Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x
Biznes potrzebuje ludzi twórczych, cierpliwych i uczciwych

Biznes potrzebuje ludzi twórczych, cierpliwych i uczciwych

14.12.2017

zobacz galerię

O zdrowym jedzeniu, wolnym czasie i zarządzaniu Uzdrowiskiem Rabka S.A., które w tym roku obchodzi jubileusz 150-lecia rozmawiamy z prezesem Andrzejem Kowalczykiem, a także jego córkami: 11-letnią Zuzią i 8-letnią Mają.

Uzdrowisko Rabka przywiązuje ogromną wagę do diet opartych na zdrowych produktach. Czy taką żywność podaje Pan też swoim dzieciom?

Jestem zdania, że trzeba jeść wszystko i dlatego staramy się z żoną, by dieta naszych córek była urozmaicona. Wybieramy dobre, sprawdzone produkty.

Czy Państwo stawiają na ekologiczną żywność?

Kupujemy wiejskie jaja, sery, wędliny. Po warzywa i owoce wybieramy się zazwyczaj na krakowskie place targowe. Podczas zakupów zwracamy uwagę na to, skąd pochodzi produkt.

A lubi Pan gotować?

Tak, ale żona w tym jest znacznie lepsza. Ja robię proste, szybkie dania. Korzystam z warzyw w różnej postaci i mieszam je z mięsami. Tak w ogóle, to uwielbiamy dobre i smaczne jedzenie. Oprócz tradycyjnych polskich potraw, także włoskie, wietnamskie i chińskie. Od czasu do czasu jadamy je w restauracji, albo sami przygotowujemy w domu. Organizujemy wspólne gotowanie i w ten sposób zachęcamy dzieci do dobrego jedzenia. To też doskonała zabawa dla całej rodziny.

Dziewczyny, a wy potraficie już coś same przyrządzić?

Maja: Ja umiem robić naleśniki.

Zuzia: Powiedziałabym raczej, że umiesz je smażyć. Ja też potrafię to zrobić.

Pewnie obracacie je nad patelnią?

Zuzia : Tak, tata nas nauczył. Zaskoczyłyśmy tym kiedyś mamę. Ja jeszcze umiem piec ciasta.

Andrzej Kowalczyk: Zuzia nie miała ośmiu lat, gdy zrobiła pierwszą szarlotkę.

Zuzia: To było u babci. Przepis znalazłam w internecie. Wyszła całkiem smaczna.

Andrzej Kowalczyk: Krzątanie się w kuchni moich córek zainspirowało nas do stworzenia w uzdrowisku akademii kulinarnej dla dzieci. Taka szkoła gotowania ma rozbudzić w maluchach zainteresowanie smacznym jedzeniem. Dzieciaki robią sałatki, lepią pierogi. Jest przy tym sporo śmiechu.

Jak Państwo spędzają czas wolny czas?

Zuzia: Na wakacjach chodzimy po górach, jeździmy na rowerze i pływamy.  Zimą wybieramy narty i łyżwy. W Święta Bożego Narodzenia nie było mrozu, więc jeździłyśmy na rolkach.

Nic straconego, pewnie w Wielkanoc pójdziecie na łyżwy.

Andrzej Kowalczyk: Patrząc na pogodę pewnie tak to się skończy.

Maja: Ja jeszcze uwielbiam jeździć na hulajnodze, a gdy jest zimno to bawię się lalkami i „petszopami”. Gramy też w gry planszowe i karciane. Na przykład w „Monopol”” i „wojnę”. 

A często bywają Państwo całą rodzina w Rabce, zwanej miastem dzieci świata?

Kilka razy w roku. Doceniamy spokój, ciszę i wspaniały mikroklimat Rabki. To miejsce mojej pracy, ale też świetna  propozycja na rodziny wyjazd, bo znam tam wiele urokliwych zakątków, które nie kojarzą mi się z codziennymi obowiązkami.  '

W tym roku Uzdrowisko Rabka obchodzi jubileusz 150-lecia.  Na gości czeka wiele atrakcji…

Tak i wszystkich do nas zapraszamy. Mamy ten komfort, że w czasie niekorzystnej aury potrafimy tak zorganizować gościom czas, że czują się wypoczęci i zrelaksowani. Nasza oferta nie jest zależna od pogody.

