Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x

Aktualności

Swędzący problem. Wszy wróciły do szkół

17.10.2013

Swędzący problem. Wszy wróciły do szkół
Szkoły i przedszkola przegrywają walkę z wszami. Higienistkom nie wolno bez zgody rodziców przeglądać dzieciom głów, a wszawica – zdaniem resortu zdrowia – nie jest już chorobą zakaźną. Tymczasem problem dotyczy niemal każdej szkoły i przedszkola.
 
„Bardzo prosimy rodziców o regularne sprawdzanie dzieciom głów” – taki komunikat pojawił się właśnie w wielu szkołach i przedszkolach.
Wszy atakują dzieci zarówno w placówkach publicznych, jak i prywatnych. Nie omijają małych wiejskich podstawówek i miejskich molochów. Najczęściej zaglądają do przedszkoli. Problem najbardziej widoczny jest zaraz po feriach i wakacjach oraz w okresie zimowym. Choć w aptekach można kupić coraz lepsze preparaty do zwalczania tych pasożytów, szkoły i przedszkola nie potrafią sobie poradzić z problemem, a przepisy im w tym nie pomagają.

Pięcioletni Kuba przyniósł wszy z przedszkola i szybko podzielił się nimi ze swoim starszym bratem Frankiem. - Natychmiast obcięłam chłopcom włosy, wysmarowałam im głowy specjalnymi preparatami i przez dwa dni trzymałam ich w domu. O problemie poinformowałam też dyrektorki przedszkola i szkoły – opowiada pani Maria.

Szkolne higienistki podkreślają, że gdyby w ten sposób postępowali wszyscy rodzice, problem wszawicy byłby zdecydowanie mniejszy. Tymczasem zdaniem Krystyny Kowalik, szefowej Małopolskiego Stowarzyszenia Pielęgniarek i Higienistek Środowiskowych Medycyny Szkolnej, obecnie w Krakowie nie ma placówki, która nie borykałaby się z problemem wszawicy.

– Były lata, kiedy wydawało się, że został on opanowany. Kilka lat temu wszy na dobre wróciły jednak do szkół i przedszkoli – przyznaje pielęgniarka.

Co gorsza, szkoły nie mogą skutecznie walczyć z wszawicą, bo uniemożliwiają im to przepisy. W 2003 roku minister zdrowia wydał bowiem rozporządzenie, które zniosło obowiązek kontroli higieny uczniów przez szkolne pielęgniarki. Z kolei zdaniem Instytutu Matki i Dziecka, który opracował tzw. standardy postępowania pielęgniarek szkolnych – „utrzymywanie w szkołach przeglądów czystości ciała i odzieży należy uznać za gwałcenie praw dziecka”. Mogą się one odbywać jedynie za zgodą i na prośbę rodziców. – Zawsze znajdą się jednak tacy, którzy piszą nam, że nie życzą sobie kontroli – mówi Krystyna Kowalik.

Wówczas pielęgniarki mają związane ręce, a walka z wszami, jeśli nie uczestniczą w niej wszystkie dzieci w klasie, jest nieskuteczna. W efekcie do niektórych szkół i przedszkoli wszy wracają nawet kilka razy w ciągu roku.

Chore zakazy

- Moje dzieci przyniosły wszy z przedszkola. Usunęłam je, ale po tygodniu sytuacja się powtórzyła. To prawdziwy koszmar – przyznaje pani Justyna, mama czteroletnich bliźniaków Olka i Maćka.

Rodzice, którzy walkę z wszami mają już za sobą, podkreślają, że dostępne w aptece preparaty są co prawda skuteczne, ale niszczą włosy i do tanich nie należą. – Ja na walkę z powracającymi wszami wydałem prawie 300 zł – mówi pan Robert, tata sześcioletniej Kai.

Jego córka trzy razy przynosiła wszy z przedszkola. – Przy tej okazji przeprowadzaliśmy kurację całej rodziny – dodaje pan Robert.

Jest zły, że w przedszkolach wychowawczynie, czy pielęgniarki nie robią regularnych przeglądów czystości i że nie mogą zmusić rodziców do poddania dziecka kuracji oraz obowiązkowej kwarantannie.

Podobnego zdania jest pani Justyna. - Dziwi mnie że państwo nic z tym nie zrobi, tylko ustala jakieś chore zakazy dotykania dzieci przez pielęgniarkę. To paranoja – denerwuje się mama bliźniaków.

