Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x

Aktualności

"Misja: rodzinka” czyli antidotum na monitorki

03.12.2015

"To straszne, ale dożyliśmy takich czasów, kiedy wielu rodziców potrzebuje podpowiedzi, co można robić razem z dziećmi". Rozmowa z psycholog dr Aleksandrą Piotrowską o pielęgnowaniu więzi rodzinnych i książce "Misja: rodzinka".
Żyjemy w bardzo zabieganych czasach. Mało dbamy o to co tu i teraz, nie mówiąc już o tym co zostawiliśmy w tyle… A chyba warto te wspomnienia zachować nie tylko dla siebie?

Zdecydowanie warto! To, jakim jesteśmy człowiekiem jest determinowane z jednej strony przez geny. Ale ileż te geny mogą w nas załatwiać? Kolor oczu czy kształt nosa w dużo większym stopniu, niż to jakim jesteśmy człowiekiem. A cała reszta jest determinowana przez naszą przeszłość, przez to z kim spędzaliśmy czas, co wtedy robiliśmy, jakim człowiekiem był ten, z którym przebywaliśmy.

No właśnie, coraz mniej czasu spędzamy z ważnymi dla nas ludźmi, a więcej z przypadkowymi osobami czy wręcz z ekranem komputera, tabletu lub telewizora. Czy w związku z tym takie książki, jak „Misja: rodzinka”, które pozwalają usiąść wspólnie i powspominać –  to dobry trop?

To jeden z najlepszych tropów, jakie mogę sobie wyobrazić. Świetny, bo po pierwsze sprawia, że jesteśmy z ludźmi, a nie z tabletem czy innym monitorem, a po drugie jesteśmy aktywni. Minimum tej aktywności to rozmowa – niezwykle ważne minimum, bo konstytuujące w dużym stopniu naszą tożsamość. A tu jeszcze na dodatek takie książki skłaniają nas do podejmowania wielu innych rodzajów aktywności. Coś trzeba odnaleźć, odgrzebać, powędrować po różnych członkach rodziny po to, żeby zdobyć określone informacje. A wszystko po to, żeby realizować kolejne zadania w ramach zadania nadrzędnego – „ Misja: rodzinka”.

Wypełniając „Misję: rodzinka” sami możemy stworzyć trzymający w napięciu kryminał z fragmentami melodramatu…

Dokładnie! Nie wątpię, że i niezłe fragmenty komediowe się znajdą. O to już dbają autorzy, którzy podpowiadają – czytelnikowi czy też współtwórcy tej książki – jakimi tropami warto pójść i informacje dotyczące jakich aspektów naszej rodziny pozbierać. I są to naprawdę aspekty bardzo, bardzo różne. Nie przypominam sobie książki, która pobudzałaby mnie do tego, żeby prześledzić jak w mojej rodzinie w przeszłości, w minionych pokoleniach przedstawiała się na przykład kwestia poglądów politycznych albo wyznawanej wiary, a przecież kiedyś byliśmy społeczeństwem znacznie bardziej zróżnicowanym, niż jesteśmy w tej chwili.

W ostatnich latach da się zauważyć  na rynku rosnąca popularność kolorowanek dla dorosłych czy takich książek, które bazują na samodzielnym wypełnianiu, a czasami też na niszczeniu...

Myślę, że to wszystko ma być antidotum na monitorki, które nas od wczesnego dzieciństwa – ku mojemu przerażeniu i mojej rozpaczy – aż po późną starości zalewają i z kąta każdego wyłażą. Proszę pani, jeśli wyniki badań mówią, że tablety bywają wręczane już niemowlakom, że zanim dziecko skończy rok uczy się uruchamiania określonych stron w tablecie... Jeśli dowiadujemy się, że rośnie liczba rodzin, gdzie dziecku, które ma paręnaście miesięcy daje się tablet zamiast przytulanki do łóżeczka… To wszystko oznacza, że w wielu rodzinach niestety rozkrzewia się coraz bardziej filozofia „a daj ty mnie święty spokój”. Ludzie, którzy tak myślą oczywiście są kochającymi rodzicami, ale mają tyle swoich spraw i tyle różnych rzeczy na głowie, że w tej codziennej gonitwie nie znajdują zapału, żeby być razem z dziećmi. Można się wyręczyć tabletem, no to czemu nie. Kiedyś był tylko telewizor jako niania zastępcza , a teraz nasze możliwości są znacznie większe, nawet w podróży, w ostateczności można dać dziecku smartfon i będzie się nim zajmować.

