Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x
Gdzie te żłobki?

Gdzie te żłobki?

04.09.2014

Ponad trzy lata temu weszła w życie ustawa żłobkowa, która miała zlikwidować, a przynajmniej zmniejszyć kolejki do samorządowych żłobków. Tak się jednak nie stało. W większości polskich miast zapisanie dziecka do żłobka graniczy z cudem. W Krakowie na przyjęcie czeka obecnie ok. 2000 maluchów, czyli tyle samo co przed wejściem w życie ustawy, a i tak pod względem liczby miejsc w żłobkach stolica Małopolski jest na drugim miejscu w kraju. Aż strach pomyśleć, co się dzieje w innych rejonach Polski. Rodzice maluchów są rozczarowani, ich zdaniem ustawa żłobkowa nie spełniła pokładanych w niej nadziei.


- Przed wakacjami zadzwoniłam do żłobka samorządowego położonego najbliżej mojego miejsca zamieszkania– opowiada pani Katarzyna, mama dwudziestomiesięcznej Emilki. - Wcześniej tyle czytałam o programach unijnych i ministerialnych pieniądzach mających zwiększyć dostępność do żłobków, że byłam przekonana, że bez problemu znajdę miejsce dla mojego dziecka.

Jakież było jej zdziwienie, kiedy w żłobku poinformowano ją, że praktycznie nie ma szans na zdobycie miejsca dla córeczki. – Okazało się, że na 15 miejsc, które mają się zwolnić od września jest już 200 chętnych – opowiada pani Kasia. - Podobnie było w innych samorządowych żłobkach, do których zadzwoniłam. Nie stać mnie na zapłacenie czesnego w prywatnym żłobku, dlatego prawdopodobnie jeszcze przez rok zostanę z córką w domu, a od września spróbuję zapisać ją do przedszkola.

- A przecież miało być lepiej – dodaje z żalem pani Kasia.

Łatwiej o żłobek? Tylko na papierze

Rzeczywiście, tak zakładała ustawa żłobkowa, która weszła w życie 4 kwietnia 2011 roku. Zgodnie z nią żłobki przestały być zakładami opieki zdrowotnej, a więc przy ich zakładaniu nie obowiązują już restrykcyjne przepisy sanitarne.
Złagodzone zostały również wymogi przeciwpożarowe. Żłobki mogą zakładać już nie tylko gminy, ale także podmioty prywatne. Ustawa dopuszcza też tworzenie tzw. klubów dziecięcych, w których maluchy mogą przebywać do 5 godzin dziennie. Klub można utworzyć nawet w jednym pomieszczeniu, do powstania żłobka potrzebne są minimum dwa.

W chwili, gdy ustawa wchodziła w życie rząd zakładał, że w ciągu kilku lat w całym kraju powstanie 40 tys. nowych miejsc opieki nad najmłodszymi dziećmi. Dziś, trzy lata po wejściu w życie ustawy, wiadomo już, że nieprędko uda się osiągnąć tę liczbę. Resort pracy i polityki społecznej chwali się co prawda, że pod koniec 2010 roku działały 392 żłobki, a teraz jest ich grubo ponad 1500 (samorządowych i prywatnych) i zamiast 35 tys. jest w nich 55 tys. miejsc, ale tak dobrze wygląda to tylko w statystykach.

Przed wejściem w życie ustawy nikt bowiem nie wiedział ile tak naprawdę jest prywatnych miejsc opieki nad najmłodszymi, nikt ich również nie kontrolował i nie określał warunków pobytu dzieci. Takie placówki powstawały niejako „na dziko”, w odpowiedzi na ogromne zapotrzebowanie rodziców. – Do 2011 roku nie prowadzono ich rejestrów – przyznaje Jadwiga Starnawska-Kasprzyk, kierownik Referatu Zdrowia w Biurze ds. Ochrony Zdrowia UMK.
A skoro tak, to nie wiadomo jak duży wzrost liczby miejsc faktycznie osiągnięto.

Zamiast powstać zniknęły

Ustawa dała poprzednim placówkom trzy lata na dostosowanie się do nowych zasad i wpis do rejestru prowadzonego przez gminę. Trzyletni okres przejściowy minął w kwietniu tego roku. Część istniejących placówek niestety zostało zamkniętych, bo pomieszczenia, w których się mieściły nie spełniały wymogów sanitarnych określonych w ustawie. – Nam zabrakło zaledwie kilku metrów kwadratowych, by móc nadal prowadzić żłobek przy ul. Markowskiego w Krakowie. Musieliśmy go zamknąć, choć zainteresowanie rodziców tą lokalizacją było ogromne – przyznaje Barbara Baranowska, właścicielka trzech niepublicznych żłobków Kubuś i Przyjaciele.

W samym Krakowie takich przypadków może być kilkanaście. Niektóre żłobki zmieniły lokalizację inne w ogóle przestały istnieć. To pierwsze negatywne skutki ustawy żłobkowej.

