Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x

Aktualności

Przedszkole małego Europejczyka

20.04.2013

Przedszkole małego Europejczyka
Jak wygląda opieka przedszkolna w innych państwach Europy? Czy rzeczywiście jest tak, że nasz system pozostaje za nimi daleko w tyle? I czy to my musimy gonić inne państwa, czy raczej one powinny czegoś się od nas nauczyć? 
Poprosiliśmy cztery rodziny, które mieszkają „na obczyźnie” i tam posyłają dzieci do przedszkola, by podzieliły się z nami swoimi obserwacjami. W naszym zestawieniu chyba najgorzej wypadła Holandia. Tu nie dość, że przedszkola są drogie i trudno dostępne, to jeszcze rzadko zdarza się, by serwowały maluchom ciepłe posiłki. Również w Norwegii nie troszczą się specjalnie o jakość podawanego dzieciom jedzenia i nie widzą problemu, by na obiad dostały np. kanapkę popitą wodą z kranu. Chyba najlepiej mają natomiast rodzice przedszkolaków w Szwecji i Francji. Okazuje się też, że na tle Europy, Polska nie wygląda tak źle. 

Norwegia: na obiad kanapka i woda z kranu 
Rodzina Ostafinów ponad rok temu wyjechała do Norwegii. Od tego czasu Zosia uczęszcza do tamtejszego przedszkola. Czy jej rodzice są z niego zadowoleni? 
– Nie wszystko nam się tu podoba – przyznaje Natalia Ostafin.
 
Jej zdaniem pierwsze zetknięcie się z norweskim przedszkolem, to dla Polaków prawdziwy szok. Po pierwsze dzieci są na zewnątrz co najmniej trzy godziny dziennie i to bez względu na to jaka jest pogoda. Wychodzą nawet jak leje; maluchy śpią w wózkach przy minus 10 stopniach Celsjusza, a starszaki taplają się w błocie. - Ten aspekt norweskiego przedszkola, akurat podoba mi sie najbardziej, bo dzieci nabierają odporności. Odkąd jesteśmy w Norwegii Zosia ani razu nie była chora – podkreśla Natalia.

Norweskie przedszkolaki dużo czasu spędzają też na wycieczkach plenerowych. Zabierają wówczas ze sobą prowiant i jedzą lunch na świeżym powietrzu. Dzieciaki mają też ogromną swobodę jeśli chodzi o zabawy: nikt nie przeszkadza im w bawieniu się błotem czy skakaniu po kałużach. Ponieważ maluchy spędzają mnóstwo czasu na dworze bez względu na pogodę, muszą mieć specjalne ubranie. - Koniecznie trzeba kupować je w Norwegii, bo tylko taki kombinezon jest w stanie to wszystko wytrzymać i nie przemoknąć – mówi mama Zosi.

A teraz coś, co rodzinie Ostafinów już tak bardzo się nie podoba:
– Chodzi o jedzenie. Pod tym względem, szczerze mówiąc, przeżyliśmy szok i załamanie – przyznaje Natalia. - Tu w większości przedszkoli dzieciom nie podaje się ciepłych posiłków. W przedszkolu Zosi nie jest najgorzej, bo przynajmniej dwa razy w tygodniu maluchy dostają coś ciepłego do zjedzenia, ale nie zawsze jest to dobrej jakości, bo oprócz ryby, czy mięska z warzywami, dzieci dostają też często … parówkę z frytkami!
W pozostałe dni mali Norwegowie jedzą kanapki, popijając je wodą z kranu lub zimnym mlekiem. Około czternastej jedzą z kolei tzw. matpakken, czyli to co przyniosą sobie z domu. 

- Pierwsze tygodnie były dla mnie bardzo trudne, bo zamartwiałam się, czy Zosia nie pada z głodu i jako „matka Polka” byłam gotowa biec z ciepłą zupą w termosie – śmieje się Natalia.

W norweskim przedszkolu, inaczej niż w polskim, dzieci nie mają zbyt wiele specjalnie organizowanych zajęć edukacyjnych. Uczą się piosenek czy gry na instrumentach, ale najwyżej dwa razy w tygodniu. Poza tym malują, bawią się klockami lego i plasteliną. 
– Jak dla mnie to trochę mało kreatywne – przyznaje mama Zosi.

