Grzegorz Kasdepke pojawia się w tej rubryce po raz kolejny i pojawiać się jeszcze pewnie będzie nie raz, bo moim zdaniem jest jednym z lepszych polskich autorów książek dla dzieci. Tym razem pod lupę wzięłam „Mam prawo!”, czyli jedną z niewielu pozycji o tej tematyce, której lektura nie kojarzy się głównie z nudnymi paragrafami i poważnym oficjalnym językiem.
Bo sęk w tym, by o prawach dziecka opowiedzieć w sposób przystępny, jasny, a w dodatku z niemałą ilością humoru. Oto Kacper wraz z przyjaciółmi wystawiają w szkole przedstawienie na temat praw dziecka. Książkę można nazwać „relacją z prób” szkolnego teatru „Konewka”, bo sam autor we wstępie wyjaśnia, że opisane wydarzenia są autentyczne, a Kacper to nikt inny jak jego syn. Przyglądamy się więc pracom szkolnego zespołu, poznając coraz to ciekawsze charaktery, śmiejąc się z coraz to zabawniejszych sytuacji i kibicując całej grupie, by w dniu premiery wszystko poszło tak, jak należy. Nawet nie zauważymy, jak wiedza o prawach dziecka niepostrzeżenie pozostanie nam w głowach. I osiągniemy to bez najmniejszego wysiłku. Mało tego. Z największą przyjemnością.
Bo sęk w tym, by o prawach dziecka opowiedzieć w sposób przystępny, jasny, a w dodatku z niemałą ilością humoru. Oto Kacper wraz z przyjaciółmi wystawiają w szkole przedstawienie na temat praw dziecka. Książkę można nazwać „relacją z prób” szkolnego teatru „Konewka”, bo sam autor we wstępie wyjaśnia, że opisane wydarzenia są autentyczne, a Kacper to nikt inny jak jego syn. Przyglądamy się więc pracom szkolnego zespołu, poznając coraz to ciekawsze charaktery, śmiejąc się z coraz to zabawniejszych sytuacji i kibicując całej grupie, by w dniu premiery wszystko poszło tak, jak należy. Nawet nie zauważymy, jak wiedza o prawach dziecka niepostrzeżenie pozostanie nam w głowach. I osiągniemy to bez najmniejszego wysiłku. Mało tego. Z największą przyjemnością.
Wszyscy bohaterowie od razu zyskują sobie sympatię czytającego. Może nie jest to najodpowiedniejszy przymiotnik, ale dobrze jest, gdy dzieci mogą przeczytać coś, jak ja to nazywam, „sympatycznego”. „Mam prawo!” to po prostu przesympatyczna opowieść- wzbudzająca same pozytywne odczucia, optymistyczna, wywołująca uśmiech.
„Aż żal kończyć tę książkę”- przeczytamy na ostatniej stronie. Rzeczywiście w przypadku „Mam prawo!” nie ma podstaw, by wątpić w to, iż pan Kasdepke pisać lubi. To się czuje, czytając kolejne rozdziały tego ciekawego podręcznika o prawach dziecka. Bo i na dopracowaną oprawę graficzną nie sposób nie zwrócić uwagi.
Oprócz charakterystycznych ilustracji, znajdziemy również fotografie przedstawiające bawiące się dzieci z całego świata. Całość jest spójna i robi dobre wrażenie, w połączeniu ze świetną treścią daje to efekt doskonały. Nie muszę chyba pisać, że gorąco polecam- wszak tytuł mojej rubryki nie pozostawia mi wyboru ;-) Tak całkiem serio, pieniądze wydane na „Mam prawo” są dobrą inwestycją. Gdyby wszystkie książki o tematyce prawniczej wydawano w ten sposób... Na razie jednak cieszmy się, że chociaż prawa dziecka możemy sobie przyswoić całkiem bezboleśnie. I że po przeczytaniu historii o szkolnym teatrze „Konewka”, będziemy mogli powtórzyć za autorem- „Aż żal kończyć tę książkę...”
Oprócz charakterystycznych ilustracji, znajdziemy również fotografie przedstawiające bawiące się dzieci z całego świata. Całość jest spójna i robi dobre wrażenie, w połączeniu ze świetną treścią daje to efekt doskonały. Nie muszę chyba pisać, że gorąco polecam- wszak tytuł mojej rubryki nie pozostawia mi wyboru ;-) Tak całkiem serio, pieniądze wydane na „Mam prawo” są dobrą inwestycją. Gdyby wszystkie książki o tematyce prawniczej wydawano w ten sposób... Na razie jednak cieszmy się, że chociaż prawa dziecka możemy sobie przyswoić całkiem bezboleśnie. I że po przeczytaniu historii o szkolnym teatrze „Konewka”, będziemy mogli powtórzyć za autorem- „Aż żal kończyć tę książkę...”