Wyczytałam, że niebawem chętni będą mogli skorzystać z kąpieli w beczkach wypełnionych solanką. Nawet przy mroźnej pogodzie.

To prawda. Staramy się każdego roku przygotować nowe atrakcje dla osób, które korzystają z naszych usług. Ostatnio wpadliśmy na pomysł, by na wolnym powietrzu ustawić beczki z solanką. Taka kąpiel to duża frajda dla gości, z drugiej  strony to też element hartowania i dbania o odporność organizmu.

W planach są jeszcze inne atrakcje?

Rozmawiamy też z Samorządem w Rabce -Zdrój na temat uruchomienia wspólnego przedsięwzięcia -  basenu solankowego. Taka inwestycja sfinansowana zostałaby ze środków unijnych.  Chcemy wykorzystać fakt, że w jednym ze źródeł temperatura wody wynosi 28 stopni, a badania wskazują, że przy głębszym odwiercie podniesie się nawet do 70 stopni. Byłoby świetnie, gdyby w ramach tego jednego projektu dałoby się uzyskać odpowiednio ciepłą wodę, bo wtedy jest szansa, że będzie to basem odkryty, funkcjonujący przez cały rok. Mamy też koncepcję kilku metod leczenia na bazie solanki.

Solanka jest Państwa olbrzymim atutem. Już została doceniona poza granicami kraju.

Solanka ma same zalety i wykorzystuje się ją do leczenia młodszych i starszych osób. Zasoby solankowe w Rabce są bardzo duże i  już prowadzimy jej sprzedaż detaliczną. Zaczęliśmy od kosmetyków, po tym jak zorientowaliśmy się, że nasi goście chętnie zabierali sobie solankę do domu. W tym roku powstaną kosmetyki dla dzieci. Będziemy je chcieli pokazać na jubileuszu 150-lecia naszego uzdrowiska. W ubiegłym roku wysłaliśmy 12 tysięcy litrów leczniczej solanki do Chin. Woda z uzdrowiska ma być tam wykorzystywana do kąpieli pielęgnacyjnych i zdrowotnych oraz do inhalacji górnych i dolnych dróg oddechowych.  Nasza solanka została już zbadana, pod względem wartości doceniona i mam nadzieje, że kolejne zamówienia to tylko kwestia czasu.

 Czy w dzisiejszych czasach uzdrowiska nie są w stanie dobrze funkcjonować oferując tylko zabiegi? Żeby istnieć przez następne dziesiątki lat musi poszukiwać alternatywnych źródeł dochodu?

Żyjemy w czasach kultury wellness zapoczątkowanej w Ameryce. Wiąże się ona z tzw. gospodarką doznań, która polega na tym, że ludzie chcą korzystać z czegoś wyjątkowego, specjalnie podanego, co niesie za sobą wartości emocjonalne. Oprócz zabiegów oferujemy więc doznania. I jako uzdrowisko jesteśmy w tej komfortowej sytuacji, że nic nie musimy udawać, bo mamy bogactwa naturalne. 

Ale nie każde uzdrowisko potrafi wykorzystać taką przewagę nad konkurencją. Państwo mają zaś sukcesy.

To wynika z faktu, że stworzyliśmy w firmie bardzo dobrą atmosferę współpracy. Nie ma rywalizacji, nieczystej gry i starania się o względy przełożonych. Są za to kryteria, według których praca jest weryfikowana. W naszej firmie pracują osoby w różnym wieku. To olbrzymia zaleta, bo dzięki temu możliwe jest przekazywanie sobie wiedzy i umiejętności dotyczących branży i rynku, nowych trendów.  Nasi lekarze, rehabilitanci, pielęgniarki i specjaliści z różnych dziedzin gwarantują fachową obsługę klienta.
W budowaniu zgranego zespołu ważna jest jeszcze relacja szef-pracownik. Gdy pewnych rzeczy się nie narzuca, pracownicy mogą się realizować, bo nie wykonują tylko poleceń, ale też przedstawiają własne pomysły, które potem są wdrażane. Gdy jeszcze te pomysły i metody działania są premiowane, wówczas ludzie dostają wiatru w żagle. Dziś myślę też, że gdyby nie było twórczej atmosfery, nic by nie powstało.