Szwecja: przedszkole dla każdego malucha
Anna pięć lat temu przeprowadziła się na stałe do Szwecji, skąd pochodzi jej mąż Malkolm. Córka Kaja urodziła się w Sztokholmie. – Szwecja to kraj stworzony do tego, by posiadać dużą rodzinę – mówi Anna.
Tu do przedszkola można zapisać malucha, który skończył roczek. Kiedy ma sześć miesięcy rodzice rejestrują go na specjalnej stronie internetowej poświęconej rekrutacji i ustawiają się w wirtualnych kolejkach do pięciu wybranych przez siebie publicznych placówek. 

– Oprócz tego w Szwecji działają też przedszkola prywatne, które mają swoje indywidualne kolejki i nie różnią się od tych publicznych – opłaty i zasady przyjęć są identyczne – podkreśla Anna.
Co ciekawe, państwo ma obowiązek zapewnić miejsce w przedszkolu każdemu dziecku, które skończyło roczek. Nie musi to być jednak wybrana przez rodziców placówka.

- My dostaliśmy przedszkole, kiedy Kaja skończyła 15 miesięcy. Było to jedno z wybranych przez nas, ale nie to, które podobało nam się najbardziej. Mąż zadzwonił więc do „urzędu przedszkoli” i bez problemu przeniesiono nas do innej kolejki. Dostaliśmy się też do przedszkola prywatnego, ale w końcu Kaja poszła do publicznego, bo bardziej podobał nam się jego ogród – opowiada Anna.

Jak podkreśla w szwedzkich przedszkolach fajne jest to, że dzieci przebywają w grupach mieszanych, to znaczy starsze i młodsze są razem i te młodsze uczą się od starszych, a starsze opiekują się maluchami i przez to czują się dowartościowane. - Dobre jest też to – dodaje Anna - że dzieci są niemal cały czas na świeżym powietrzu. Nawet kiedy pada i śnieży.

Przedszkolny dzień Kai zaczyna się o godzinie 9 właśnie od zabaw pod gołym niebem. Około godziny 10 dzieci wracają do budynku, gdzie jedzą małą przekąskę, zwykle są to owoce. Potem chwila zabawy i o 11.30 dostają lunch. Przy czym zawsze w piątek jest zupa, a w środę ryba. Po obiedzie drzemka, potem znowu zabawa i o 14.30 podwieczorek – kanapki z chleba pieczonego codziennie w przedszkolu. Po posiłku dzieci znów wychodzą na zewnątrz, gdzie czekają na rodziców. Każdy nowy tydzień w przedszkolu maluchy zaczynają od piosenki. Jedna pani gra na pianinie, a wszystkie dzieci głośno śpiewają.

- Kaja jest w przedszkolu codziennie od 9 do 15.30. Płacimy za to najwyższą możliwą stawkę - 1260 koron, czyli w przeliczeniu na złotówki jakieś 600 zł. W Szwecji to tyle co 15 lunchów. Opłaty są uzależnione nie tylko od tego, ile czasu dziecko spędza w przedszkolu, ale także od tego, ile zarabiają jego rodzice – mówi Anna.

Holandia: ciepły obiad to rarytas
Ewa od roku pracuje jako wykładowca na Uniwersytecie w Leiden w Holandii. Jej czteroletnia córka Lilii chodzi do tamtejszego przedszkola. – Holendrzy chyba nie znają pojęcia polityka prorodzinna – śmieje się Ewa.

Co prawda w Holandii do przedszkola można zapisać już kilkumiesięcznego niemowlaka, ale tylko w teorii. Przedszkola są tu bowiem wyjątkowo trudno dostępne. Państwo nie ma obowiązku zapewnienia miejsca w placówce każdemu chętnemu, dlatego listy oczekujących są bardzo długie (skąd my to znamy?).

Na dodatek holenderskie przedszkola są bardzo drogie. Średnia pensja w Holandii wynosi 2136 euro, a czesne w przedszkolu to około 1700 euro (jeśli dziecko chodzi pięć dni w tygodniu). Za godzinę opieki wychodzi więc 7,24 euro. Państwo zwraca część tej kwoty, w zależności od dochodu rodziców, ale zwykle jest to nie więcej niż 500 euro. – Tu praktycznie mało kogo stać na to, by dziecko było w przedszkolu codziennie. Dlatego normą jest, że kobiety pracują trzy dni w tygodniu, a w pozostałe zajmują się dzieckiem, albo ojciec pracuje cztery dni, matka cztery, a dziecko idzie do przedszkola na trzy dni. Lilii chodzi do przedszkola trzy dni w tygodniu. W czwarty przychodzi do niej opiekunka, która za 8 godzin bierze 60 euro, a piąty dzień pracujemy z mężem w domu – tłumaczy Ewa.

