Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x

Aktualności

Bez historii nie wiemy kim jesteśmy

24.11.2016

Bez historii nie wiemy kim jesteśmy
O współczesnym dziennikarstwie informacyjnym, o odpowiedzialności za słowo, o wyższości demokracji nad monarchią i testach egzaminacyjnych, w których liczy się klucz odpowiedzi, a nie kreatywność i wyciąganie wniosków - rozmawiamy z Markiem Balawajdrem, szefem działu informacji Radia RMF-FM, a także jego synem Kacprem, który jest uczniem trzeciej klasy gimnazjum.   
 
Tata jest surowym rodzicem? 

Nie, raczej łagodnym, ale wiem, że w pracy jest bardzo wymagający.

(M.B.)To prawda. Czasem gdy coś pójdzie nie po mojej myśli, wpadam w furię, ale to szybko mija, bo przecież co pół godziny nadajemy serwis informacyjny, za który odpowiadam i na tym muszę się skupić. 

W mediach pracujesz już 20 lat. Zaczynałeś od pisania artykułów do gazet, potem zostałeś reporterem dużej ogólnopolskiej rozgłośni, w której teraz kierujesz działem informacji. Dziennikarstwo newsowe to nieustanny wyścig. Nie jesteś już tym zmęczony?

Ta praca łączy się z dużym stresem, czego dowodem są moje dwa zawały serca. Ale nie widzę się w żadnym innym zawodzie. Dziennikarstwo newsowe wciąga bezgranicznie. Niby człowiek wszystko już widział, słyszał i wie, to jednak stale dzieje się coś nowego i ciągle jesteśmy czymś zaskakiwani. A to uzależnia.  

A gdy nadchodzi spokój…   

…ten spokój to złudzenie, ponieważ życie toczy się cały czas, gdzieś mamy protest, pościg, dymisję w polityce, zamach …

i komórka dzwoni… 

Mówią nawet, że jestem jej niewolnikiem. Jeśli jednak chcesz być dobrym dziennikarzem newsowym, to nie możesz się od tego świata odcinać. Telefon to narzędzie pracy, nie tylko komunikator.

Często w wyścigu o newsa jesteś pierwszy. Podajesz informacje, na które potem powołują się inne media. W jaki sposób je zdobywasz? 

Mam newsy dzięki wyrabianym przez lata znajomościom, dziennikarskim kontaktom. Osoby, które poznawałem przez lata, pracują dziś na ważnych stanowiskach w wielu instytucjach. Często, gdy dzieje się coś ciekawego,  dostaję też sygnał od nich.

Informatorzy muszą mieć zaufanie, że ich nie zdradzisz.

I mają! Jeszcze nikogo nie zawiodłem. Każdy taki news jest podawany bez ujawniania źródła. 

W jaki sposób dobierasz informacje do serwisów?

Słuchacz musi dostać wiadomości, które są dla niego  najważniejsze i które go zainteresują. Musimy więc jednocześnie informować o sprawach ogólnopolskich, ale i lokalnych. Zawsze przy wyborze wiadomości istnieją dylematy; czy informować o rocznicy rządu, czy może lepiej pochylić się nad losem starszej pani, która za grosze sprzedaje jabłka, albo matki samotnie wychowującej dziecko, którą nie objął rządowy program 500 plus.

Czy nie łatwiej byłoby przygotowywać serwisy w Warszawie, gdzie jest większość siedzib państwowych instytucji?
Nie, bo dziś to nie tylko stolica jest centrum newsów. Ono przenosi się tam, gdzie coś się dzieje. Jeszcze 20 lat temu, kiedy studiowałem rozmawialiśmy podczas zajęć z komunikowania masowego o globalnej wiosce opisanej w latach 60. przez Herberta Marshalla McLuchana. Dziś już w niej żyjemy.
Nasi dziennikarze pracują w różnych miejscach w całej Polsce, nie tylko w Warszawie, gdzie podobno „dzieje się” wielka polityka. Tak samo ważny jest news z Gdańska, Mikołajek czy Krakowa, jak ten z Warszawy. W przypadku RMF FM wszystkie informacje i tak spływają do newsroomu na Kopcu Kościuszki w Krakowie, gdzie mieści się główna siedziba rozgłośni. 

Jacy ludzie chcą dziś pracować w radiu?

Nie chcę być okrutny, ale bardzo często są osoby które władają  nawet sześcioma językami, ale nie wiedzą, co to był stan wojenny, lub co wydarzyło się na Wołyniu. Gdy zapytasz kogoś o wybory to nie wie, kto w nich startuje, ilu posłów i senatorów liczy parlament, uprawnienia prezydenta mylą z uprawnieniami premiera.  Nie czytają gazet, książek i nie chodzą do teatru. 

I pewnie uprawiają jeszcze dziennikarstwo zza redakcyjnego biurka.

I to mnie strasznie wkurza. Gdy mówię, że jest korek na autostradzie i trzeba zadzwonić do dyżurnego straży, policji, jechać na miejsce, przepytać kierowców, to słyszę: po co? przecież wszystko widać na aplikacji google, która na czerwono podświetla zakorkowane ulice. Tłumaczę wtedy, że te nowoczesne narzędzia mają nam jedynie pomóc w przygotowaniu rzetelnej informacji, a nie być jej jedynym źródłem. 

