Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x

Koniec świata sześciolatka

14.10.2014

Koniec świata sześciolatka
W tym roku do czwartej klasy trafił pierwszy rocznik dzieci, które rozpoczęły edukację w wieku sześciu lat. W całej Małopolsce takich uczniów jest blisko 6000. Dla wielu z nich czwarta klasa okazała się prawdziwym wstrząsem. Dziewięciolatki mają problem nie tylko z nauką, ale nawet ze znalezieniem odpowiedniej sali lekcyjnej, zjedzeniem obiadu, czy zasznurowaniem butów.
 
Czwarta klasa to nie przelewki. Zawsze zresztą tak było. Z przyjaznego środowiska, spod skrzydeł ukochanej pani, trafia się do miejsca, w którym trzeba samemu sobie radzić. Nowi nauczyciele, nowe przedmioty, lekcje w różnych salach, trudne zadania, a zamiast kwiatków i serduszek prawdziwe oceny.

Nawet 10-letniemu dziecku trudno jest to wszystko ogarnąć. Tymczasem w tym roku do czwartej klasy trafiły dzieci dziewięcioletnie, a nawet niespełna dziewięcioletnie. To maluchy, które w myśl reformy edukacji poszły do szkoły w 2011 roku mając sześć lat. Wówczas rodzice mieli co prawda wybór, czy posłać dziecko do szkoły czy pozostawić w przedszkolu, jednak był to wybór iluzoryczny. Władze oświatowe i samorządowe straszyły bowiem, że jeśli dziecko nie pójdzie do szkoły w 2011 r. w wieku 6 lat, to rok później trafi na kumulację roczników, bo wówczas obowiązkowo do pierwszej klasy miały już iść wszystkie siedmio- i sześciolatki. Tak się nie stało, bo reformę po raz kolejny przesunięto, ale sześciolatki w szkole zostały. Dziś są to już uczniowie czwartej klasy. 

- Od których wymaga się, by pracowali w takim samym tempie, jak dzieci o rok starsze, a to dla wielu z nich jest niewykonalne – mówi psycholog Katarzyna Berdys.
W wyszukiwarkę google wpisuję zdanie „dziewięciolatek w klasie czwartej”. Wyszukiwarka uparcie zmienia hasło na dziesięciolatek… Nawet dla niej to błąd. Wiedzą to już także rodzice, nauczyciele i psycholodzy. Reforma edukacji nie przewidziała bowiem jednego: że to co dla dziesięciolatka jest problemem, dla dziewięciolatka będzie końcem świata.

***

Cała dyskusja wywołana obniżeniem wieku szkolnego skupiła się na sześciolatkach w szkole. Wszyscy w kółko mówili o dywanikach, niskich ubikacjach, kolorowych placach zabaw. – Nikt wówczas nie pomyślał, że młodsze dzieci za chwilę trafią do czwartej klasy i zacznie się prawdziwy problem – mówi Jolanta Gajęcka, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 2 w Krakowie.

Jej zdaniem system w żaden sposób nie wspiera dziecka młodszego, które staje się uczniem czwartej klasy. - Ma ono dokładnie takie same obwiązki i zadania, jak o rok starsi koledzy. Program nauczania nie uwzględnia tego, że jest to dziecko młodsze – mówi Jolanta Gajęcka.

W jej szkole, z myślą o dziewięciolatkach, wydłużono do ponad miesiąca okres adaptacyjny, nauczyciele częściej spotykają się z rodzicami. Jednak i to wkrótce się skończy. 

- Musimy zacząć wymagać, bo trzeba przecież zrealizować program – podkreśla dyrektorka SP nr 2.
 
***

Czym dziewięciolatek różni się od dziesięciolatka? Zdaniem ekspertów wszystkim. Wolniej pracuje, ma problem z czynnościami samoobsługowymi, często nie umie nawet zawiązać sobie butów, zapomina o zabraniu z klasy swoich rzeczy, nie pamięta, co jest na zadanie domowe, nie potrafi zjeść obiadu w 10 minut. Można długo wymieniać. - Te dzieci są też drobniejsze i mniej sprawne fizycznie od starszych kolegów – dodaje Andrzej Moskal, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 40 w Krakowie. 

Tymczasem w szkole nie mogą już liczyć na udogodnienia, jakie przysługiwały im jeszcze kilka miesięcy temu w nauczaniu zintegrowanym. Nie ma już dywaników, na których można by odsapnąć, niższych ławeczek i szafek na podręczniki, więc cały szkolny dobytek trzeba dźwigać na plecach przez cały dzień.

Dorota Zatorska, jest nauczycielką przyrody w klasach IV-VI w jednej ze społecznych szkół w Krakowie. Już po kilku dniach pracy dostrzegła te różnice: - Tak się złożyło, że w tym roku mam zajęcia z dwiema czwartymi klasami. Jedna złożona jest z dzieci, które poszły do szkoły o rok wcześniej, w drugiej są dzieci starsze o rok. Różnica między nimi jest kolosalna – przyznaje Dorota Zatorska.

Z jej obserwacji wynika, że młodsze dzieci wolniej pracują, gorzej się koncentruj, a często nie potrafią jeszcze płynnie czytać, ani pisać.

- I mają do tego prawo – zaznacza psycholog Katarzyna Berdys. –  Przed reformą dzieci miały trzy lata na doskonalenie nauki czytania, bo do szkoły przychodziły już z umiejętnością składania literek, gdyż taką naukę przewidywał program „zerówki”. Teraz przychodzą nie mając nawet podstawowej umiejętności czytania, którą nabywają dopiero pod koniec pierwszej klasy. Na doskonalenie mają więc tylko dwa lata. Nic zatem dziwnego, że wiele dzieci w czwartej klasie nie potrafi dobrze czytać, tymczasem nauczyciele wymagają czytania ze zrozumieniem. 

