Jak pisaliśmy, krakowskie poradnie psychologiczno-pedagogiczne od kilku dni przeżywają prawdziwe oblężenie, gdyż rodzice na gwałt chcą zdobyć opinię, że ich dziecko nie jest jeszcze gotowe do szkoły.
Chodzi o dzieci z pierwszej połowy roku 2008, które we wrześniu mają obowiązkowo pomaszerować do pierwszej klasy. Zgodnie z przepisami, dyrektor podstawówki, w rejonie której mieszka maluch może zdecydować o odroczeniu o rok obowiązku szkolnego. Robi to na podstawie opinii z poradni psychologiczno-pedagogicznej.
Dlatego właśnie krakowskie poradnie przeżywają prawdziwe oblężenie. – Pracujemy po godzinach, by zdążyć wszystkich przyjąć – powiedziała nam Ewa Bochenek, dyrektor Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 4 w Krakowie.
Skąd ten pośpiech? Wszystkiemu winna jest zmiana zasad rekrutacji do krakowskich przedszkoli. W tym roku po raz pierwszy rodzice dzieci kontynuujących edukację przedszkolną muszą złożyć odpowiednie podanie do końca lutego, a nie do końca marca, jak to było w latach poprzednich. Co więcej, wielu rodziców dowiedziało się o tym w czasie ferii, a nawet już po powrocie z wypoczynku.
Tymczasem bez opinii o odroczeniu dyrektor przedszkola nie może wpisać sześciolatka urodzonego w pierwszej połowie roku na listę dzieci kontynuujących od września edukację przedszkolną, a to zamknie mu możliwość pozostania w przedszkolu.
Ministerstwo Edukacji właśnie wydało komunikat, w którym czytamy, że nikt nie może odmówić sześciolatkom prawa do przedszkola, nawet jeśli rodzice podejmą taką decyzję po wakacjach. "Samorządy nie mają podstaw prawnych, by zakreślać rodzicom termin, do którego powinni przedstawić ewentualną informację o braku gotowości szkolnej ich dzieci".
MEN przypomina o tym również w liście przesłanym samorządom: „Jeśli specjaliści z poradni psychologiczno-pedagogicznej stwierdzą, że sześciolatek objęty obowiązkiem szkolnym nie jest jeszcze na to gotowy, musi się znaleźć dla niego miejsce w przedszkolu, bo samorządy dostają na to dotację z budżetu państwa. Ważne jest też, jak zwracają uwagę eksperci, że każdy miesiąc ma olbrzymie znaczenie dla rozwoju małego dziecka i opinia wydana np. w lutym będzie różnić się od opinii wydanej kilka miesięcy później. Dzieci będą już na innym etapie rozwoju.
Problem w tym, że wbrew temu, co chce MEN takie stanowisko sprawy nie załatwia, bo w większości gmin miejsc w publicznych przedszkolach jest po prostu za mało i dziecko, którego rodzice dostarczą opinię po 28 lutego owszem zostanie przyjęte do przedszkola, ale może to już nie być to samo przedszkole, do którego chodziło wcześniej, a np. takie położone na drugim końcu miasta lub … w szkole, która prowadzi oddziały zerowe.
(AK)