Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x
Przedszkole za złotówkę czy z historią sztuki?

Przedszkole za złotówkę czy z historią sztuki?

23.03.2014

Jakie przedszkole wybrać? Tańsze publiczne, czy prywatne z bogatszą ofertą? Przed takim dylematem każdego roku stają rodzice maluchów.


Wielu z nich oczywiście wyboru nie ma, bo miejsc w przedszkolach publicznych zawsze jest mniej niż chętnych. W ubiegłym roku zabrakło ich dla ok. 2 tysięcy dzieci.

Z pomocą co roku przychodzą przedszkola prywatne, których w Krakowie jest już dwa razy więcej niż placówek samorządowych.

Tu jednak trzeba liczyć się z czesnym rzędu 500 zł miesięcznie, choć są też przedszkola, w których sięga ono 1500 zł! Do tego dochodzi opłata za wyżywienie. Prywatne przedszkola najczęściej nie mają własnej kuchni i korzystają z cateringu, co daje ok. 11 zł za dzień. Zwykle od rodziców pobierane jest też tzw. wpisowe, które w niektórych przedszkolach wynosi ok. 200-300 zł, a w innych nawet 1000 zł.

Tymczasem w publicznych placówkach za pierwsze pięć godzin pobytu dziecka nie płaci się nic. Każda kolejna godzina kosztuje 1 zł. Za całodzienny pobyt malucha płaci się więc ok. 100 zł miesięcznie. „Samorządowym” przedszkolakom gmina dopłaca też do wyżywienia, dlatego rodzic płaci zwykle nie więcej niż 6 zł dziennie za śniadanie, obiad i podwieczorek. Cały „pakiet” ma więc za ok. 220 zł.

Co w zamian za wysokie opłaty oferują prywatne placówki? Zwykle pracują w tych samych godzinach, co przedszkola samorządowe, a więc od 6.30 do 17.00, choć przybywa takich, które otwarte są o godzinę dłużej, a nawet do 20. Coraz więcej z nich – podobnie jak placówki publiczne – ma też własne place zabaw i ogrody, niektóre dysponują też boiskami, a nawet własnym lasem. Większość prywatnych przedszkoli tworzy też niewielkie – kilkunastoosobowe – grupy. W przedszkolach samorządowych grupy liczą zwykle 25 osób.

Największe różnice widać jednak w ofercie tzw. zajęć dodatkowych.

Od września ubiegłego roku w przedszkolach publicznych obowiązuje bowiem ustawa, która zabrania pobierania od rodziców jakichkolwiek dodatkowych opłat , poza stawką za wyżywieniem i złotówką za godzinę pobytu. Jednocześnie gminy dostały z budżetu państwa pieniądze na przedszkola (dotychczas musiały je finansować z własnych środków) i propozycję, by podzieliły się tymi pieniędzmi z przedszkolami, fundując maluchom zajęcia dodatkowe. Kraków, który dostał na to 4 mln zł, postanowił przekazać na każdego przedszkolaka ok. 30 zł miesięcznie.
To niewiele, dlatego w większości przedszkoli, prócz angielskiego i rytmiki, nie odbywają się praktycznie żadne inne zajęcia. Co więcej, przedszkolaki przestały też jeździć na wycieczki, odwiedzać kina , teatry i muzea, bo na to też przedszkola nie mogą pobierać pieniędzy od rodziców.

W rozmowie z „MIASTEM pociech” Tadeusz Matusz, wiceprezydent Krakowa odpowiedzialny za edukację przyznał, że „bardzo żal mu wycieczek”, ale przedszkola nie dostaną w tym roku więcej pieniędzy. Dlatego też wiceprezydent chce przekonać dyrektorów, by zamiast fundować dzieciom naukę języka angielskiego, przeznaczyły pieniądze na edukacyjne wycieczki z maluchami. - Myślę, że są one nawet ważniejsze i bardziej pożyteczne dla dzieci niż angielski – mówi Tadeusz Matusz.

Rodzic posyłający swoje dziecko na zajęcia z języka angielskiego, powinien też mieć świadomość tego, że jego dziecko najprawdopodobniej niewiele na takich lekcjach się nauczy. Potwierdzają to badania przeprowadzone przez dr Joannę Rokitę-Jaśkow z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie.

- Jakość nauczania języków w tych przedszkolach zwykle nie jest nadzorowana – zaznacza dr Rokita-Jaśkow. - Uczą osoby, które nie zawsze mają dobre przygotowanie pedagogiczne, bądź językowe; powierzane jest to najczęściej firmie zewnętrznej, a dyrektor nie hospituje takich lekcji. Prowadząc badania w małopolskich przedszkolach spotykałam się z opinią dyrektorów, którzy mówili: „to nie mój problem”. Gdyby nie wymagania rodziców, wielu z nich najchętniej w ogóle nie wprowadzałoby u siebie nauki angielskiego.

- W przedszkolach publicznych – dodaje krakowska badaczka – ta nauka często traktowana jest po macoszemu. Rodzice narzekają, że zamiast angielskiego dzieci mają kurs rysowania, bo nauczyciel, który ma w grupie 20 osób, nie jest w stanie tego ogarnąć.

Przedstawiciele firm organizujących naukę języka angielskiego w przedszkolach podkreślają, że takie standardy często wyznaczają sami dyrektorzy przedszkoli. – Zależy im, żeby było jak najtaniej i najlepiej, żeby w zajęciach uczestniczyła cała grupa przedszkolaków, bo wówczas łatwiej jest taką lekcję zaplanować – mówi właściciel jednej z firm.
A jak to wygląda w przedszkolach niepublicznych? - Nieco lepiej, bo tam dyrektor zwykle sam zatrudnia nauczyciela i hospituje jego zajęcia – zauważa dr Joanna Rokita-Jaśkow.

- Rodzic powinien jednak sprawdzać, jak organizowane są takie lekcje i ile dzieci jest w grupie, zwłaszcza kiedy są one wliczone w cenę czesnego, bo wówczas dyrektorzy niektórych przedszkoli również starają się to zrobić jak najmniejszym kosztem – ostrzega właściciel firmy, uczącej przedszkolaki angielskiego.

Dodatkowa oferta przedszkoli prywatnych znacznie wykracza jednak poza naukę języka angielskiego. Tu kreatywność dyrektorów może czasem zaskakiwać. Szachy, gimnastyka, czy tańce na nikim już nie robią wrażenia. Dlatego przedszkola prześcigają się w wymyślaniu coraz bardziej egzotycznych zajęć. W ofercie jednego z przedszkoli można znaleźć np. zajęcia z historii sztuki i kulturoznawstwa; inne oferuje warsztaty kulinarne; przedszkolaki mogą też uczęszczać na zajęcia z dramy, aikido, judo, karate i samoobrony; mają bajkoterapię i arteterapię, ale także dogoterapię, a nawet felinoterapię (polegającą na kontakcie z kotem), są warsztaty przyrodnicze, zajęcia komputerowe, florystyka, ceramika, eurytmia, balet, decoupage, origami i nauka czytania specjalną metodą.

Dyrektorzy przedszkoli zgodnie przyznają, że to rodzicom przede wszystkim zależy, by dzieci mogły uczestniczyć w jak największej liczbie zajęć dodatkowych i do – już i tak bogatej oferty – chętnie dopisywaliby coraz to nowsze propozycje.

(AK)

made in osostudio