Co ciekawe, za tę cenę holenderscy rodzice dostają najczęściej przedszkole, które nie serwuje maluchom ciepłych posiłków. – Przedszkole Lilii jest chyba jedynym, w którym dzieci jedzą normalny obiad. W pozostałych maluchy żywią się kanapkami – mówi Ewa. – Oprócz tego, rano w przedszkolu Lilii dzieci jedzą owoce, a ok. 15.30 kanapki lub krakersy z serem.

W Holandii do szkoły obowiązkowo idą już czteroletnie dzieci. Czterolatek zostaje uczniem … dzień po swoich czwartych urodzinach. Lekcje w szkole kończą się ok. 13 i wówczas przedszkole zabiera malucha z powrotem do siebie na popołudnie. 

Francja: przedszkole za darmo
- We Francji nie ma problemu z dostępnością do przedszkoli. Można do nich zapisać każdego trzylatka, który nie nosi pieluchy, a państwo ma obowiązek zapewnić dla niego miejsce w placówce – opowiada Justyna, która od ponad dziesięciu lat mieszka w niewielkiej miejscowości pod Paryżem.

We Francji są zarówno państwowe jak i prywatne przedszkola. Za te drugie płaci się około 80 euro miesięcznie z wyżywieniem. Natomiast przedszkola państwowe są bezpłatne, dzieci dostają też za darmo podręczniki. – Jedyne koszty jakie ponosi rodzic to wyżywienie i świetlica (dla dzieci, których rodzice nie mogą odebrać w godzinach pracy przedszkola). Stawki ustalane są indywidualnie po obliczeniu średnich zarobków rodziny. Jeśli rodziców nie stać, gmina może za nich pokryć te koszty i dotyczy to również przedszkoli prywatnych. Można też dziecko odebrać w godzinie posiłku i przyprowadzić po nim – opowiada Justyna.

We Francji dzień przedszkolaka zaczyna się zwykle o godzinie dziewiątej i kończy o siedemnastej. Poranki najczęściej przeznaczane są na zajęcia „umysłowe”, a popołudnia na zajęcia „praktyczne”. Dzieci spędzają przynajmniej godzinę przed południem i godzinę po południu na świeżym powietrzu. Przez pierwsze dwa lata obowiązkowa jest też popołudniowa drzemka.

Posiłek na stołówce składa się z przystawki (często jest to surówka), gorącego dania, sera i deseru. Menu układa dietetyk. – W naszym mieście wszystkie posiłki wychodzą z kuchni centralnej, nad którą pieczę ma merostwo i są rozwożone do miejskich szkół i przedszkoli – mówi mama Marysi.

We Francji dzieci mogą uczęszczać też do tzw. centrów zabaw, które są prowadzone głównie przez gminy i organizacje pozarządowe. Oferują opiekę dzieciom, gdy przedszkola nie pracują (czyli popołudniami, w środy oraz w wakacje). Dzieci mogą przebywać także w garderies périscolaires prowadzonych przez gminy albo związki rodziców. Jest to rodzaj świetlicy znajdującej się na terenie szkoły. Za pobyt dziecka w świetlicy naliczana jest opłata, której wysokość uzależniona jest od zarobków.

WYSŁUCHAŁA 
AGNIESZKA KARSKA

Dodaj komentarz

Newsletter

Chcesz wiedzieć więcej? Zapisz się na newsletter.

RANKINGI szkół

Ranking krakowskich szkół podstawowych 2022

RANKINGI szkół

Ranking warszawskich szkół podstawowych 2022

Szkoły podstawowe

Te krakowskie szkoły wypadły najlepiej na egzaminie z matematyki 2022

Szkoły podstawowe

Te krakowskie szkoły wypadły najlepiej na egzaminie z j. angielskiego 2022

Ukraińscy uczniowie w Polsce

Baza darmowych materiałów dla uczniów z Ukrainy i polskich nauczycieli

Newsletter

Chcesz wiedzieć więcej? Zapisz się na newsletter.

  • najczęściej
    czytane
  • najczęściej
    komentowane

made in osostudio