacja przyniesie swoje plony w przyszłości.

Dla małej damy: fortepian i robótki ręczne

Lekcje gry na fortepianie, balet trzy razy w tygodniu, niedzielne zajęcia plastyczne w Muzeum Narodowym, sobotnie wykłady na Uniwersytecie Dzieci i prywatne lekcje języka angielskiego. Dla ośmioletniej Alicji z Krakowa ten rok szkolny zapowiada się wyjątkowo pracowicie.

Dziewczynka jednak nie narzeka i nawet sama dopisała do tej listy szkolne kółko matematyczne i prowadzone przez wychowawczynię kółko robótek ręcznych. Dzieci będą tam wyszywać, szydełkować i przyszywać, a to – jak podkreśla Renata, mama Ali – jest świetnym ćwiczeniem dla małych rączek.

Od ponad czterech lat Alicja jest też uczennicą szkoły baletowej. – Te zajęcia zalecił nam lekarz. Córka miała platfusa i ortopeda powiedział, że pomóc może balet, jazda na rowerze lub basen, a ponieważ Ala była trochę okrągła, wybraliśmy balet – mówi pani Renata.

Choć początkowo rodzice nie nastawiali się na spektakularny sukces Alicji w roli małej baletnicy, w tym roku córka ich zaskoczyła. Zdała egzamin do profesjonalnej klasy baletowej z jednym z najlepszych wyników. Takie zajęcia pochłaniają jednak sporo czasu. Lekcje odbywają się trzy razy w tygodniu i trwają aż dwie godziny. Na szczęście udało się je tak zaplanować, żeby nie kolidowały z lekcjami gry na fortepianie, które Alicja ma dwa razy w tygodniu. Dziewczynka chodzi na indywidualne lekcje do Prywatnej Szkoły Muzycznej Elżbiety Stefańskiej, gdzie nauczycielami są wykładowcy Akademii Muzycznej w Krakowie.

– Sama będąc dzieckiem marzyłam o grze na fortepianie, ale ponieważ pochodzę z niewielkiej miejscowości, nie mogłam sobie na to pozwolić. Dlatego zdecydowałam, że poślę córkę na takie zajęcia. Od razu się zgodziła – opowiada pani Renata.

Alicja, jeśli wierzyć słowom jej mamy, nie jest specjalnie uzdolniona muzycznie. Mimo to, potrafi już zagrać utwory Beethovena, Mozarta, czy Chopina. W tym roku rodzice zdecydowali się zatem na zakup pianina. Kosztowało ich to 2 tys. zł. Zajęcia, na które zapisana jest Alicja, też do tanich nie należą. Balet to wydatek rzędu 200 zł miesięcznie. Do tego trzeba dziecku kupić specjalny strój (ok. 70 zł), a co jakiś czas nowe baletki (ok. 40 zł). Za jedną 45-minutową lekcję gry na fortepianie rodzice Alicji płacą z kolei 50 zł, a ponieważ w tygodniu dziewczynka ma dwie takie lekcje, miesięcznie wychodzi to 400 zł. Alicja zapisana jest również na zajęcia Uniwersytetu Dzieci. Będzie też uczestniczyć w niedzielnych warsztatach plastycznych, organizowanych przez Muzeum Narodowe. Jej rodzice zastanawiają się jeszcze nad prywatnymi lekcjami języka angielskiego: – Zdecydujemy się raczej na lekcje z dojazdem do domu, żeby córka nie musiała już nigdzie jeździć – mówi pani Renata.

Taniec, rytmika, teatr, plastyka …

Ciekawe zajęcia dodatkowe nie zawsze jednak muszą oznaczać dziurę w domowym budżecie. Zwłaszcza, jeśli dziecko chodzi do przedszkola lub szkoły, mającej w swojej ofercie takie zajęcia.

- Mój synek ma w przedszkolu rytmikę, taniec, zajęcia teatralne, język angielski i plastykę. To wszystko jest jednak wplecione w normalny tok pracy i mały nawet nie zauważa, że się uczy. Nie obciąża go to, a dodatkowym plusem jest, że nie trzeba go nigdzie dowozić – mówi Patrycja Korzecka, mama pięcioletniego Mateusza.

Za wszystkie te zajęcia rodzina Korzeckich płaci 270 zł na semestr, a więc miesięcznie wychodzi ok. 45 zł. Obecnie niemal wszystkie przedszkola samorządowe w Krakowie za niewielką opłatą oferują dodatkowe zajęcia. Warto z nich skorzystać, zwłaszcza, że zwykle prowadzą je sprawdzeni instruktorzy i nauczyciele.
Od października Mateusz chodzi też na indywidualne lekcje gry na pianinie, które oferuje pobliski dom kultury. Koszt to zaledwie 100 zł na semestr, a zajęcia odbywają się raz w tygodniu.

– Na razie Mateuszkowi to wystarcza, choć coraz częściej zastanawiam się nad jakimiś zajęciami sportowymi. Chyba najlepszy byłby basen, ale syn boi się wody. Na sporty walki jest za mały, a za rowerem nie przepada. Może tenis byłby odpowiedni? - zastanawia się pani Patrycja. - Na razie jednak nie mam sumienia ciągnąć go na dodatkowe zajęcia po przedszkolu, kiedy on myśli tylko o zabawie klockami we własnym domu.

Być jak David Beckham

- Zapisanie dziecka na zajęcia sportowe to bardzo dobry pomysł – przekonują jednak lekarze.
Aktywność fizyczna wydłuża życie. Brak ruchu to większe ryzyko chorób niedokrwiennych serca, nowotworowych, czy metabolicznych. Ważne, by jak najwcześniej wyrobić w dziecku nawyk uprawiania sportu, bo to zaprocentuje w dorosłym życiu. Kiedyś dzieci biegały całymi dniami po podwórku, grały w piłkę, wspinały się na trzepak. Dziś już mało kto pozwala dziecku na takie samodzielne ekspedycje. Nie sposób też biegać za nim po osiedlu, dlatego zorganizowane zajęcia sportowe wydają się idealnym rozwiązaniem.

Pływać mogą już niemowlaki. Dla trzylatka idealna będzie gimnastyka (w swojej ofercie takie zajęcia ma większość krakowskich przedszkoli), a nieco starszy przedszkolak może już zaczynać karierę piłkarską. Ale uwaga. Nie każdy w przyszłości ma szansę zostać drugim Messim, czy Beckhamem:- To niestety jest bardzo trudne. Na taki sukces składa się bardzo wiele czynników, na które zawodnik zwykle nie ma wpływu – mówi Rafał Chechelski, trener i prezes Stowarzyszenia Sportowego „Polonia Kraków”.

Ważne jest jednak, że w piłkę może grać każdy: wysoki, niski, chudy, czy gruby. – Nie znam żadnych przeciwwskazań do uprawiania tej dyscypliny – mówi Rafał Chechelski.

Dzieci w wieku 4-6 lat mają dwa treningi w tygodniu, starsze oprócz treningów muszą rozegrać mecz raz w tygodniu. Do tego dochodzą też dodatkowe treningi zawodników z różnych pozycji, np. bramkarzy.

- Zajęcia dodatkowe, zaplanowane rozsądnie to wielka wartość przekonuje Elżbieta Mach. - W życiu dziecka powinien być jednak czas na naukę i czas na zabawę. Wszystko w sensownych proporcjach. Zawsze powtarzam rodzicom, że wyścig szczurów jest dla szczurów, a dzieciom należy się wsparcie w rozwoju i duża doza mądrej miłości.

AGNIESZKA KARSKA
 

made in osostudio