Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x

Aktualności

Szkoły skazane na gratisowy elementarz

23.06.2014

Szkoły skazane na gratisowy elementarz
Szkoły niepubliczne nie chcą uczyć z darmowego podręcznika. – To byłby nasz koniec – argumentują ich dyrektorzy. Szkoły samorządowe praktycznie nie mają wyboru, bo albo skorzystają z menowskiego elementarza, albo same będą musiały kupić książki swoim uczniom. – Boli mnie to, że nasze dzieci znów zostały skazane na gorszą jakość edukacji – mówi Danuta Kohut, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 157 w Krakowie.

We wrześniu pierwszaki w całym kraju mają dostać za darmo książkę do edukacji polonistycznej, matematycznej i przyrodniczej. To „Nasz Elementarz” przygotowany na zlecenie Ministerstwa Edukacji Narodowej.

Nowelizacja ustawy o systemie oświaty, którą w ubiegłą środę podpisał prezydent Bronisław Komorowski, przewiduje, że od września tego roku z darmowych podręczników będą korzystać uczniowie pierwszych klas szkół podstawowych, a od 2017 r. otrzymają je wszyscy uczniowie szkół podstawowych i gimnazjów. Zgodnie z ustawą, Ministerstwo Edukacji Narodowej stopniowo wyposaży w darmowe podręczniki uczniów klas I-III szkół podstawowych. Podręczniki dla nich powstaną na zlecenie MEN.

Ministerstwo zapewni też dotację celową na zakup podręczników dla uczniów klas IV-VI szkół podstawowych oraz gimnazjalistów. Od 2017 r. wszyscy uczniowie szkół podstawowych i gimnazjów będą mieli zapewnione darmowe podręczniki, które będą własnością szkół.

W tym roku rodzice pierwszaków otrzymają też dotację w wysokości 25 zł na zakup książki do języka angielskiego i w wysokości 50 zł na inne pomoce dydaktyczne, takie jak zeszyty ćwiczeń.

W myśl ustawy, szkoły publiczne mogą korzystać z innych podręczników, ale pod warunkiem, że zapłaci za nie organ prowadzący. Od rodziców nie będzie można bowiem żądać pieniędzy na zakup podręczników.

Podpisana przez prezydenta nowelizacja wejdzie w życie dopiero za dwa tygodnie, ale pierwsza część „Naszego Elementarza” dla pierwszaków jest już w druku, a dyrektorzy szkół do 30 czerwca mają złożyć na niego zamówienie.

Dotyczy to również dyrektorów szkół niepublicznych, ci jednak nie zamierzają zamawiać rządowej książki. – My musimy reprezentować najwyższe standardy edukacji, bo inaczej wypadniemy z rynku – argumentuje Iwo Wroński, dyrektor Społecznej Szkoły Podstawowej nr 4 STO w Krakowie. – Każda szkoła, która wybierze ten podręcznik skazuje się na klęskę.

Jego zdaniem przygotowywana przez MEN publikacja to „prosta książka do użytku publicznego dla całej populacji”. – Nasi nauczyciele przejrzeli ją i dość nisko ocenili, więc zdecydowali się na ambitniejsze pozycje – mówi dyrektor Wroński.

- My również wybraliśmy inny podręcznik. Jak co roku kupią go rodzice – mówi Agata Marzec, dyrektorka Szkoły Podstawowej im. Noblistów Polskich w Krakowie.

Krzysztof Kwiatkowski, dyrektor Społecznej Szkoły Podstawowej nr 3 w Krakowie: - W naszej szkole dzieci mają zwiększoną liczbę zajęć edukacyjnych w stosunku do szkół publicznych i na szczęście mamy ten komfort, że nie musimy korzystać z rządowego elementarza, który idzie w stronę niezbędnego minimum, tylko sięgniemy po inne podręczniki znacznie rozszerzające podstawę programową.

Nie udało nam się znaleźć ani jednej niepublicznej szkoły, która chciałaby uczyć dzieci z „Naszego Elementarza”. – To byłby nasz koniec – argumentują dyrektorzy tych podstawówek.

Jak się okazuje, rządowy podręcznik nie budzi entuzjazmu również wśród nauczycieli i dyrektorów szkół publicznych. Ci jednak nie mają wyjścia i od września będą musieli z niego korzystać, nie zanosi się bowiem na to, by któraś z gmin miała sfinansować dzieciom zakup ambitniejszych książek. Na pewno nie zrobi tego Kraków.

Tadeusz Matusz, wiceprezydent miasta odpowiedzialny za edukację, w rozmowie z "MIASTEM pociech" zapowiedział, że krakowskie szkoły nie dostaną na to pieniędzy. – Po co gmina miałaby wyrzucać miliony złotych na coś, co szkoły dostaną za darmo? – zastanawia się Tadeusz Matusz.

Wiceprezydent miasta odpiera też argumenty o słabej zawartości merytorycznej rządowej publikacji: - Autorka tego podręcznika podlega bardzo ostrej i często emocjonalnej ocenie, bo jest śmiertelnym zagrożeniem dla wydawców – mówi Tadeusz Matusz. – Tymczasem podręcznik to jedynie narzędzie. W procesie edukacji najważniejszy jest nauczyciel, który do tej pory często był tak prowadzony przez wydawców za rękę, że wręcz przestawał być autorytetem i przewodnikiem, a stawał się instruktorem.

Szkoły niepubliczne, które odrzucają ten darmowy elementarz – zdaniem Tadeusza Matusza – „przeceniają rolę podręcznika i nie wierzą w swoich nauczycieli”.

Jednak również dyrektorów szkół publicznych te argumenty nie przekonują.

- Boli mnie to, że nasze dzieci znów zostały skazane na gorszą jakość edukacji - mówi Danuta Kohut, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 157 w Krakowie. - Władze oświatowe dużo od nas wymagają i rozliczają nas z efektów pracy, obawiam się jednak, że teraz nie będziemy w stanie konkurować ze szkołami niepublicznymi.

Danuta Kohut podkreśla również, że od września nauczyciele będą uczyć w ciemno, bo tak naprawdę nie znają nowego podręcznika w całości. Na razie dostępna jest tylko pierwsza część „Naszego Elementarza”.

Szkoły podkreślają, że problem będzie również z ćwiczeniami, bo nie wiadomo kiedy do gmin i szkół dotrą pieniądze na ich zakup. Resort edukacji radzi więc szkołom, by zamiast kupować uczniom ćwiczeniówki, drukowały dla nich karty pracy. Dodatkowe materiały mają być dostępne na stronie internetowej MEN.

Więcej na temat darmowego podręcznika znajdziesz w najnowszym numerze miesięcznika „MIASTO pociech”, który już wkrótce trafi do dystrybucji.

 (AK)

Komentarze

Sowa i prijatiele
29.06.2014 10:29
Jagodo, bardzo ciekawa a może i trafna (niestety) dedukcja. Rząd od kilku lat ucieka od odpowiedzialności i partycypowania w pracy nad odbudową Polski. Za to nieźle wychodzi im partycypowanie w "służbowych" wydatkach - vide zd radek sikorski i obiadki za "niczyje" pieniądze.
Jagoda
23.06.2014 18:56
Może chodzi o to, żeby rodzice, dla których edukacja dzieci jest priorytetem, wybierali szkoły prywatne. Zmniejszy się udział finansowy w edukacji Polaków. Im mniej uczniów w szkołach publicznych, tym mniej pieniędzy z państwa

Dodaj komentarz

made in osostudio