Taki pomysł na krakowską oświatę ma Tadeusz Matusz, który od miesiąca pełni funkcję wiceprezydenta miasta odpowiedzialnego za edukację. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” przyznał on otwarcie, że w tym roku nie planuje likwidować szkół, bo zbliżające się wybory nie są dobrym czasem na podejmowanie tak niepopularnych decyzji.
Zapowiedział za to, że od teraz szkoły będą musiały tłumaczyć się ze złych wyników. „Chcę, by wyniki egzaminów wszystkich szkół wisiały przy wejściach do nich, tak by rodzice i uczniowie je znali. By mogli zobaczyć, jak ich placówka prezentuje się na tle innych, i by nauczycielom ze szkoły, która rok w rok wypada słabo na egzaminach, było bodaj trochę wstyd, bo to też mobilizuje do pracy” – powiedział Tadeusz Matusz.
Wiceprezydent zapowiedział też, że przy podejmowaniu decyzji o ewentualnej likwidacji szkoły w przyszłości, będzie kierował się przede wszystkim wynikami egzaminów i Edukacyjną Wartością Dodaną. Jednak słabe szkoły, zanim zostaną zamknięte, dostaną dwa lata na poprawę.
Po tych zapowiedziach w szkołach zawrzało. Dyrektorom słabszych placówek nie podoba się pomysł z wywieszaniem wyników egzaminów. Twierdzą też, że nie zawsze nauczyciele ponoszą winę za gorsze rezultaty uczniów. – Szkoły rejonowe, a do takich należą podstawówki i gimnazja, nie mogą odmówić przyjęcia żadnemu uczniowi. Często dostajemy słabych uczniów, niezainteresowanych nauką, z którymi ciężko się pracuje – tłumaczą.
Trudno jest znaleźć zwolenników takich rozwiązań nawet wśród osób kibicujących nowemu wiceprezydentowi.
– To jedyna rzecz w jego spojrzeniu na krakowską oświatę, z którą nie mogę się zgodzić – mówi w rozmowie z nami Anna Okońska-Walkowicz, która do niedawna pełniła funkcję wiceprezydenta miasta ds. edukacji.
- Jako osoba od lat zajmująca się edukacją - dodaje była wiceprezydent i szefowa Społecznego Towarzystwa Oświatowego - wiem doskonale, że wyniki egzaminów zewnętrznych nie zależą wyłącznie od aktywności i jakości pracy nauczycieli i uczniów. Zdaję sobie sprawę, że są szkoły, które pomimo ogromnych starań nauczycieli nie mogą mieć dobrych wyników. Twierdzenie, że napiętnowanie szkół wynikami poprawi jakość ich pracy, jest błędne. To tylko podzieli środowisko oświatowe, bo szkoły strasznie boją się rankingów.
– To jedyna rzecz w jego spojrzeniu na krakowską oświatę, z którą nie mogę się zgodzić – mówi w rozmowie z nami Anna Okońska-Walkowicz, która do niedawna pełniła funkcję wiceprezydenta miasta ds. edukacji.
- Jako osoba od lat zajmująca się edukacją - dodaje była wiceprezydent i szefowa Społecznego Towarzystwa Oświatowego - wiem doskonale, że wyniki egzaminów zewnętrznych nie zależą wyłącznie od aktywności i jakości pracy nauczycieli i uczniów. Zdaję sobie sprawę, że są szkoły, które pomimo ogromnych starań nauczycieli nie mogą mieć dobrych wyników. Twierdzenie, że napiętnowanie szkół wynikami poprawi jakość ich pracy, jest błędne. To tylko podzieli środowisko oświatowe, bo szkoły strasznie boją się rankingów.
Podobnego zdania jest Marta Patena, radna PO i nauczycielka w jednym z krakowskich liceów.
- Nie podoba mi się pomysł wiceprezydenta. To stygmatyzowanie szkół, które nawet nie ma uzasadnienia pedagogicznego – mówi radna.
Jak zaznacza, rodzice nie zawsze wybierają szkołę biorąc pod uwagę dobre wyniki nauczania, ale na przykład jej wielkość, liczbę uczniów, odległość od domu itp.
- Duża część dzieci idzie po prostu do szkoły rejonowej i takie wywieszanie wyników może być dla nich bardzo nieprzyjemne - mówi Marta Patena. - Poza tym rodzic, który interesuje się wynikami egzaminów ma do nich dostęp i nie musi dowiadywać się o nich z kartki wywieszonej na drzwiach szkoły (rankingi krakowskich podstawówek i gimnazjów).
- Mam szczęście, że uczę w dobrym liceum, bo gdybym uczyła w gorszym, to byłabym naprawdę wściekła – dodaje radna.
Anna Okońska-Walkowicz zaznacza, że z edukacyjnej mapy Krakowa w najbliższym czasie powinno zniknąć przynajmniej 10 liceów ogólnokształcących, minimum 15 gimnazjów i 6 szkół podstawowych. – O tym, które to będą szkoły nie powinny jednak decydować wyniki nauczania, ale przede wszystkim koszty utrzymania placówki. Tam gdzie to nie jest ekonomiczne, nie powinno się prowadzić szkoły – dodaje Anna Okońska-Walkowicz.
(AK)