A te książki pobudzają do takiej aktywności, która może być wykonywana całkowicie samodzielnie, jak w przypadku kolorowanek dla dorosłych lub wykonywana w grupie z innymi ludźmi, jak „Misja: rodzinka”. Reasumując – to straszne, ale dożyliśmy takich czasów, kiedy wielu rodziców potrzebuje podpowiedzi, co można robić razem z dziećmi. Przy czym te dzieci mogą mieć lat trzydzieści czy czterdzieści, a rodzice mogą mieć siedemdziesiąt. To nie musi być tak, że dziecko to siedmiolatek, a rodzic trzydziestolatek, bo „Misję: rodzinka” naprawdę mogę polecić każdemu, niezależnie od wieku.

Bo chyba w każdym wieku przyda się rozmowa, ten jeden posiłek spędzony przy wspólnym stole i dyskusja po nim – czyli taki czas w ciągu dnia, kiedy pielęgnujemy więzi…

No właśnie, takie magiczne sformułowanie „pielęgnujemy więzi”. Czyli co mamy robić? Mamy usiąść obok tej osoby, z którą więź chcemy pielęgnować, przylgnąć ramieniem do jej ramienia i trwać tak w bezruchu? No przecież to absurd! Prawda? Więzi pielęgnujemy wtedy, kiedy okazujemy drugiemu człowiekowi zainteresowanie jego losami, jego przeżyciami, tym wszystkim czym on żyje lub żył. I proszę zobaczyć, jak w taki nurt pielęgnowania więzi pięknie się ta książka włącza. Ona nam podpowiada o czym można rozmawiać w czasie tych chwil, które mają pielęgnować więzi. Drugi człowiek – nasza ciotka, nasz wujek, babcia, matka – doświadcza takiego naprawdę głębokiego zainteresowania, a nie zdawkowego pytania: „No, co tam słychać? A może mi babciu opowiesz coś jak byłaś mała”. Tutaj mamy dokładne wskazania – „a szkoła, do której babciu chodziłaś?”; „a gdzie ona się mieściła?”; „a w której byłaś klasie?” – bo ta książeczka pobudza nas także do tego, żeby odtworzyć wersję geograficzną naszej rodziny, lokalizację, miejsca i przestrzenie, w których poszczególne osoby z naszej rodziny spędzały swoje życie lub tylko jego fragmenty.

Wydaje mi się że to taka książka, która może pozostać na półce na długo i niekoniecznie stracić swój żywot, kiedy tylko zostanie wypełniona treścią…
Myślę, że w ogóle dobrze by było mieć więcej niż jeden egzemplarz tej książki. I na przykład po dwudziestu latach przystąpić do pisania jej na nowo, może już ze swoimi wnukami…  W ten sposób powstanie przecież inna książka. No, wybiegam myślą wprzód, ale właśnie teraz uświadomiłam sobie i takie możliwe konsekwencje współtworzenia „Misji: rodzinka”. 
rozm. Agnieszka Minkiewicz. 

Dodaj komentarz

Newsletter

Chcesz wiedzieć więcej? Zapisz się na newsletter.

RANKINGI szkół

Ranking krakowskich szkół podstawowych 2022

RANKINGI szkół

Ranking warszawskich szkół podstawowych 2022

Szkoły podstawowe

Te krakowskie szkoły wypadły najlepiej na egzaminie z matematyki 2022

Szkoły podstawowe

Te krakowskie szkoły wypadły najlepiej na egzaminie z j. angielskiego 2022

Ukraińscy uczniowie w Polsce

Baza darmowych materiałów dla uczniów z Ukrainy i polskich nauczycieli

Newsletter

Chcesz wiedzieć więcej? Zapisz się na newsletter.

  • najczęściej
    czytane
  • najczęściej
    komentowane

made in osostudio