Z tego wynika, że osoby kierujące przedsiębiorstwem muszą posiadać umiejętność słuchania?

Menadżerów zatrudnia się właśnie po to, by  mieli oczy i uszy szeroko otwarte, a potem umiejętnie przetwarzali informacje. Takie wsłuchiwanie się powinno odbywać się na każdym szczeblu zarządzania firmą, a także w relacjach z klientem. Często powtarzam podwładnym, że uzdrowisko to branża usługowa i goście są najważniejsi, a nie zarząd. Kierownika może przez jakiś czas nie być i nie będzie miało to wpływu na funkcjonowanie firmy. Ale jak zabraknie klienta, to zabraknie też pracy.

Swoim pracownikom trzeba też zaufać, że dobrze wykonają powierzone im zadania. A z tym bywa różnie.

Zgadza się. Mnie kiedyś zaufano, więc staram się takim zaufaniem obdarzać innych. Jednak rozmawiając z polskimi przedsiębiorcami zauważam, że tym zaufaniem oszczędnie gospodarują. Myślą, że sami zrobią wszystko najlepiej. Nic bardziej mylnego. Trzeba uwierzyć innym, by mieć czas na inne zadania, dzięki którym firma będzie się rozwijać.

Czy pracy w biznesie można się nauczyć się na studiach?

Jak obserwuje rynek edukacyjny, który ma przygotować ludzi do takiej pracy, to chwytam się za głowę. O sukcesie nie decyduje sama wiedza, ale też umiejętności, choćby współpracy, czy organizacji czasu pracy. Zamiast uczyć walki i rywalizacji powinno się stawiać na: współdziałanie, kreatywność, niezależność, oraz na prawo do własnego zdania. Biznes potrzebuje ludzi wartościowych, niezależnych i twórczych, którzy potrafią być wytrwali i cierpliwi, a przede wszystkim uczciwi. Od 25 lat żyjemy w epoce komunikacyjnej, którą cechują szybkie zmiany, rozwój i wolność, a uczelnie kształcą dalej pracowników z epoki przemysłowej szukających stabilizacji, spokoju, komfortu i wygody. Szkoda, że nie zachęca się młodych ludzi do zakładania biznesów w internecie, bo to najtańsza przestrzeń do zarabiania pieniędzy.

Kiedy Pan odkrył talent do prowadzenia biznesu?

Mając 21 lat założyłem z kolegą swoją firmę, bo górę wzięła potrzeba niezależności finansowej. Było to biuro pośrednictwa w obrocie nieruchomościami. Jak daliśmy ogłoszenia do prasy z naszymi numerami telefonów, to dzwoniły bez przerwy. Ta firma była strzałem w dziesiątkę. Trafiliśmy w świetny czas i miejsce. Podglądaliśmy rynek, patrzyliśmy na przedsiębiorców rozwijających wówczas aktywność biznesową.

Potem przyszedł czas na działalność polityczną. W latach 1994-98 zasiadał Pan w Radzie Miasta Krakowa.

Gdy na przełomie lat 80. i 90. dokonywały się przemiany, byłem zafascynowany poglądami Janusza Korwina-Mikke i w 80. procentach ten sposób postrzegania rzeczywistości mi odpowiadał. Chciałem zmieniać rzeczywistość w szerszym wymiarze, więc gdy w 1994 roku zawiązywano komitety, wystartowałem w wyborach jako młody przedsiębiorca. Potem przez dwa lata pracowałem w Urzędzie Miasta Krakowa, gdzie dowiedziałem się, jak funkcjonują instytucje publiczne. To było inne spojrzenie na samorząd.  Przez cały czas zbierałem doświadczenie. W końcu uznałem, że najbardziej odpowiada mi taka sytuacja, kiedy efekty pracy są możliwe do zmierzenia, widoczne. Siedem lat temu objąłem stanowisko prezesa zarządu Uzdrowiska Rabka i jestem tam do dziś.

