Łatwiej napisać książkę, czy pismo procesowe?
Dla mnie osobiście książkę, bo nie ma tu żadnych ograniczeń, barier, schematów czy formalizmów, w których należy się poruszać. Zaczyna się od białej kartki papieru, a potem już tylko od wyobraźni i fantazji twórcy zależy, czym ta kartka się zapełni. Czy historia będzie długa czy krótka, smutna czy wesoła, czy będzie trzymać w napięciu, czy zakończy się happy endem. Pisząc książkę można od początku kreować rzeczywistość, zmieniać ją w dowolnym momencie, pisać na nowo. To w całości proces twórczy. Nigdy nie wiadomo, jak rozwinie się akcja. W przypadku pism procesowych rzeczywistość jest już wykreowana, poruszamy się w określonym, zastanym stanie faktycznym, mamy do dyspozycji określony zestaw faktów i wydarzeń. Ustawodawca narzuca nam konkretny schemat i formę takich pism, często też terminy ich przygotowania. Nie ma tam miejsca na fantazję. Liczy się logiczna analiza faktów, stanu prawnego i umiejętne zaprezentowanie argumentów.
Pani musiała jednak przestawić się z prawniczego języka na literacki. To czasem bywa trudne, a wręcz niemożliwe.
Rzeczywiście język prawniczy jest dość hermetyczny, precyzyjny, nie ma w nim finezji czy poezji. Poszczególne terminy prawnicze mają swoje znaczenie. Zamiana jednego na inny może mieć poważne konsekwencje. Tym samym każde słowo, czy argument muszą być dobrze przemyślane, odpowiednio dobrane, a potem zaprezentowane tak, aby osiągnąć przyjęte założenia. Są więc ukierunkowane na odpowiedni cel i to niewątpliwie jest pewnym ograniczeniem. Jednocześnie również w języku prawniczym można się wypowiadać ciekawie, logicznie, odpowiednio dobierając i akcentując słowa. To kwestia bardziej indywidualnych umiejętności osoby używającej danego języka, niż samego języka.
Niewątpliwie posługiwanie się na co dzień językiem prawniczym, uczy dbałości o słowo, o precyzję sformułowań, o logiczny wywód i zwracanie uwagi na detale. To często one pozwalają zasiać wątpliwości lub pozbawić wszelkich złudzeń. Pisząc książkę starałam się wykorzystać te umiejętności, folgując jednak wyobraźni i pozwalając sobie na całkowicie literacką wizję rzeczywistości.
Napisała Pani książkę dla dzieci, by choć na chwilę przenieść się z sali sądowej do bezpiecznego świata pociech?
Od dawna czułam wewnętrzną potrzebę, aby stworzyć coś ciekawego, niebanalnego, intrygującego. Na początku nie potrafiłam tego ukierunkować. W pewnym momencie zaczął we mnie kiełkować pomysł napisania książki. Usiadłam do komputera i strony same zaczęły zapełniać się tekstem. Nie traktuję tego jak ucieczki od męczącej rzeczywistości. Uważam nawet, że człowiek zmęczony, nie jest zbyt twórczy. Satysfakcja i duża przyjemność z pracy prawniczej pozwalają mi na tworzenie również innych rzeczy, nie mniej ciekawych.
A dlaczego wybrała Pani literaturę dziecięcą?
Świat książek dla dzieci jest mi bliski, choćby dlatego, że mam 11-letnią córkę, która dużo czyta, więc mamy sporą biblioteczkę. Sporo razem czytałyśmy, gdy córka była młodsza więc przesiąkłam na nowo literaturą dziecięcą. Zainspirowały mnie też imprezy, które wraz z przyjaciółką organizowałyśmy dla maluchów. Wówczas pisałam tylko do nich scenariusze. W końcu postanowiłam zmierzyć się z większą formą.
Tytuł „Profesor i Pierwsza Tajemnica Zakonu” kojarzy się z popularnym niegdyś „Panem Samochodzikiem”…
Bardzo słuszne skojarzanie. Pan Samochodzik w czasach naszego dzieciństwa był jak Harry Potter dla naszych dzieci. Niezwykły człowiek, który przeżywał ciekawe przygody. Mądry, obyty w świecie, niebanalny. Książki o Panu Samochodziku czytało się z zapartym tchem. Czytanie było wówczas tak naprawdę jedną z niewielu łatwo dostępnych rozrywek. Po latach odnalazłam potrzebę, by napisać o czymś, co do tej tematyki z dzieciństwa nawiązuje, ale jest mocno osadzone w dzisiejszej rzeczywistości. Jednocześnie bardzo chciałam opowiedzieć dzieciakom niezwykłą historię, inspirowaną rzeczywistymi osobami i wydarzeni
W książce wspomina Pani o m.in. kodeksach etycznych, honorowych, wartościach rodzinnych i porusza problem szacunku dla nauczycieli i ich czasu.
Rzeczywiście honor, lojalność, przyjaźń, miłość, wierność pewnym zasadom czy wartościom często przewijają się na stronach mojej książki. Nie chciałam jednak mędrkować, tylko opowiedzieć o ważnych sprawach w sposób przystępny. Mam nadzieję, że mi się to udało i że czytelnicy też tak to ocenią.
