Pani Marta, mama sześcioletniej Kasi pokazuje nam kartkę z informacją, jaką kilka dni temu jej córka przyniosła ze szkoły: "1 kwietnia (dzień sprawdzianu po klasie szóstej) – czytamy w wiadomości - zgodnie z przepisami prawa oświatowego oraz harmonogramem pracy szkoły, jest dniem wolnym od zajęć. W tym dniu nieczynna będzie również świetlica”.
- Pani dyrektor w rozmowie z grupą rodziców powiedziała, że sami musimy zorganizować w tym dniu opiekę dla dzieci – relacjonuje mama pierwszoklasistki.
- Na nasze sugestie, że pracujemy i nie ma kto zaopiekować się naszymi dziećmi, dyrekcja odpowiedziała, że takie są przepisy, a obecność uczniów w szkole w czasie sprawdzianu może rozpraszać piszących – dodaje z irytacją pani Marta.
Rodzice denerwują się, bo nie rozumieją dlaczego sprawdzian, który trwa 60 minut plus 30 minut więcej dla uczniów z dysfunkcjami musi paraliżować pracę szkoły na cały dzień.
Dyrektorzy powołując się na przepisy prawa często nie mówią jednak rodzicom całej prawdy.
Od czterech lat obowiązuje rozporządzenie, które daje dyrektorowi szkoły możliwość indywidualnego określania liczby dodatkowych dni wolnych od zajęć dydaktyczno – wychowawczych. Mają oni do dyspozycji kilka dni w roku, które sami mogą wyznaczyć w swojej szkole jako wolne: w podstawówce i zasadniczej szkole zawodowej jest to 6 dni w roku, w gimnazjum 8, a w liceum i technikum 10. Zgodnie z rozporządzeniem dni te mogą być przeznaczone m.in. na sprawdziany i egzaminy zewnętrzne oraz święta religijne niebędące dniami ustawowo wolnymi od pracy.
- Podczas dni wolnych od zajęć dydaktycznych szkoła ma obowiązek zorganizowania zajęć wychowawczo-opiekuńczych dla uczniów – przypomina Justyna Sadlak z biura prasowego MEN.
Oznacza to, że szkoła nie może w tym czasie zamknąć świetlicy, a nawet stołówki. Co więcej, obowiązkiem dyrektora szkoły jest poinformowanie wcześniej rodziców, że takie zajęcia będą prowadzone.
– Te dni nie są bowiem dniami ustawowo wolnymi od pracy dla nauczycieli – zaznacza Justyna Sadlak.
Rodzic, który został wprowadzony w błąd przez dyrektora szkoły, może poskarżyć się w kuratorium oświaty. – Będziemy reagować na każdy taki sygnał – obiecuje Artur Pasek z małopolskiego kuratorium oświaty.
(AK)