Zgodnie z przepisami, które weszły w życie 1 września tego roku, w szkołach i przedszkolach nie można podawać dzieciom niezdrowych przekąsek typu chipsy, batony, paluszki, czy słodkie ciastka. Dzieci nie mogą też dostawać napojów i potraw słodzonych cukrem oraz zbyt mocno posolonych dań. Na terenie szkół, nawet tych ponadgimnazjalnych, nie można handlować kawą. Nowe przepisy od samego początku budziły mnóstwo kontrowersji, jako bardzo restrykcyjne.
Ministerstwo edukacji poprosiło dyrektorów szkół, by do końca września przesłali do kuratorów oświaty swoje uwagi dotyczące funkcjonowania nowej ustawy i rozporządzenia zakazującego podawania dzieciom niezdrowej żywności na terenie szkół i przedszkoli. Do dziś kuratorzy mają przesłać wnioski do ministerstwa edukacji. Wiemy już jakie problemy zgłosili przedstawiciele małopolskich szkół i przedszkoli. W naszym województwie ankiety wypełnili dyrektorzy blisko 500 placówek oświatowych. Zdecydowana większość z nich krytycznie ocenia funkcjonowanie szkolnych sklepików i stołówek po wejściu w życie nowych przepisów. Nic dziwnego, bo absurdów w nowej ustawie nie brakuje.
Z danych zebranych przez małopolskie kuratorium oświaty wynika, że nowa ustawa antyfastfoodowa doprowadziła do zamknięcia wielu szkolnych sklepików, a nawet stołówek. Dzieci nie chcą jeść szkolnych obiadów, a po słodycze wymykają się na przerwach do pobliskich sklepów.
Tylko w 15 małopolskich szkołach sklepiki funkcjonują bez większych trudności. W 49 placówkach już zostały zlikwidowane, a w 24 kolejnych szykują się do zamknięcia. – Ajenci czekają jednak do końca roku, licząc na zmianę przepisów – mówi Mariusz Maziarz z krakowskiego kuratorium oświaty.
Dyrektorzy szkół zauważyli również, że w wielu sklepikach wzrosły ceny, bo zdrowa, nieprzetworzona czy ekologiczna żywność jest znacznie droższa. Zresztą wielu ajentów ma problemy ze zrobieniem zaopatrzenia, bo producenci żywności nie zdążyli przygotować się do nowych przepisów. Przez co, zdaniem dyrektorów 126 małopolskich szkół, asortyment sklepików jest dużo uboższy niż wcześniej.
Nie to jest jednak najgorsze. Dyrektorzy mają największy problem z uczniami, którzy na przerwach próbują wymknąć się ze szkoły do pobliskiego sklepu. – W związku z tym wiele szkół musiało wprowadzić wzmożone dyżury podczas przerw – mówi Mariusz Maziarz.
Od września zdecydowanie gorzej funkcjonują również szkolne i przedszkolne stołówki. 4 z nich już zostały zamknięte, bo dzieci nie chciały jesć niesłonych lub niesłodkich obiadów. W części szkół natomiast nastąpiła redukcja personelu, bo znacznie zmniejszyła się liczba dzieci korzystających z jadłodajni.
Ci, którzy nadal jedzą obiady w szkole przynoszą w tornistrach własne przyprawy (dotyczy to 16 proc. szkół), a niemal połowa przedszkoli ma problem z zachęceniem maluchów do jedzenia posiłków, przez co jedzenie znacznie częściej niż kiedyś ląduje w koszu. – Ten problem zgłasza połowa ankietowanych szkół i ponad 40 proc. przedszkoli – mówi Mariusz Maziarz.
Dzieciom nie smakuje niesłodki kompot, nieposłodzone naleśniki z serem, czy niedosolona zupa. Dyrektorzy zgłaszają, że wiele maluchów ma alergię na miód, który jest jedynym produktem dopuszczonym obecnie do słodzenia potraw i napojów.
- Pracownicy kuchni nie wiedzą też, jak przygotowywać posiłki według nowych zasad, bo przepisy weszły w życie z dnia na dzień i nie było czasu, by się do nich przygotować. Nie mają też odpowiedniego sprzętu, np. parowarów do przygotowywania posiłków na parze – tłumaczy Mariusz Maziarz.
Wszyscy czekają na zmianę restrykcyjnych przepisów, a wszystko na to wskazuje, że nowelizacja zostanie przygotowana. W ubiegłym tygodniu minister edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska poinformowała, że w rozmowie z ministrem zdrowia „wynegocjowała” powrót drożdżówek na półki szkolnych sklepików.– Dla mnie drożdżówka to szkolny symbol, a poza tym ma mniej cukru niż pączek – przekonywała szefowa MEN.
Jednocześnie obiecała, że wynegocjuje powrót kawy do szkół ponadgimnazjalnych. Czy w ślad za tym pójdą kolejne produkty?
- Wszystkie uwagi dyrektorów szkół przekażemy do ministra zdrowia i dopiero wtedy będzie możliwe określenie ewentualnych szczegółowych zmian w przepisach – mówi Justyna Sadlak z MEN. - Powrotu do przeszłości nie ma – dodaje przedstawicielka MEN. - Chcemy, by dzieci jadły zdrowo.
- Wszystkie uwagi dyrektorów szkół przekażemy do ministra zdrowia i dopiero wtedy będzie możliwe określenie ewentualnych szczegółowych zmian w przepisach – mówi Justyna Sadlak z MEN. - Powrotu do przeszłości nie ma – dodaje przedstawicielka MEN. - Chcemy, by dzieci jadły zdrowo.
Małopolska inspekcja sanitarna do tej pory podjęła kilkanaście kontroli w placówkach oświatowych i nie stwierdziła żadnych uchybień. – W większości kontrolowanych szkół sklepiki były zamknięte, a w kuchniach gotowali zgodnie z nowymi zasadami, tyle tylko, że w ocenie dzieci niesmacznie – mówi Elżbieta Kuras z krakowskiego sanepidu.
(AK)
(AK)