Dziś półki w księgarniach uginają się pod ciężarem literatury dla dzieci. Czym Pani kieruje się wybierając książki dla córki?
W pierwszej kolejności szukam książek dokładnie takich albo podobnych do tych, które sama czytałam. Patrycja jest już po lekturze wszystkich części „Pana Samochodzika”, wielu książek Małgorzaty Musierowicz czy Kornela Makuszyńskiego. Ostatnio polecałam jej „Zapałkę na zakręcie” Krystyny Siesickiej i bardzo jej się spodobała. Teraz jest już w takim wieku, że sama wybiera książki. Ostatnio głównie z zakresu fantasy, ale dobra książka przygodowa zawsze znajdzie się u niej na półce.
Patrycjo, a przeczytałaś już książkę mamy?
Jeszcze nie. Czekam, aż zostanie wydana.
Renata Warchoł-Lewicka: Patrycja też napisała książkę, która została wyróżniona na szkolnym konkursie „Moja pierwsza książka”.
Córka idzie więc w ślady mamy…
Pewnego dnia przeczytałam jej fragment mojej książki. Wypytała mnie dokładnie jak to jest pisać książkę, co się robi jak już zostanie napisana, jak się ją wydaje. Potem usiadała obok mnie i zaczęła pisać swoją. Tak powstał jej „Upiorny wyjazd”. Córka jest bardzo bystrym i wnikliwym obserwatorem rzeczywistości, więc jeśli kiedyś będzie chciała pisać na pewno jej to pomoże.
Patrycja Lewicka: Ja już moje dzieło wydałam i jest dostępne w szkolnej bibliotece.
A możesz nam zdradzić tajemnicę, o czym ta książka opowiada?
Oczywiście. O harcerzach, którzy wyjechali na obóz i tam przytrafiły im się różne przygody. Chciałabym, żeby moja książka była straszna, więc są w niej duchy i inne dziwne stwory. Ale pisałam też o miłości. Romantycznych spotkaniach…
Zainteresował mnie ten wątek romantyczny. Pisałaś o sobie?
Patrycja Lewicka śmieje się.
Renata Warchoł-Lewicka: Może nie będziemy drążyć tego tematu...
To może porozmawiajmy o nauce. Jest Pani absolwentką V LO, w którym historii uczył legendarny belfer Marek Eminowicz? On jest pierwowzorem tytułowego profesora z Pani książki?
Postać prof. Eminowicza, czyli „Emina” jak go nazywaliśmy, rzeczywiście mnie zainspirowała. To wielkie szczęście móc spotkać na swojej drodze takiego nauczyciela. Oczywiście książkowy profesor inaczej wygląda, inaczej się zachowuje, ale obaj mają wiele wspólnych cech. Uczą historii i są nietuzinkowi. Niesztampowo podchodzą do nauczania i potrafią zachęcać uczniów do rozwijania swoich pasji. Mają też w sobie to coś, co pozwala zapamiętać ich na lata.
W książce opisuje Pani pierwsze dni nauki bohaterów w nowej szkole. Dzieci czekają na lekcje z profesorem historii, a ten przychodzi dopiero, gdy są gotowe do nauki. Pamięta Pani pierwszą lekcje z prof. Eminowiczem?
Tak, zadał nam wówczas kilka lektur i powiedział, że na następnej lekcji nas z nich odpyta. Tak też się stało. Na środek sali zaprosił kilkoro uczniów, którzy usłyszeli pytania nie mające nic wspólnego ze standardowym materiałem przerabianym na lekcjach historii. Pamiętam to pytanie o rodzaj wygłupów Francisa Champollion, gdy odkrył pierwszy grobowiec Tutenchamona. Posypały się dwóje, bo nikt nie zwracał uwagi na takie szczegóły. Myśleliśmy, że profesorowi chodzi o kanon wiedzy historycznej, tymczasem dla niego ważne były detale. Profesor cenił sobie, gdy uczniowie wychodzili poza ramy podręcznika, poszukiwali ciekawych książek, docierali do innych źródeł wiedzy historycznej.
Uczestniczyła Pani w podróżach organizowanych przez Profesora? Tylko nieliczni dostąpili tego zaszczytu.
Miałam szczęście, że znalazłam się w grupie wybrańców. Profesor dobierał sobie osoby według własnego klucza. Podstawowym kryterium była otwartość na świat, historyczne zainteresowania i znajomość języka obcego. Wyprawy były organizowane co roku w wakacje. Podróżowaliśmy autobusem przez prawie miesiąc. Objechałam z profesorem prawie całą Europę i część Azji. Nocowaliśmy w szkołach, ogrodach klasztornych, rzadko na campingach. Wszyscy byliśmy szalenie zdyscyplinowani. Wstawaliśmy wcześnie rano, by zacząć kolejny dzień zwiedzania, oglądania i poznawania nowych miejsc. Pamiętam jak prof. Eminowicz chodził po autobusie i budził śpiących pokrzykując: „Nie spać. Po co ja was wożę barbarzyńcy!”. Nie mogliśmy ominąć żadnego z kościołów, muzeów, galerii sztuki. To była prawdziwa szkoła życia.
