Chcąc zlikwidować szkołę, trzeba do końca lutego danego roku podjąć w tej sprawie uchwałę intencyjną. Już wiadomo, że w tym roku miasto nie przygotuje ani jednej takiej uchwały. – Likwidacji nie będzie, bo jest zbyt mało czasu na rzetelne przygotowanie do tego radnych i wszystkich zainteresowanych – mówi Tadeusz Matusz, wiceprezydent miasta ds. edukacji. – Również Prezydent Majchrowski podzielił moją opinię, że należy wstrzymać się na razie z podejmowaniem tak istotnych decyzji.
Niespełna trzy lata temu miasto przekonywało, że jeśli brać pod uwagę tylko względy ekonomiczne powinno się zamknąć w Krakowie ok. 30 placówek. Wówczas Anna Okońska-Walkowicz, piastująca urząd wiceprezydenta rozpoczęła proces zamykania szkół. W ciągu dwóch lat udało jej się zlikwidować lub rozpocząć wygaszanie zaledwie 5 z nich. W 2013 roku planowano zamknąć kilkanaście szkół, zamknięto dwie. Miasto samo wycofało się wtedy z zamiaru likwidacji 8 szkół.
Urzędnikom zarzucono pośpiech i brak rzetelności w przygotowaniu procesu restrukturyzacji. Niedługo potem Anna Okońska-Walkowicz została odwołana ze stanowiska, a jej miejsce, w sierpniu 2013 roku, zajął Tadeusz Matusz. Od tego czasu nie zlikwidowano ani jednej szkoły.
- Nie chodzi jednak o to, że ja się boję podejmowania niepopularnych decyzji – zapewnia w rozmowie z nami wiceprezydent Matusz. – Po prostu uważam, że trzeba to dobrze przygotować, przedyskutować, wysłuchać racji wszystkich stron i dopiero wówczas rekomendować radnym, tak by byli przekonani, że nie jest to robione na łapu capu.
Tadeusz Matusz zaznacza, że ewentualne wnioski o likwidację szkół, które chciałby w przyszłości przedstawić radnym będą dotyczyły zaledwie kilku placówek. Wiceprezydent nie chce jednak na razie zdradzać, których szkół miałoby to dotyczyć. – Na pewno szkoły podstawowe mogą być spokojne, dzięki sześciolatkom z pewnością nie opustoszeją przez kilka najbliższych lat. Największy problem, jeśli chodzi o liczbę uczniów, jest w gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych – tłumaczy Matusz.
Powody do niepokoju mogą mieć szkoły, które mają kiepskie wyniki na egzaminach zewnętrznych i te, do których zgłasza się bardzo mało uczniów. – One powinny myśleć z troską o swojej przyszłości – zaznacza wiceprezydent.
Kilka miesięcy temu, przed wyborami samorządowymi prezydent Jacek Majchrowski w wywiadzie dla MIASTA pociech przekonywał, że likwidacja szkoły wcale nie musi oznaczać, że zniknie ona z mapy miasta. -Zmienia się tylko jej organ prowadzący, a ona w nowej formule doskonale funkcjonuje w środowisku. Wystarczy podać przykłady szkół prowadzonych przez zgromadzenia zakonne czy fundacje – zaznaczał Jacek Majchrowski.
Tak stało się np. z Gimnazjum nr 31 przy ul. Spółdzielców, które miasto zlikwidowało w 2012 roku, bo nie było do niego zbyt wielu chętnych. Zostało ono następnie przejęte przez Zakon Jezuitów. Dziś jest jedną z najbardziej obleganych szkół w mieście.
Deklaracja wiceprezydenta Matusza, złożona w rozmowie z nami, ucieszyła niektórych radnych.
- Nie znam w Krakowie ani jednej szkoły, w której dzieje się tak źle, by musiała zostać zlikwidowana – mówi Barbara Nowak z PiS, przewodnicząca komisji edukacji. – Wręcz przeciwnie – dodaje radna. – Uważam, że w mieście powinny powstawać nowe szkoły, zwłaszcza zawodowe, bo teraz absolwenci gimnazjum nie mają zbyt wielkiego wyboru i chcąc nie chcąc idą do liceów ogólnokształcących.
Grzegorz Stawowy z PO przekonuje z kolei, że szkoły powinny być raczej przenoszone niż likwidowane. – Są dzielnice, takie jak Bronowice, Ruczaj, czy Kliny, które cały czas się rozbudowują, a które są prawdziwymi pustyniami edukacyjnymi, a są takie, jak chociażby Nowa Huta, Kurdwanów i Podgórze, w których nie ma aż tak dużego zapotrzebowania na placówki oświatowe. W Krakowie powinno się rozpocząć dyskusję na temat przenoszenia szkół, tak by nauczyciele nie musieli tracić pracy.
W Krakowie działają obecnie 483 samorządowe placówki oświatowe. Ich utrzymanie co roku pochłania 1 miliard 250 mln złotych, czyli niemal jedną trzecią całego budżetu miasta.
Anna Kolet-Iciek