Pana działalność została już doceniona w 2008 roku „Gepardem Biznesu” za wkład w rozwój „Uzdrowisko Rabka”. Dwa lata później „Krakowskim Dukatem”, zaś w 2012 roku - „Laurem Magellana”.

Te nagrody, to docenienie pracy menadżera, która zanim pojawi się sukces, poprzedzona jest milionem decyzji, dylematów, braku kontaktu z rodziną. Szczególnie było mi miło, że w szefem kapituły nagrody „Laur Magelana” był Brian Tracy, kanadyjski pisarz i specjalista z dziedzinie rozwoju osobistego.

Kieruje Pan jednym z państwowych przedsiębiorstw. W takich instytucjach przy podejmowaniu decyzji zazwyczaj minimalizuje się ryzyko.

 Mam  świadomość, że prowadzę spółkę skarbu państwa, podmiot z założenia bezpieczny, konserwatywny. Jednak do rozwinięcia działalności, konieczne były ryzykowne decyzje. Gdy wszystkie uzdrowiska stosowały outsourcing posiłków, my zdecydowaliśmy, że w ciągu dwóch lat, stworzymy miejsce, gdzie odpowiednia dieta będzie czymś bardzo ważnym. We naszych działaniach mieliśmy wsparcie rady nadzorczej, bo przecież najpierw pojawiają się koszty, a dopiero potem efekty.

Czy podoba się Panu model korporacyjny, w którym każdy pracownik odpowiedzialny jest za wąski zakres działania firmy?

Korporacje przypominają dinozaury, które z uwagi na dużą odległość między głową, w której rodzi się impuls do zwrotu,  a nogami  -  nie potrafią dokonać szybkiego ruchu. A organizacja w dzisiejszych czasach musi reagować na zmiany,  bo jeśli coś przeoczy, nie widzi zagrożenia, to może wpaść w pułapkę. Chodzi też o to, by ludzi mieli świadomość tego, jaki jest cel ich pracy, do czego zmierzają. W korporacjach nie zawsze jest to wiadome. Można przytoczyć anegdotę o dwóch budowlańcach. Jeden na pytanie, co robisz, odpowiedział: stawiam ścianę, drugi zaś: buduję katedrę. Według mnie, poziom wiedzy pracowników na temat firmy powinien być bardzo szeroki. Niezależnie od tego czy, na co dzień noszą miotłę czy stetoskop.

 

Foto/Video


Fatal error: Uncaught exception 'Doctrine_Record_UnknownPropertyException' with message 'Unknown record property / related component "type" on "ArticlePhoto"' in /home/krakow05/domains/miastopociech.pl/libs/Doctrine/Record/Filter/Standard.php:55 Stack trace: #0 /home/krakow05/domains/miastopociech.pl/libs/Doctrine/Record.php(1395): Doctrine_Record_Filter_Standard->filterGet(Object(ArticlePhoto), 'type') #1 /home/krakow05/domains/miastopociech.pl/libs/Doctrine/Record.php(1350): Doctrine_Record->_get('type', true) #2 /home/krakow05/domains/miastopociech.pl/libs/Doctrine/Access.php(72): Doctrine_Record->get('type') #3 /home/krakow05/domains/miastopociech.pl/templates_c/%%0E^0E4^0E407559%%footer.tpl.php(97): Doctrine_Access->__get('type') #4 /home/krakow05/domains/miastopociech.pl/smarty/Smarty.class.php(1869): include('/home/krakow05/...') #5 /home/krakow05/domains/miastopociech.pl/templates_c/%%86^861^861EA998%%article.tpl.php(67): Smarty->_smarty_include(Array) #6 /home/krakow05/domains/miastopociech.pl/smarty/Smarty.class in /home/krakow05/domains/miastopociech.pl/libs/Doctrine/Record/Filter/Standard.php on line 55