O tym, że rząd rozważa możliwość uzupełnienia podstawy programowej nauczania przedszkolnego o naukę języka obcego MIASTO pociech pisało w połowie września. Taki pomysł rzucił premier Donald Tusk na jednej z konferencji prasowych komentując zamieszanie, jakie wynikło po wejściu w życie tzw. ustawy przedszkolnej, która zabrania pobierania od rodziców dodatkowych opłat np. za organizację zajęć dodatkowych. W wielu przedszkolach zrezygnowano więc z prowadzenia takich ekstra lekcji. Rodzicom żal było zwłaszcza angielskiego.
Dlatego właśnie do rozporządzenia o podstawie programowej dopisano ustęp mówiący o „Przygotowaniu dzieci do posługiwania się językiem obcym nowożytnym”. Dokument został skierowany do uzgodnień międzyresortowych i konsultacji społecznych. Jeśli wejdzie w życie, wówczas od 1 września 2015 roku obowiązkowo, a więc bezpłatnie, języka obcego w przedszkolach będą uczyły się już pięciolatki. A od 1 września 2017 roku również młodsze dzieci. Z kolei od 1 września 2014 r., dzieci będą uczyły się języków obcych w ramach realizacji podstawy programowej jeśli tak zdecyduje dyrektor przedszkola.
Prowadzeniem lekcji języka angielskiego mają zająć się przedszkolni nauczyciele. MEN da im jednak czas na zdobycie odpowiednich kwalifikacji. Na razie aż do końca sierpnia 2020 r. angielskiego będą mogli uczyć nauczyciele, którzy nie posiadają kwalifikacji pedagogicznych do nauczania języka obcego, ale legitymują się udokumentowaną jego znajomością co najmniej na poziomie B2. Potem będą musieli te kwalifikacje uzupełnić choćby na kursach w akredytowanych placówkach doskonalenia nauczycieli.
Jak podaje resort oświaty obecnie około 34 proc. dzieci objętych wychowaniem przedszkolnym uczy się języków obcych podczas zajęć organizowanych przez przedszkola.