Czego się Pani nauczyła?
Oprócz wiedzy historycznej - samodzielności, systematyczności, dobrej organizacji pracy i organizacji własnego otoczenia. Bardzo bym chciała, żeby moja córka spotkała na swojej drodze takich nauczycieli.
Pójdzie do V L0?
Mam nadzieję, że tak.
A dlaczego Pani wybrała tę szkołę?
Słyszałam bardzo dużo dobrych opinii na jej temat. Zanim złożyłam papiery, przekroczyłam szkolne progi i bardzo mi się spodobało. Było w niej coś magnetycznego. I decyzja zapadła. Wbrew rodzicom, którzy chcieli posłać mnie do „Nowodworka” albo II LO im. Sobieskiego.
A prawo to był wymarzony kierunek studiów?
Na początku nie. Odkąd pamiętam myślałam o dziennikarstwie. O wyborze prawa zaważyła moja pierwsza wizyta w sądzie. Zabrał mnie tam ojciec mojego przyjaciela. Pamiętam, że zaczął się wtedy proces zabójcy Andrzeja Zauchy. Magia sali sądowej, głośne nazwiska, potężna intryga kryminalna z romansem w tle - podziałały na mnie, jak magnes. Było w tym coś niezwykłego i wciągającego.
Patrycjo, a Ty czym się interesujesz?
Głównie tańcem, ale też grą na pianinie, książkami, ale jeszcze nie wiem kim będę. Na początku chodziłam na balet, ale mniej mi się podobał niż taniec towarzyski, który uwielbiam. Mam nadzieję, że uda mi się osiągnąć to co sobie zamarzyłam.
Renata Warchoł- Lewicka: Każdy sport hartuje ducha i ciało. Uczy samodyscypliny, odporności na porażki, walki do końca. Taniec poza tym nadaje sprężystości sylwetce, dodaje pewności siebie, wdzięku i uroku. Sama uwielbiam tańczyć i od lat głównie poprzez taniec relaksuję się. Obie z córką jesteśmy bardzo aktywne. Nie lubimy się nudzić, za to lubimy jak coś się dzieje, szukamy miejsc, gdzie można ciekawie spędzić czas. W weekend zawsze coś zwiedzamy, oglądamy…
Na początku rozmowy wspomniała Pani o scenariuszach imprez dla dzieci. Mam rozumieć, że pomagała Pani także innym rodzinom zorganizować wspólny czas?
Zaczęło się od urodzin Patrycji, na które zaprosiła dzieci ze swojego przedszkola. Zorganizowałyśmy wtedy grę terenową, do której przygotowałam scenariusz. Maluchy miały za zadanie odnaleźć skarb, który ukryty był w ruinach zamku. Gdy tam dotarli i wypowiedzieli tajne zaklęcie ze schodów zamkowych w oparach dymu, zszedł rycerz w zbroi niosąc skrzynię ze skarbem. Działo się to na zamku w Rudnie. Turyści, którzy trafili na tę małą inscenizacje byli zachwyceni. Odbiór imprezy był tak dobry, że z koleżanką postanowiłyśmy założyć firmę organizującą eventy dla dzieci i dla dorosłych. Firma istnieje do dziś, tyle że ma nieco inny skład osobowy.
Tytuł pierwszej Pani powieści sugeruje, że będą następne…
Oczywiście. Powstał ogólny pomysł kolejnej powieści i staram się go teraz przelać na papier. Więcej zdradzę w odpowiednim czasie.
Rozmawiała
Magdalena Strzebońska
Aktualności
Rodzinne debiuty
02.03.2013
Niebawem ukaże się pierwsza powieść Renaty Warchoł-Lewickiej, radcy prawnej z Krakowa, partnera w jednej z krakowskich kancelarii oraz pisarki z zamiłowania, która postanowiła napisać książkę dla dzieci. Na łamach „MIASTA pociech” autorka opowiada o swoich inspiracjach, wyborach, nauce w V LO i wakacyjnych wyprawach z prof. Markiem Eminowiczem. W rozmowie uczestniczy 11-letnia Patrycja, córka debiutantki, która również… napisała swoją pierwszą powieść.
Newsletter
Chcesz wiedzieć więcej? Zapisz się na newsletter.
RANKINGI szkół
Ranking krakowskich szkół podstawowych 2022
RANKINGI szkół
Ranking warszawskich szkół podstawowych 2022
Szkoły podstawowe
Te krakowskie szkoły wypadły najlepiej na egzaminie z matematyki 2022
Szkoły podstawowe
Te krakowskie szkoły wypadły najlepiej na egzaminie z j. angielskiego 2022
Ukraińscy uczniowie w Polsce
Baza darmowych materiałów dla uczniów z Ukrainy i polskich nauczycieli
Newsletter
Chcesz wiedzieć więcej? Zapisz się na newsletter.
- najczęściej
czytane - najczęściej
komentowane