Zgodnie z ustawą od września gminy w całej Polsce mają obowiązek zapewnienia miejsc w przedszkolach publicznych każdemu pięcio- i czterolatkowi. Od 2017 roku muszą się tam znaleźć miejsca również dla wszystkich chętnych trzylatków. To, co dla rodziców oznacza ogromną ulgę może być nie lada problemem dla właścicieli przedszkoli niepublicznych. Bo czy rodzic, który ma zagwarantowane miejsce w tanim samorządowym przedszkolu, zechce zapisać dziecko do prywatnej placówki i zapłacić kilka, a nawet kilkanaście razy więcej?
- Z pewnością znajdą się i tacy rodzice, bo niektórym wydaje się, że jak dużo zapłacą, to otrzymają lepszą jakość, co często niestety nie idzie w parze – mówi Katarzyna Cięciak, wiceprezydent Krakowa odpowiedzialna za edukację.
Jej zdaniem szansę na przetrwanie mają przedszkola, które przez ostatnie lata wypracowały sobie opinię „elitarnych”. – To najczęściej placówki z wymyślnymi zajęciami dodatkowymi, codziennymi lekcjami języka obcego i z bardzo wysokim czesnym – wymienia Katarzyna Cięciak.
Właściciele pozostałych przedszkoli muszą się liczyć z poważnymi kłopotami. - Życzę im jak najlepiej, ale uważam, że połowa prywatnych placówek zmuszona zostanie do zaprzestania działalności – mówi wiceprezydent Krakowa.
W Krakowie działa obecnie ok. 150 prywatnych przedszkoli i punktów przedszkolnych. Dla wielu z nich szansą na przetrwania będzie przekształcenie się w przedszkole publiczne. Są placówki, które nie czekając na chude lata, już to zrobiły. I wcale nie żałują.
- Długo się zastanawialiśmy nad tym krokiem, ale w końcu podjęliśmy decyzję i od stycznia jesteśmy przedszkolem publicznym – mówi Elżbieta Musiał, dyrektorka istniejącego od czterech lat przedszkola „Nasze Skarby”.
Przejście na garnuszek miasta oznacza, że przedszkole nie może pobierać od rodziców żadnych dodatkowych opłat prócz złotówki za godzinę pobytu dziecka ponad pięciogodzinne bezpłatne pensum. Rodzic, który maksymalnie wykorzystuje czas pobytu w przedszkolu płaci czesne w wysokości ok. 100 zł miesięcznie plus wyżywienie. W przedszkolach prywatnych opłaty nie schodzą zwykle poniżej 400 zł, a są i takie, które pobierają od rodziców nawet 1800 zł miesięcznie samego czesnego.
Elżbieta Musiał zwraca uwagę, że choć teraz jej przedszkole nie może pobierać wyższego czesnego, to jednak jest to rekompensowane tym, że otrzymuje zwiększoną dotację z budżetu miasta: zamiast 667 zł na jedno dziecko miesięcznie, jest to 785 zł.
- Wzrosła nam również liczba dzieci. Mamy zapełnione wszystkie cztery grupy, co wcześniej rzadko się zdarzało, a na kolejny rok mamy nawet listę rezerwową, co również wcześniej nigdy nie miało miejsca – podkreśla dyrektorka „Naszych Skarbów”.
Dzięki temu, że przedszkole otrzymuje wyższą dotację i ma więcej dzieci niż wcześniej, jego dochody – jak zapewnia Elżbieta Musiał - nie zmalały znacznie.
Miasto, chcąc wywiązać się z obowiązków jakie nakłada na nie ustawa przedszkolna musi do 2017 roku utworzyć ok. 1600 nowych miejsc w przedszkolach, z czego ok. 800 mają dostarczyć przedszkola prywatne. Zachętą dla nich ma być zapowiadana zmiana w przyznawaniu dotacji.
- Mój pomysł jest taki, żeby przedszkola, które się na to zdecydują dostawały miesięcznie na dziecko wyższą kwotę dotacji , np. w wysokości 105 czy nawet 110 procent kosztów utrzymania dziecka w przedszkolach samorządowych – mówi Katarzyna Cięciak. - Natomiast niepubliczne przedszkola otrzymywałyby dotację niższą niż obecnie.
Obniżka jest możliwa ponieważ w Krakowie przedszkola prywatne otrzymują obecnie dotację w wysokości 85 proc. Tymczasem zgodnie z ustawą mogłyby dostawać 75 procent. - Jesteśmy jedyną tak hojną metropolią w Polsce – zaznacza Katarzyna Cięciak.
Wiceprezydent zapowiada, że na chętnych do wpisania na listę przedszkoli publicznych poczeka do jesieni. – Do tego czasu musimy wiedzieć, ile przedszkoli się na to zdecydowało, bo jeśli będzie ich zbyt mało musimy w budżecie zarezerwować pieniądze na budowę nowych przedszkoli – mówi Katarzyna Cięciak. – Potrzebujemy około 800 miejsc, a więc kto pierwszy, ten lepszy.
- Ja nie skorzystam z tej oferty – mówi Sara Osman, właścicielka kilku prywatnych przedszkoli w Krakowie.
Jej zdaniem, po 2017 roku nadal nie będzie miała problemów ze skompletowaniem grup. – Rodzice zapisują dzieci do prywatnych przedszkoli nie dlatego, że nie ma dla nich miejsca w przedszkolu samorządowym, ale dlatego, że chcą dla swojej pociechy jak najlepszej edukacji w świetnych warunkach i po 2017 roku nadal tak będzie. Sama spodziewam się dziecka i nie wyobrażam sobie, żebym miała je posłać do publicznego przedszkola czy szkoły – dodaje Sara Osman.
Anna Kolet-Iciek