Informowanie łączy się z dużą odpowiedzialnością za słowo. Media mogą przynieść komuś popularność, ale i zniszczyć życie. 

To rzecz oczywista, ale nie wszyscy dziennikarze mają tego świadomość. Stale zadaję sobie pytanie, czy jestem  rzetelny, uczciwy, czy nikogo nie skrzywdzę, czy informator podsyłający mi newsa nie ma jakiegoś ukrytego interesu. Ale z drugiej strony w pewnych sprawach nie można kluczyć, owijać w bawełnę, tylko trzeba nazywać je po imieniu. Jeśli ktoś coś ukradł to po prostu jest złodziejem, jeśli zasiada w sześciu radach nadzorczych bez uprawnień, bo ma tylko wykształcenie licencjackie, to trzeba wprost powiedzieć, że doszło do nadużycia. Jeśli mamy sytuację, że w ciągu roku wartość spółek skarbu państwa notowanych na giełdzie spada o połowę, to informujemy, że jest poważny problem, bo obywatele tracą oszczędności. 

A zdarzyło się, że podałeś nieprawdziwą informację? 

Tak, ale tylko raz. Chodziło o sprawę kompozytora Jana Kantego Pawluśkiewicza. Na antenie przekazałem informacje, która sugerowała, że artysta jest zamieszany w sprawę kradzieży samochodów. Tymczasem on tylko wynajmował swój garaż, w którym  była złodziejska dziupla. 

Co wtedy zawiodło?

Dostałem od informatorów niepełną informację, którą nie do końca dokładnie zweryfikowałem.

Media to jednak nie tylko sensacja. Wielu słuchaczy oczekuje informacji, które mają też wartość edukacyjną.

RMF-u słucha co czwarty Polak, który ma co najmniej 15 lat.  To spora grupa odbiorców o zróżnicowanych zainteresowaniach i wykształceniu. Zdajemy sobie sprawę, że jedni chcą sensacji, a inni wiedzy. Dlatego prowadzimy taką politykę informacyjną, która pogodzi oczekiwania wielu grup. RMF na przykład promuje zdrowo pojęty patriotyzm. Chodzi o to, by obywatele    uświadamiali sobie, że mają pewne prawa, że Polska ma wspaniałą historię, bohaterów narodowych, wynalazców, z których powinniśmy być dumni. Włączamy się m.in. w obchody Narodowego Dnia Niepodległości. W tym roku śpiewaliśmy pieśni patriotyczne na krakowskim rynku, a także w Sulejówku, gdzie wśród przygotowanych przez nas atrakcji były ciastka "niepodległościówki”. 

Kacper, słuchasz RMF-u?

Powiem inaczej, precyzyjniej: słucham tylko wiadomości w RMF-ie, ale muzyki już nie, bo jest tak dobierana, by pogodzić gusta wielu odbiorców. Dla mnie jednak za mało puszczają polskiego hip hopu i rapu, więc tego już szukam gdzie indziej.

Czy interesujesz się tym, co robi tata? 

Lubię się przyglądać, jak tata pracuje. Dzięki niemu mam też szeroki i ciągły dostęp do najświeższych informacji./uśmiech/ 

A chciałbyś być kiedyś dziennikarzem?

Powiem tak, lubię wiedzieć co dzieje się na świecie, ale myślę, że zawód dziennikarza nie jest dla mnie. 

Tata Ci go odradza?

Nie, tata niczego mi nie sugeruje. Po prostu widzę, że to bardzo ciężka i stresująca praca, która wymaga ogromnego poświęcenia. 

A czym się interesujesz?

Historią, polską sceną polityczną i prawem.

To może wybierzesz zawód polityka? 

Teraz jeszcze za wcześnie na takie deklaracje, to co wybiorę pokaże czas i …wyniki egzaminów. 

Marku, a Ty masz ambicje polityczne?

Zawód polityka – jeżeli podchodzi się do niego odpowiedzialnie – to bardzo ciężka, czasochłonna praca. I powiedzmy szczerze często za nieduże pieniądze. Trzeba mieć też życiowe doświadczenie. Uważam, że można w pełni realizować się w polityce, gdy ma się stabilną sytuację finansową, bez np.  kredytowych obciążeń. Polityka to misja, a nie sposób na zarabianie pieniędzy. Jak ktoś myśli inaczej, to nie będzie dobrze służył ludziom. A polityka to właśnie służba. 

Co Cię denerwuje w polskim życiu politycznym?

Jestem świadomym obywatelem i jeśli widzę, że ktoś mój kraj zaczyna psuć, to się denerwuję i ciskam gromy. Mam do tego pełne prawo. Marzy mi się, by ludzie wczytywali się w programy poszczególnych partii politycznych, analizowali je i co cztery lata dokonywali bardziej świadomych wyborów. Nie musiałoby być dziś tylu protestów tak wielu grup społecznych. Taka jest jednak demokracja. Jak mawiał Winston Churchill najgorszy ustrój, ale nic lepszego nie wymyślono. Kacper się ze mną nie zgodzi, bo dla niego monarchia jest bardziej rozsądna.

