Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x

Aktualności

Nauczyciele pracują zdalnie. Zdjęcia świeżych wypieków wywołały burzę

17.11.2020

Anna Kolet-Iciek redakcja@miastopociech.pl

Nauczyciele pracują zdalnie. Zdjęcia świeżych wypieków wywołały burzę
Nauczyciel jednej z krakowskich szkół zamieścił na Facebooku zdjęcie świeżo upieczonych muffinek i zapytał: “A Wy co dziś dobrego zrobiliście w ramach pracy zdalnej?”. Ten wpis wywołał prawdziwą burzę. “Sami sobie kręcimy bat na siebie” - komentują nauczyciele.

Od kilku tygodni szkoły pracują zdalnie. Starsi uczniowie podstawówek i szkół średnich są zamknięci w domach od 26 października, 9 listopada dołączyły do nich dzieci z klas I-III. Nauczyciele prowadzą lekcje on-line lub przesyłają uczniom zadania do wykonania. Lekcje zdalne są zwykle krótsze od tych stacjonarnych, bo zgodnie z nowym rozporządzeniem można je skrócić do 30 minut, część zajęć, na przykład z wychowania fizycznego, w ogóle się nie odbywa.

Większość nauczycieli prowadzi lekcje z własnego domu, inni wolą w tym celu przyjechać do szkoły, jeszcze inni mają nawet taki obowiązek. 

Babeczki, pierniczki, szarlotki...

A co robią, gdy mają chwilę wolnego czasu? Jeden z nauczycieli w środku tygodnia, tuż po godzinie 12. podzielił się z internautami zdjęciem świeżo upieczonych muffinek. “A Wy co dziś dobrego zrobiliście w ramach pracy zdalnej?” - zapytał.

Chwilę później ktoś inny wrzucił zdjęcie piekących się rogalików, potem pojawiły się pierniczki, “jeszcze ciepła” szarlotka, chleb i placek drożdżowy z kruszonką, a nauczyciele zaczęli wymieniać się przepisami na słodkości i raczej nie spodziewali się fali negatywnych komentarzy, które szybko pojawiły się pod postem.

"W ramach pracy zdalnej zrobiłam 7 solidnych lekcji i pogadałam z moimi dzieciakami" - napisała jedna z nauczycielek.

"Ciężko pracowałam prowadząc lekcje online od 8-14.15 plus wpisy do edziennika - dodała inna. - Widzę, że niektórzy faktycznie mają dużo wolnego czasu. Może jednak wypadałoby się tak z tym nie obnosić, bo rodzice i tak uważają, że teraz za nic dostajemy pieniądze (a takie foty i wpisy tylko to potwierdzają)".

"Widocznie niektórzy bawią się na lekcjach, też jestem za tym, aby się z tym nie obnosić, bo niektórzy nie mają czasu, żeby w domu kawę zaparzyć... I jak ma nie być potem nagonki ze strony rodziców... Sami sobie kręcimy bat na siebie".


"Wygląda to tak jakbyście Państwo nie pracowali zdalnie, dziwić się potem, że wszyscy na nas plują. Gratuluję dystansu do rzeczywistości".

"Tylko pozazdrościć. Nie ma się co dziwić widząc takie zdjęcia, że później czyta się w większości niepochlebne komentarze o nauczycielach i ich "pracy" zdalnej".

"W ramach pracy zdalnej przeprowadziłam lekcje on-line od 8.00-14.40 - wylicza kolejna z komentujących osób. - Następnie sprawdziłam przesłane przez uczniów prace, oceniłam, oceny wpisałam do dziennika. Poświęciłam jeszcze chwilę, żeby poszukać ciekawych materiałów do urozmaicenia uczniom kolejnych lekcji. Na przygotowanie quizu już się nie zdobyłam, bo po weekendzie spędzonym przed komputerem nad przygotowywaniem konkursu on-line, mój kręgosłup odmówił mi już posłuszeństwa. W sumie mogłam sobie upiec jakieś babeczki, ale jak widać jestem leniwa, bo zwyczajnie mi się nie chciało, więc obejrzałam Wiadomości i poszłam spać".

"Ja nie mam czasu nawet siku zrobić. A może po prostu niektórzy nadal uczą zdalnie metodą <wysyłam zadania i obejrzyjcie film> wtedy nie dziwię się że mają czas na pieczenie ciastek". 

"Jako polonistka ledwo ogarniam, jeżdżę do szkoły, bo wolę oddzielić pracę od domu i rodziny. Popołudniami poprawiam i przygotowuję skrypty na kolejne dni...uff, ostatnio w wakacje piekłam".

"Pieczenie babeczek nie oznacza zaniedbywania obowiązków"

Nie zabrakło też osób, które stanęły w obronie nauczycieli i zaapelowali o więcej luzu.

"Również robię różne rzeczy w między czasie. Nie widzę w tym nic złego. To jest wartość dodana do pracy z domu - stwierdziła jedna z komentujących osób. - Rozumiem nauczycieli, którzy tego nie robią, ale nie rozumiem też hejtu na tych, którzy pieką babeczki lub sprzątają łazienkę. Każdy gospodaruje swoim czasem. Pieczenie babeczek w przerwie nie oznacza zaniedbywania swoich obowiązków jako nauczyciela. Więcej luzu i dystansu!

"Ja pomiędzy lekcjami też domowe sprawy i nie widzę w tym nic złego. Mam min. 25 minut przerwy i zawsze w tym czasie robię coś, żeby po lekcjach nie robić już nic".

"Mam w planie 4 okienka pod rząd. Plus oszczędzam co najmniej półtorej godziny na dojazdach.

"Nauczyciel nie ma życia prywatnego, rodzinnego? Po lekcjach schodzi do piwnicy i uczy się fachowej literatury na pamięć, by wypełnić misję?"

"Też mam wrażenie, że jako nauczyciel powinnam tylko płakać i narzekać, ile to mam pracy... Owszem, pracuję i wywiązuje się z tego rzetelnie, ale do pracy nie muszę dojeżdżać, a okienka spędzam w domu. Mogę w tym czasie siedzieć w worze pokutnym, posypywać się popiołem i wymyślać sobie kolejne zadania związane z pracą. Ale przecież mogę też posprzątać mieszkanie, zrobić obiad, albo nawet...pograć na Playstation mój czas, moja sprawa. Moje zdanie jest takie, że szczęśliwy nauczyciel to dobry nauczyciel".

Komentarze

Magdalena
18.11.2020 19:51
Od rana siedzę przy laptopie.... dzisiaj 8 godzin... potem przygotowanie testu online i sprawdzanie prac domowych..... szlag mnie trafia jak takie bezmózgi niszczą opinię ciężko i uczciwie pracującym nauczycielom.
Haha
17.11.2020 20:23
W poniedziałek zaczynam pracę o 10.35. To nie jest trudne coś upiec w tym czasie. W tym roku nie mam okienek, ale w zeszłym miałam po 2 od razu. 100 minut to sporo czasu. Jeżeli ktoś ma tak to jaki problem coś upiec.

Dodaj komentarz

made in osostudio