Dotacje - dobra wola miasta

Na szczęście cały czas powstają nowe prywatne placówki. Obecnie w Krakowie zarejestrowanych jest 77 prywatnych żłobków i klubów dziecięcych, które dysponują 1658 miejscami. To nadal kropla w morzu potrzeb. Uruchomienie każdego kolejnego żłobka to dla rodziców ogromna ulga. Prywatne żłobki są jednak drogie. W niektórych za miesiąc pobytu trzeba zapłacić ponad 1000 zł.

Część placówek (ich wykaz można znaleźć na stronie www.miastopociech.pl) korzysta jednak z dotacji przyznawanych z budżetu miasta. Obecnie wynosi ona do 15 zł dziennie na dziecko. Dzięki temu rodzic płaci o ponad 300 zł mniej miesięcznie. Ale tylko pod warunkiem, że … maluch codziennie przychodzi do żłobka. Miasto dopłaca bowiem tylko za dni obecności dziecka w placówce, kiedy go nie ma dotacja nie jest naliczana. Absurdem zatem jest to, że kiedy dziecko dłużej choruje rodzic, pozbawiony urzędowej dotacji, płaci za żłobek więcej niż gdyby zapłacił w przypadku obecności dziecka.

Dotacja z budżetu miasta przysługuje rodzicom mieszkającym na terenie Krakowa. Problem jednak w tym, że jest ona przyznawana tylko na jeden rok i właściciele żłobków oraz rodzice nigdy nie wiedzą, czy w kolejnym roku budżetowym radni podejmą uchwałę, dzięki której do prywatnych żłobków trafią środki.

- Przez to nie możemy niczego zaplanować, a rodzice żyją w niepewności, czy w nowym roku nadal będą otrzymywać dotację – zaznaczają właściciele prywatnych żłobków.

- To dobra wola miasta, że te dotacje są przyznawane, a nie jego obowiązek – zwraca uwagę Jadwiga Starnawska-Kasprzyk.

Żłobki za euro

Są jeszcze środki unijne. W całej Małopolsce, dzięki pieniądzom z Unii powstało kilkanaście żłobków. Rodzice dzieci uczęszczających do tych placówek płacą czesne w granicach 400 zł miesięcznie. Problem w tym, że te pieniądze właśnie się kończą. Są przewidziane tylko do grudnia tego roku. Od stycznia właściciele placówek stworzonych za unijne środki będą musieli podnieść czesne, by utrzymać się na rynku. Na pewno jednak nie będą mogli zamknąć placówek, bo zgodnie z zasadami programów unijnych będą one musiały istnieć jeszcze przez pięć lat od zakończenia finansowania (w tym wypadku do 2019 roku).

Marzeniem wielu rodziców jest jednak zapisanie dziecka do żłobka samorządowego, bo tu płaci się najniższe czesne (w Krakowie 199 zł miesięcznie plus opłata za wyżywienie 6 zł dziennie). Tych jest jednak jak na lekarstwo, w całej Małopolsce ok. 30, z czego 22 w Krakowie, 5 w Tarnowie, po jednym w Limanowej, Chrzanowie i Żabnie.

W Krakowie od lat 80-tych nie powstała ani jedna taka placówka. – Ale za to przybyło miejsc, w tych już istniejących – zaznacza Jadwiga Starnawska-Kasprzyk.

Umożliwiła to ustawa żłobkowa, która zmniejszyła z 3 do 2 metrów kwadratowych powierzchnię wymaganą dla jednego dziecka w żłobku. To pozwoliło na „upchanie” w istniejących placówkach większej liczby dzieci.

Ambitne plany urzędników

– Jeszcze w 2007 r. w samorządowych żłobkach było 1580 miejsc, obecnie jest ich ponad 2060, a do końca roku przybędzie kolejnych 200 – zapowiada Jadwiga Starnawska-Kasprzyk.

Pieniądze pochodzą z resortowego programu Maluch.
Plany były jednak znacznie ambitniejsze. Jeszcze w 2011 roku urzędnicy szacowali, że w ciągu jednego roku uda im się utworzyć dokładnie 2115 dodatkowych miejsc.

„Upychanie” dzieci w istniejących placówkach samorządowych nie załatwia problemu dzielnic, w których żłobków publicznych po prostu nie ma – są to Bronowice, Zwierzyniec, Łagiewniki-Borek Fałęcki, Swoszowice, Podgórze, Wzgórza Krzesławickie.

Jest jednak szansa, że wkrótce miasto odda w użytkowanie dwa nowe żłobki dla ok. 200 dzieci. Planowana jest adaptacja lokali użytkowych na żłobki na osiedlu Ruczaj w rejonie ul. Przyzby i ul. Magnolii. Pierwszy lokal zostanie oddany na początku 2016 roku, drugi w 2017. Miasto nie będzie jednak samo prowadziło tych placówek. Ma zamiar ogłosić przetarg i oddać lokale w prywatne ręce. Czesne w tych żłobkach będzie identyczne jak w tych samorządowych, bo miasto będzie dopłacać do pobytu dzieci.

