Zalewska stwierdziła, że egzamin szóstoklasisty przeprowadzany na koniec szkoły podstawowej nie miał sensu. - Likwidujemy egzamin po 6. klasie w 2017 roku z uczciwości, bo w tym roku dzieci są już przygotowane, arkusze wydrukowane, gotowe komisje egzaminacyjne. W 2017 roku już tego nie musimy robić - stwierdziła.
O tym, że sprawdzian szóstoklasisty robiony jest "ze zbyt dużym przytupem" i należy go zmienić mówiła już poprzedniczka Zalewskiej - Joanna Kluzik-Rostkowska.
Szkóły, uczniowie i rodzice często zbyt poważnie podchodzili do tego sprawdzianu, choć tak naprawdę nie można go oblać. Żeby zaliczyć wystarczy stawić się na egzaminie. Jest co prawda grupa uczniów, którym dobry wynik jest potrzebny, bo starają się o miejsce w gimnazjum spoza swojego rejonu, ale takich dzieci jest ok. 20 proc. i to tylko w dużych miastach. Na wsiach i w mniejszych miejscowościach to zjawisko praktycznie nie występuje. Większość uczniów idzie do szkół rejonowych, które mają obowiązek ich przyjąć. Wynikiem sprawdzianu nie muszą się też przejmować kandydaci do szkół niepublicznych, które rzadko biorą go pod uwagę przy rekrutacji, gdyż przeprowadzają nabór nawet na kilka miesięcy przed dniem egzaminu.
Jednak likwidacja sprawdzianu uniemożliwi rzetelną ocenę pracy gimnazjów w postaci edukacyjnej wartości dodanej. Teraz EWD obliczane jest na podstawie wyników sprawdzianu i egzaminu gimnazjalnego i pokazuje przyrost wiedzy ucznia w czasie trzyletniej nauki w gimnazjum.
Rządowy projekt ustawy znoszący sprawdzian zostanie zaprezentowany pod koniec stycznia. Ten sam dokument będzie zakładał możliwość odwołania się od wyniku matury. Obecnie wynik ustalony przez dyrektora komisji egzaminacyjnej jest ostateczny. W ubiegłym roku, maturzystka z Zakopanego, która chciała go podważyć przegrała sprawę w sądzie. Jak zaznaczyła minister Zalewska, eksperci zastanawiają się teraz nad formalnościami związanymi z odwołaniem.
(AK)
(AK)