Są jednak rodzice, którzy cieszą się z tych zasad, bo pamiętają ze swojego dzieciństwa szkolne kontrole czystości. Na lekcji higienistki wbiegały do klasy i publicznie przeglądały dziecięce głowy. Nagle padało: – O, coś znalazłam. Kowalski przyjdź na przerwie do gabinetu.

- Wtedy wszyscy w klasie już wiedzieli, że Kowalski ma wszy – wspomina pani Anna, mama ośmioletniej Natalki. – W podstawówce miałam też nauczyciela, który raz w tygodniu przeglądał nasze paznokcie i uszy, a nawet kazał ściągać buty. To był koszmar. Do dziś pamiętam, jak ofukał mnie za dziurę w skarpecie. Nie chciałabym, żeby moja córka przechodziła przez coś takiego.

Wszawica nie jest już chorobą?

Z danych Głównego Inspektoratu Sanitarnego wynika, że jeszcze do niedawna problem wszawicy rósł z roku na rok w całym kraju. W 2005 roku zanotowano 620 przypadków, w 2006 r. - 897, a w 2007 aż 2261. Jak jest teraz? Nie wiadomo, bo zaraz po tym, jak odnotowano gwałtowny wzrost liczby zachorowań … wszawica przestała być chorobą zakaźną. Przynajmniej zdaniem resortu zdrowia. Szkoła nie ma zatem obowiązku informować służb sanitarnych o przypadkach pojawienia się wszy na głowach uczniów. 
 
– Jeszcze trzy lata temu, kiedy ustawa mówiła, że wszawica jest chorobą zakaźną, inspektor sanitarny mógł wydać decyzję zakazującą uczęszczania dziecku na zajęcia, do czasu wyleczenia. Teraz takiej możliwości nie mamy – przyznają pracownicy małopolskiego sanepidu.

Szkołom i przedszkolom pozostaje jedynie prosić rodziców, by sami robili swoim pociechom przeglądy głów.
 
Jak uchronić dziecko przed wszawicą?
 
Rozprzestrzenianiu się zakażenia sprzyjają duże skupiska ludzkie. Wszawicą można zarazić się w przedszkolach, szkołach, na koloniach i obozach, przez pożyczanie czapek, szalików, wspólne korzystanie z grzebieni, czy spanie blisko siebie podczas drzemki w przedszkolu. Dobrze jest uczulić dziecko na ten problem, powiedzieć, by nie korzystało z cudzych nakryć głowy. Najbardziej charakterystycznym objawem wszawicy jest świąd. Gdy nasze dziecko nieustannie drapie się po głowie, należy niezwłocznie skontrolować skórę głowy i włosy dziecka. Gnidy (jaja wszy) występują zwykle u nasady włosów, mają biały kolor i przypominają łupież (ale w przeciwieństwie do łupieżu nie da się ich łatwo usunąć). Wszy występują najczęściej za uszami i z tyłu głowy tuż nad karkiem. Dorosłe osobniki widoczne są gołym okiem i wyglądają jak ziarenka sezamu.
 
AGNIESZKA KARSKA

Komentarze (1)

Domika
02.11.2013 19:10
Ja nie wiem jak to jest z tymi wszami, ale jak u mojej córki z przedszkolu pojawiły się wszy to rodzice zostali ostrzeżeni, z sugestią, żeby maluchy nie przychodziły przez kilka dni do przedszkola. Nas niestety też dopadło, córci znalazłam dwie wszy i dwie gnidy... dalej nie szukałam, biegiem do apteki po grzebień i Pipi Nitolic i w zasadzie po jednym dniu było po wszach.

Dodaj komentarz

Newsletter

Chcesz wiedzieć więcej? Zapisz się na newsletter.

RANKINGI szkół

Ranking krakowskich szkół podstawowych 2022

RANKINGI szkół

Ranking warszawskich szkół podstawowych 2022

Szkoły podstawowe

Te krakowskie szkoły wypadły najlepiej na egzaminie z matematyki 2022

Szkoły podstawowe

Te krakowskie szkoły wypadły najlepiej na egzaminie z j. angielskiego 2022

Ukraińscy uczniowie w Polsce

Baza darmowych materiałów dla uczniów z Ukrainy i polskich nauczycieli

Newsletter

Chcesz wiedzieć więcej? Zapisz się na newsletter.

  • najczęściej
    czytane
  • najczęściej
    komentowane

made in osostudio