Marszałek Radosław Sikorski nie znalazł dla nich czasu. W swoim gabinecie przyjęła ich wicemarszałek Elżbieta Radziszewska. Spotkanie zostało wyznaczone jednak na godzinę 13, w tym czasie do Sejmu przyjechał prezydent Ukrainy.
- Nasza grupa nie może wejść do Sejmu głównym wejściem, tak jak to było przy poprzednich inicjatywach – relacjonowali na gorąco na portalu społecznościowym rozgoryczeni koordynatorzy akcji. - Okazało się, że nie możemy nawet przejść obok Sejmu. Oficerowie przy szlabanie powiedzieli nam, że mają odgórną instrukcję, by w ogóle nie wpuszczać nas na teren Sejmu. Ponad 30 pudeł z podpisami (wiele kilogramów formularzy) musieliśmy nieść błądząc bocznymi uliczkami, tak aby dotrzeć do biura podawczego, które jest na zapleczu Sejmu.
Ostatecznie podpisy udało się złożyć, a z nieoficjalnych informacji wynika, że Sejm najprawdopodobniej nie będzie zwracał się do PKW z prośbą o ich weryfikację. To dlatego, że inicjatywę poparło niemal trzy razy więcej osób niż potrzeba, by obywatelski projekt ustawy trafił pod obrady Parlamentu.
O co chodzi w projekcie? Od września przyszłego roku wszystkie sześcioletnie dzieci mają obowiązkowo pomaszerować do pierwszej klasy. Przeciwnicy reformy chcą, by to rodzice nadal mogli decydować czy zapisać dziecko do szkoły, czy pozostawić w przedszkolu. Obowiązkowa szkoła miałaby się zaczynać w wieku siedmiu lat.
Inicjatorem akcji zbierania podpisów jest Fundacja Rzecznik Praw Rodziców i ruch Ratuj Maluchy. Osoby skupione wokół tych organizacji już w 2011 roku przygotowały projekt ustawy znoszącej obowiązek szkolny sześciolatków. - Wówczas zebraliśmy 350 tys. podpisów, w zeszłym roku mieliśmy milion podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie sześciolatków – przypominała wczoraj pod Sejmem Karolina Elbanowska z akcji Ratuj Maluchy.
Sejm odrzucił jednak te dwa projekty.
- Nie poddajemy się ponieważ chodzi o nasze dzieci – zapewniała Elbanowska. - Nie chodzi o żadne widzimisię, ale o nasze dzieci, dlatego czekamy na to, że Sejm wreszcie uzna nasz głos za ważny i przestanie nas traktować w nieobywatelski sposób.
Inicjatorzy akcji zapewniają, że jeśli tym razem posłowie znów odrzucą projekt rodziców, oni wiąż będą walczyć.
Iwona Pleśniak, koordynatorka akcji zbierania podpisów w Krakowie przyznaje jednak, że tym razem trudniej było nakłonić ludzi do złożenia podpisu niż jeszcze w ubiegłym roku. – Ludzie są zaganiani, zajęci swoimi sprawami, dla wielu problemem jest przystanąć na chwilę, żeby się podpisać, są też tacy, którzy z wygody chcą posłać sześciolatka do szkoły – mówi Iwona Pleśniak, która zebrała w Krakowie około tysiąca podpisów.
- Mam nadzieję, że tym razem się uda, że posłowie pójdą po rozum do głowy i posłuchają rodziców, którzy najlepiej wiedzą co jest dobre dla ich dzieci – dodaje Iwona Pleśniak.
W projekcie ustawy obok prawa rodziców do decydowania o momencie rozpoczynania przez dziecko edukacji szkolnej, znalazły się również założenie, że edukacja przedszkolna jest prawem dziecka i obowiązkiem państwa, a nie odwrotnie. Autorzy inicjatywy chcą też, by rodzice mieli realny wpływ na program nauczania i wybór podręczników, a także by do przedszkoli powróciła możliwość opłacania przez rodziców zajęć dodatkowych.
(AK)
Fot. Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców. Incjatorzy akcji przed Sejmem.