Niech nie zraża się ten, kto nie przepada za banalnymi historiami z oczywistym happy endem i kogo nie interesują bajeczki z księżniczkami i książętami na białych koniach. Zresztą - mam pisać o filmach, które przeznaczone są dla dzieci. Zdaję sobie sprawę, że „Zaczarowana” może nie trafić w gust małych chłopców, ale mamy marzec i Dzień Kobiet - tych małych też. Zachęcać więc będę, by zrobiły sobie przyjemność i przeniosły się do uroczego disneyowskiego świata.
Początek filmu to klasyczna animacja - mamy księżniczkę Giselle, która zakochuje się od pierwszego wejrzenia (nie muszę pisać, że z wzajemnością) w księciu Edwardzie. Właśnie chcą się pobrać, lecz na drodze staje zła teściowa, która podstępem sprawia, że nasza kochana i niewinna Giselle wpada do magicznej studni, która przenosi ją do nieco mniej bajkowego świata - w samo centrum Nowego Jorku. Tu kończy się animacja i zaczyna film fabularny, z zyskującą sobie od razu sympatię widza Amy Adams w głównej roli. Wrażliwa i naiwna Giselle musi się zmierzyć z „prawdziwym życiem”, z okrutnym światem, który w niczym nie przypomina bajki. Lecz to Giselle właśnie do świata tego tę disnejowską radość wprowadza, zmienia swoje nowojorskie otoczenie na bardziej przyjazne.
Przyglądanie się perypetiom młodej księżniczki, której bezwarunkowa wiara w ludzi niejednokrotnie sprowadza na nią małe kłopoty, jest czystą przyjemnością. Giselle oczekuje na przybycie swojego księcia, który został tam, w bajkowym świecie. Ale Nowy Jork szykuje dla niej sporo niespodzianek, nim księżniczka spotka się z narzeczonym. Giselle będzie musiała zastanowić się nad tym, czy rzeczywiście chce wrócić do swojego dawnego miejsca - bajkowej Andaluzji. Oczywiście, jak to w disnejowskiej produkcji o księżniczce być musi, pojawi się też i zła królowa... nie popsuje ona jednak uciechy z oglądania tej sympatycznej historii, która wzbogacona została optymistycznymi piosenkami, sprawiającymi, że na twarzach widza, pojawia się szeroki uśmiech.
Bo wszystko tu takie idealne i śliczne. Urzekające, magiczne, poprawiające humor. Gwarantowana duża dawka optymizmu, który jest niebezpiecznie zaraźliwy... I co z tego, że w filmie Kevina Limy tak dużo kiczu? Przecież dobry kicz nie jest zły. „Zaczarowana” to film dla małych i dużych dziewczynek, choć nie wykluczam, że i chłopcy będą się podczas tej komedii dobrze bawić. Miłego oglądania!
Maja Skowron
Maja Skowron