- Do tego dochodzą problemy emocjonalne – dodaje Dorota Zatorska. – Dziewięcioletnie dzieci w porównaniu z o rok starszymi kolegami są jeszcze bardzo dziecinne. Na lekcjach chciałyby opowiadać, chwalić się, dyskutować, a na to nie ma czasu, bo musimy pędzić z materiałem. I tak wiem, że pewnych rzeczy nie uda się omówić dokładnie, niektóre zrobimy „po łebkach”, ponieważ program, który muszą opanować nie jest dostosowany do ich możliwości i tempa pracy. Na szczęście w naszej szkole są dziesięciodniowe obozy naukowe i ten czas można wykorzystać na nadrobienie zaległości.

W zwykłej, publicznej podstawówce nauczyciele mogą tylko pomarzyć o takim luksusie. Mają też mniej godzin w planie lekcji na zrealizowanie całego materiału. To z pewnością odbije się na wyniku sprawdzianu.

- Jestem pełna obaw, jak te dzieci poradzą sobie na kolejnych etapach edukacji i jak będzie wyglądał ich sprawdzian – mówi Jolanta Gajęcka.

Problem jest zwłaszcza z matematyką, bo tu następuje największy przeskok. Nagle zamiast dodawać kwiatki lub śliwki, dziecko musi zacząć wykonywać w pamięci konkretne obliczenia.– Podstawa programowa nauczania matematyki w klasach I-III została zmieniona i dostosowana do możliwości młodszych dzieci. Program dla czwartej klasy nie przeszedł już takiej modyfikacji – przyznaje Jolanta Siwecka z Centrum Nauczania Metis, która w Krakowie prowadzi korepetycje z matematyki i zajęcia dla dzieci metodą Mathjong. 

Efekt?
- Wśród moich uczniów na korepetycjach od ubiegłego roku jest zaskakująco dużo czwartoklasistów, którzy nie radzą sobie z materiałem. Problemem dla nich jest zwłaszcza tabliczka mnożenia i zadania tekstowe, z których nie potrafią wychwycić istotnych informacji – mówi Jolanta Siwecka.

***

Małgorzata Barańska od ponad 25 lat jest nauczycielką nauczania zintegrowanego, a od kilku gorącą przeciwniczką posyłania sześciolatków do szkoły. – Wygląda na to, że miałam rację – mówi nauczycielka. – Dziś wyraźnie widać, że posyłając sześciolatki do szkół zaczęliśmy produkować na masową skalę klientów poradni psychologiczno-pedagogicznych i uczniów z niepowodzeniami szkolnymi.

W II klasie, którą obecnie prowadzi Barańska, jest troje uczniów, którzy poszli do szkoły o rok wcześniej. Jeden z nich intelektualnie dobrze sobie radzi, ale w pierwszej klasie zapłacił wysoką cenę za swoją wcześniejszą edukację. - Drobne niepowodzenia, takie jak krzywy szlaczek w zeszycie lub przegrana w wyścigu, były dla niego prawdziwymi tragediami, które opłakiwał potokiem łez – wspomina Małgorzata Barańska. – Druga uczennica, jest zupełnie przeciętna. Radzi sobie, ale widzi, że wykonywanie wielu zadań przychodzi jej o wiele trudniej niż jej starszym o rok koleżankom, dlatego rośnie w przekonaniu, że jest słabsza. Tymczasem gdyby poszła do szkoły w wieku siedmiu lat wyrastałaby w przekonaniu, że jest bardzo dobra. 

Małgorzata Barańska już martwi się o swoich uczniów, którzy za dwa lata wylądują w czwartej klasie. – Nie będzie im łatwo – mówi nauczycielka. - Najpierw będą musieli znaleźć odpowiednią salę lekcyjną, potem szybko się spakować, zdążyć w 15 minut zjeść obiad, znaleźć kolejną salę, pamiętać o swoich rzeczach, zadaniach domowych i nie zgubić się na korytarzu. Na lekcjach taki dziewięciolatek też nie będzie miał łatwo, bo jego sposób myślenia jest inny niż dziecka o rok starszego. On jeszcze myśli konkretnie, a w czwartej klasie nauczyciel zaczyna wymagać myślenia abstrakcyjnego. Nauczyciel co prawda wie, że ma być elastyczny, ale przede wszystkim musi zrealizować program, na który ma niespełna trzy lata, bo już w kwietniu jest rozliczany ze swoich dokonań na sprawdzianie. To frustrujące.

***

Krakowskie poradnie psychologiczno-pedagogiczne już dostrzegły ten problem. 

- Wpisaliśmy to nawet do naszego planu pracy na ten rok – mówi Ewa Bochenek, dyrektor Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 4 w Krakowie. – Będziemy bacznie przyglądać się czwartoklasistom i spotykać się z ich nauczycielami. Chcemy również dać sygnał dyrektorom szkół, że wkrótce problem będzie jeszcze większy, bo do czwartych klas zacznie trafiać jeszcze więcej młodszych dzieci. Muszą być na to przygotowani i muszą w tym kierunku zaplanować szkolenia dla nauczycieli.

Zdaniem Katarzyny Berdys to konieczność, bo o ile nauczyciele nauczania początkowego radzą sobie bardzo dobrze z dziećmi o rok młodszymi, tak nauczyciele w klasach starszych mają z tym pewien kłopot.

- Muszą się teraz tego nauczyć, ale zmiana nastawienia na pewno potrwa kilka lat – tłumaczy psycholog.

Anna Kolet-Iciek

made in osostudio