Kacper chciałbyś, by w naszym kraju panował król? 

Jak patrzę na obecną polską scenę polityczną, to marzę o monarchii. Jeśli tak ma wyglądać wola większości, która jak się dobrze policzy jest mniejszością w całym społeczeństwie,   to dochodzę do wniosku, że jest to patologia demokracji. 

Ale dlaczego monarchia byłaby lepsza? Skupienie władzy w jednych rękach też bywa niebezpieczne.

Kiedyś czytałem o tonącym statku, w którym nie ma kapitana i zanim zostanie podjęta akcja ratunkowa ludzie muszą go wybrać demokratycznie, tracąc przy tym cenny czas. I właśnie taka jest demokracja. W ustroju monarchicznym jedna osoba zdecydowałaby za wszystkich pasażerów zwiększając tym samym ich szansę na przeżycie. Nie będzie kłótni, sporów, a król będzie gruntownie wykształcony. 

Takie krańcowe sytuacje czasem mogą przemawiać do wyobraźni.  

(M.B.)Wracając do polityki, to powiem szczerze, że mam pretensje do poprzednich rządów za wychowanie pokolenia ludzi zubożonych o wiedzę historyczną oraz wiedzę o społeczeństwie. Ograniczenie tych przedmiotów w szkołach było fatalną decyzją. Jeśli bowiem ktoś nie uczy się historii i wos-u to nie wie, jakie ma prawa w demokratycznym społeczeństwie, jak ważny jest jego głos. Nie znając historii nie wiemy jakie błędy popełniamy. To zaprzeczenie rozwoju, Człowiek cały czas się uczy, by być lepszym. Jeżeli nie jest świadomy, co robił kiedyś źle, nie będzie wiedział, co robić dobrze. 

Współczesna młodzież posługuje się językiem nowych technologii. Jako ojciec nastolatka też jesteś zmuszony do nowego sposobu komunikowania się z synem? 

Niespecjalnie. Kacper nie jest niewolnikiem nowych technologii. Jest na Instagramie, FB i TT ale bez przesady. 

Kacper:  Nie mam głowy w komputerze, czy smartfonie. Ale widzę ten problem u rówieśników, którzy często są już uzależnieni od gier komputerowych lub internetu. Ten problem rodzi się, gdy nie mają żadnych pasji i gdy rodzice nie interesują się tym, co robi dziecko. Wówczas ucieka ono do świata wirtualnego, żeby oderwać się od problemów życia realnego. 

A Twój tata interesuje się tym co robisz i ma dla Ciebie czas? 

Tak, ma go bardzo dużo. Tata jest dla mnie wsparciem. Dużo też ze sobą rozmawiamy, między innymi o polityce, ale nie tylko.  

A jak spędzacie wolny dzień?

Ostatnio byliśmy na meczu Bayernu Monachium z Borussią Dortmund. Wrażenia niesamowite, inna kultura kibicowania. Wszyscy cały czas świetnie się bawili i to zarówno przed jak i po meczu. Co ważne kibicowali za swoją drużyną, a nie przeciwko innej.  Z rodzicami chodzimy też do kina, na koncerty, ale też razem gotujemy.  
 
Czy rodzice pomagają Ci w nauce?
Tak i mamy taki podział, że mama czuwa nad przedmiotami ścisłymi i przyrodniczymi, a tata - humanistycznymi. 

Jesteś w trzeciej klasie gimnazjum, zacząłeś się już uczyć do egzaminu? 

Robię to od początku gimnazjum, a od drugiego września bardzo intensywnie. Co tydzień mamy testy z przedmiotów przyrodniczych, języka, matematyki i polskiego. 

(M.B.)Testy to duży problem obecnego systemu edukacji. Ogłupiają, nie uczą wyciągania wniosków, więc duża rola rodziców, żeby mądrze przygotowywać dziecko do życia. 

Kacper, drażni Cię to, że cały czas w szkole jesteście testowani?

Tak, bo czasem nauczyciel kosztem wytłumaczenia nam pewnego problemu, mówi jakie pytanie pojawi się na teście i jak należy na nie odpowiedzieć. Zamiast uczyć się analizujemy klucz odpowiedzi. To jest błędna filozofia, bo testy kończą się kiedy kończymy studia, a później zderzamy się z prawdziwym życiem, w którym nie ma już klucza odpowiedzi. 

Próbujesz temu zaradzić? 

Tak, często sam uczę się tego co mnie interesuje i czego będę w przyszłości potrzebować. Dostaje też wiele celnych wskazówek od rodziców, za co jestem im wdzięczny. Ważna jest też obserwacja życia i wyciąganie wniosków, choćby czasem bardzo  bolesnych.  

ROZMAWIAŁA: MAGDALENA STRZEBOŃSKA-JASIŃSKA
 

Dodaj komentarz

Newsletter

Chcesz wiedzieć więcej? Zapisz się na newsletter.

made in osostudio