Projekt ustawy oświatowej wprowadzającej zmiany w strukturze szkolnictwa jest już po konsultacjach i jutro ma zostać rozpatrzony przez Stały Komitet Rady Ministrów. 8 listopada trafi na posiedzenie rady ministrów, a w grudniu pod obrady parlamentu. Minister Anna Zalewska chce, by ustawa weszła w życie w styczniu przyszłego roku. Likwidacja gimnazjów ma się rozpocząć już we wrześniu. Choć minister Zalewska powtarza, że reforma jest „przeliczona, przedyskutowana i zaplanowana”, to jednak przybywa środowisk sprzeciwiających się jej wejściu w życie. Do nauczycieli, dyrektorów szkół, związkowców, powoli przyłączają się również rodzice uczniów.
- Rodzice wreszcie zaczynają się budzić. Widzą, że zmiany nie są korzystne dla ich dzieci i chcą je zatrzymać - mówi Anna Kozłowska z Krakowa, inicjatorka akcji: "Szkoła to nie eksperyment”, która zamieściła w sieci petycję „Stop kumulacji roczników”.
Na razie podpisało się pod nią ok. 1400 osób, choć – jak zaznacza Anna Kozłowska – potencjalnych zainteresowanych jest ponad milion w całej Polsce.
Kumulacja roczników, to jeden z najpoważniejszych problemów, wynikających z projektowanych zmian w systemie oświaty, który dotyczy ok. 700 tys. uczniów w całej Polsce. Już za dwa lata o miejsce w pierwszej klasie szkoły średniej będą się ubiegać dzieci, które obecnie uczą się w I klasie gimnazjum i te, które w przyszłym roku zamiast do gimnazjum pójdą do VII klasy szkoły podstawowej – a więc obecni szóstoklasiści. W samym tylko Krakowie kandydatów będzie dwa razy więcej niż obecnie.
– W tej grupie będzie również mój syn, który obecnie uczy się w VI klasie. Będzie mu o wiele trudniej dostać się do dobrego liceum, bo szkoły nie są z gumy i za dwa lata miejsc w nich nie przybędzie – mówi Anna Kozłowska. - W imię czego te dwa roczniki uczniów mają ze sobą konkurować o te same miejsca w szkołach?
– W tej grupie będzie również mój syn, który obecnie uczy się w VI klasie. Będzie mu o wiele trudniej dostać się do dobrego liceum, bo szkoły nie są z gumy i za dwa lata miejsc w nich nie przybędzie – mówi Anna Kozłowska. - W imię czego te dwa roczniki uczniów mają ze sobą konkurować o te same miejsca w szkołach?
Ten problem spędza sen z powiek również Marcie Tatulińskiej z Krakowa, której syn uczy się w I klasie gimnazjum. Ona również przyłączyła się do protestów. - Nie ma mojej zgody na to, żeby mój syn stał się gwarantem sukcesu politycznego wymyślonych przez panią minister szkół branżowych, tylko dlatego, że miał mniejsze szanse w dostaniu się do wymarzonego liceum – mówi Marta Tatulińska.
Zwraca uwagę, że powody do niepokoju mogą mieć również rodzice pozostałych uczniów szkół podstawowych. – Teraz cieszą się, że ich dziecko zostanie dłużej w podstawówce z tą samą grupą rówieśników i pod opieką tych samych nauczycieli, nie zdają sobie sprawy, że po reformie zmienią się obwody szkolne, a dzieci zaczną być przenoszone do innych podstawówek – ostrzega Marta Tatulińska.
Anna Kozłowska przyznaje, że zainicjowana przez nią akcja dotyczy głównie problemu kumulacji roczników, ale tak naprawdę jest krzykiem rozpaczy rodziców przeciwko całej reformie i bylejakości, jaką niesie ona ze sobą.
- Nasze dzieci po reformie dostaną byle jakie podręczniki napisane na kolanie, będą się uczyć według byle jakich, bo przygotowanych naprędce programów. Obawiam się jednak, że to wszystko dotrze do wielu rodziców zbyt późno, by mogli zareagować, bo ustawa ma być przyjęta już w grudniu – zaznacza Anna Kozłowska.
- Nasze dzieci po reformie dostaną byle jakie podręczniki napisane na kolanie, będą się uczyć według byle jakich, bo przygotowanych naprędce programów. Obawiam się jednak, że to wszystko dotrze do wielu rodziców zbyt późno, by mogli zareagować, bo ustawa ma być przyjęta już w grudniu – zaznacza Anna Kozłowska.
Zdaniem rodziców problemem jest również skrócenie o rok obowiązkowej edukacji ogólnej, co sprawi, że nasi uczniowie znów znajdą się w ogonie Europy. - Prawdziwe protesty tak naprawdę dopiero się zaczną, kiedy rodzice na własnej skórze przekonają się, co oznacza reforma dla ich dzieci, ale w tedy może być już za późno na reakcję – mówi Marta Tatulińska.
Dlatego oprócz zbierania podpisów pod petycją, rodzice z Krakowa chcą dotrzeć do posłów, by z ich pomocą złożyć zapytanie konstytucyjne do Trybunału Konstytucyjnego, gdyż uważają, że zapisy pozwalające na kumulację roczników, a więc utrudniające wielu młodym ludziom wybór wymarzonej szkoły są niekonstytucyjne.
Związek Nauczycielstwa Polskiego planuje na 19 listopada ogólnopolską manifestację, do udziału w której zachęca zwłaszcza rodziców. Odbędzie się ona na placu Piłsudskiego w Warszawie w godzinach 12-14.