- Gminie bardziej opłaca się oddać lokal w użytkowanie prywatnej osobie i dotować żłobek niż samemu go prowadzić – tłumaczy Jadwiga Starnawska-Kasprzyk.

Dzienny opiekun w żłobku

Od tego roku w Krakowie w końcu zaczęła też działać instytucja dziennego opiekuna. Krakowscy urzędnicy nieco ją jednak zmodyfikowali. Ustawa zakłada bowiem, że opiekun może zajmować się dziećmi we własnym mieszkaniu. Na umowę-zlecenie zatrudnia go gmina. Ona też ustala wysokość jego wynagrodzenia i finansuje mu szkolenie. Kraków pozyskał na to unijne środki w ramach programu "Zaraz wracam" wspierającego powrót do pracy po przerwie związanej z urodzeniem i wychowaniem dzieci. Chodzi o prawie 3 mln zł.

Jednak wśród rodziców maluchów taka opieka nie cieszyła się zbyt dużym zainteresowaniem. – Jeden przeszkolony przez nas opiekun przez miesiąc zajmował się dzieckiem, a po tym czasie zrezygnowano z jego usług. Myślę, że rodzice po prostu nie mają dostatecznego zaufania do takich osób i boją się zostawiać dzieci pod opieką w ich prywatnych mieszkaniach – mówi Michał Marszałek, dyrektor biura ds. ochrony zdrowia w krakowskim urzędzie miasta.

Przez ostatnie dwa lata w temacie dziennych opiekunów nie działo się więc nic. W końcu jednak Kraków wpadł na pomysł, jak zachęcić rodziców do skorzystania z programu „zaraz wracam”.

Dzienni opiekunowie zaczęli zajmować się dziećmi nie we własnych mieszkaniach, ale na terenie trzech samorządowych żłobków. W sumie jest ich 8 i mają pod swoją opieką 24 dzieci. – Okazuje się, że taka forma opieki bardziej rodzicom odpowiada – zaznacza Beata Czarnota z biura ds. ochrony zdrowia. – Nad pracą opiekunów czuwają bowiem dyrektorki żłobków, dzieci, którymi zajmują się opiekunowie mogą też uczestniczyć w zabawach, zajęciach dodatkowych i różnych imprezach organizowanych dla dzieciaków ze żłobka. Mają jedynie na terenie placówki wydzielone miejsce do odpoczynku i jedzenia. Ważne jest też to, że w razie choroby opiekuna rodzic nie zostaje na lodzie, tylko ma zapewnione zastępstwo.
Dzienni opiekunowie pracują obecnie w Żłobku nr 19 (ul. Świtezianki), w Żłobku nr 22 (os. Tysiąclecia) oraz w Żłobku nr 30 (ul. Majora).

Od listopada 2 dodatkowych opiekunów rozpocznie pracę w Żłobku nr 20 przy ul. Okólnej. Pod ich opiekę trafi sześcioro dzieci.

Opłata za pobyt dziecka u "żłobkowego" dziennego opiekuna wynosi 3 zł za godzinę (przy stuprocentowej frekwencji miesięcznej będzie to ok. 500 zł). Opłata za wyżywienie jest taka jak w żłobku samorządowym, czyli 6 zł dziennie. Opieką mogą zostać objęte dzieci od 20. tygodnia życia do ukończenia 3 lat, mające miejsce zamieszkania na terenie Gminy Miejskiej Kraków, których rodzice bądź opiekunowie prawni zamieszkują w Krakowie i nie są zatrudnieni lub przebywają na urlopie macierzyńskim lub wychowawczym i deklarują chęć powrotu do pracy.

 

Województwo małopolskie znajduje się na 5 miejscu pod względem liczby wszystkich instytucji opieki nad dzieckiem. Jest ich obecnie blisko 140.

W porównaniu z innymi dużymi miastami Kraków pod względem liczby miejsc w żłobkach zajmuje drugie miejsce w kraju.

Liczba miejsc w żłobkach samorządowych w dużych miastach:
Warszawa - 5286
Kraków – 2065
Łódź – 2025
Wrocław – 1990
Poznań - 1262

Ile kosztuje żłobek w Krakowie?

- Samorządowy – 199 zł plus 6 zł dziennie za wyżywienie
- Prywatny z dotacją – ok. 600 zł plus wyżywienie (zwykle 12 zł dziennie), plus jednorazowe wpisowe w wysokości ok. 400 zł
- Prywatny bez dotacji – od 700 do 1000 zł plus wyżywienie (zwykle 12 zł dziennie), plus jednorazowe wpisowe w wysokości ok. 400 zł
- Unijny – ok. 460 zł plus wyżywienie (zwykle 12 zł dziennie), plus jednorazowe wpisowe w wysokości ok. 400 zł

 

made in osostudio