- Tu nie chodzi o zwykłą wycieczkę – tłumaczy dyrektorka Domowego Przedszkola Marta Korbut, która – jak sama mówi – od ponad 30 lat wywozi dzieciaki z Krakowa.
Po pierwsze chodzi o „przewentylowanie” płuc. – Dlatego zawsze starannie wybieram miejsce, w które przywożę moje przedszkolaki, między innymi śledząc doniesienia o stanie zanieczyszczenia powietrza – zdradza Marta Korbut.
Taki wyjazd, zdaniem dyrektorki Domowego Przedszkola, pomaga wzmocnić barierę immunologiczną dzieci. – To plus odpowiednia dieta powoduje, że w ciągu roku frekwencja w naszym przedszkolu jest niemal 97-procentowa. To ewenement – zauważa Marta Korbut.
Dzieci z jej przedszkola często wyjeżdżają do Rabki, a także do innych ekologicznie czystych miejsc. Jakich? – Nie powiem. To tajemnica zawodowa – śmieje się dyrektorka przedszkola.
Taki wyjazd trwa od siedmiu do dziesięciu dni i jak się okazuje rodzice maluchów z Domowego Przedszkola bardzo chętnie korzystają z możliwości wysłania swojej pociechy na tzw. zielone przedszkole.
W wyjazdach uczestniczy blisko 80 proc. maluchów. – Dzieci wracają radosne, twórcze, zdrowsze i wyluzowane. W domu są ciągle popędzane, rodzice pracują od rana do wieczora i nie mają dla nich czasu. Na takim wyjeździe nikt ich nie pogania, nie strofuje. Spędzają czas na luzie i to jest im bardzo potrzebne – mówi Marta Korbut.
W wyjazdach uczestniczy blisko 80 proc. maluchów. – Dzieci wracają radosne, twórcze, zdrowsze i wyluzowane. W domu są ciągle popędzane, rodzice pracują od rana do wieczora i nie mają dla nich czasu. Na takim wyjeździe nikt ich nie pogania, nie strofuje. Spędzają czas na luzie i to jest im bardzo potrzebne – mówi Marta Korbut.
- Takie wyjazdy to super sprawa – zachwala pani Joanna z Chrzanowa, mama 3,5-letniego Jasia. - Jasiek był na zielonym przedszkolu 7 dni, mając 3 lata i 3 miesiące i w tym roku też pojedzie. Wrócił zachwycony. Rozwinął się, usamodzielnił, zaczął sam jeść, nauczył się ubierać i korzystać z toalety bez naszej pomocy.
- Moja córka była w zeszłym roku jako pięciolatka – opowiada pani Justyna, mama Marty. - Wróciła zachwycona. Później tylko przyznała się, że w jedną noc zrobiło jej się smutno z tęsknoty i płakała do poduszki, ale tak cichutko, żeby nie obudzić koleżanki z pokoju. W tym roku też chce jechać.
Trzeba jednak pamiętać, że nie wszystkie dzieci będą się czuły dobrze z dala od domu. I dotyczy to zarówno trzylatków, jak i starszaków.
Z tego względu, lepiej nie wywozić przedszkolaków bardzo daleko od domu. Świetnie wie to pani Ada, mama ośmioletniego Krzysia, która dziś ze śmiechem wspomina pierwszy samodzielny wyjazd syna. – Krzyś miał wówczas sześć lat i bardzo chciał jechać na kolonię. W ciągu dnia wszystko było super, synek bawił się z innymi dziećmi i nawet nie myślał o domu. Kryzys przychodził wieczorem. Wówczas zaczynały się telefony od Krzyśka, płacz i błaganie, żeby zabrać go do domu. Drugiego dnia nie wytrzymaliśmy i pojechaliśmy po niego; na szczęście kolonia była zorganizowana niecałe 20 kilometrów od naszej miejscowości.
Z tego względu, lepiej nie wywozić przedszkolaków bardzo daleko od domu. Świetnie wie to pani Ada, mama ośmioletniego Krzysia, która dziś ze śmiechem wspomina pierwszy samodzielny wyjazd syna. – Krzyś miał wówczas sześć lat i bardzo chciał jechać na kolonię. W ciągu dnia wszystko było super, synek bawił się z innymi dziećmi i nawet nie myślał o domu. Kryzys przychodził wieczorem. Wówczas zaczynały się telefony od Krzyśka, płacz i błaganie, żeby zabrać go do domu. Drugiego dnia nie wytrzymaliśmy i pojechaliśmy po niego; na szczęście kolonia była zorganizowana niecałe 20 kilometrów od naszej miejscowości.
Agnieszka Karska