Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x

Aktualności

Miasto zagląda do kieszeni właścicielom przedszkoli

14.12.2015

Miasto zagląda do kieszeni właścicielom przedszkoli
Wysokie zarobki osób prowadzących prywatne przedszkola mają przekonać radnych do odebrania placówkom części dotacji. Decyzja w tej sprawie ma zapaść na środowej sesji.
 
Nawet ponad 240 tys. zł miesięcznie mają zarabiać, zdaniem miejskich urzędników, właściciele prywatnych przedszkoli. Takie wyliczenia przygotowała Katarzyna Cięciak, wiceprezydent Krakowa ds. edukacji, po tym jak na poprzedniej sesji rady miasta usłyszała, że przedszkola prywatne mogą mieć problem z utrzymaniem się na rynku po obcięciu im dotacji o ok. 74 zł miesięcznie na dziecko. Radni są w tej sprawie mocno podzieleni.

Katarzyna Cięciak zamierza do ostatniej chwili walczyć o ich glosy. We wtorek spotyka się m.in. z radnymi PiS. Jakich argumentów zamierza użyć, by ich przekonać do swoich planów? – Chcę przedstawić wyliczenia pokazujące, ile dodatkowych zadań uda się zrealizować dzięki zaoszczędzonym w ten sposób pieniądzom – mówi Katarzyna Cięciak. – W planach mam m.in. dopłaty do obiadów dla dzieci w szkołach podstawowych, uruchomienie liceum w szpitalu w Prokocimiu, zorganizowanie dowozu do przedszkoli dla niepełnosprawnych dzieci 3 i 4-letnich oraz projekt polegający na kompleksowych badaniach wszystkich dzieci w wieku przedszkolnym, które mogą pomóc w wykryciu groźnych chorób  – wymienia wiceprezydent.

Kolejnym argumentem za obniżeniem finansowania, ma być fakt, że przez ostatnie lata przedszkola prywatne, pomimo pobierania wyższej dotacji, nie obniżyły czesnego, a wręcz je podniosły, średnio z 255 do 490 zł miesięcznie. Właściciele bronią się, mówiąc, że podwyżki były kosmetyczne, rzędu kilkudziesięciu złotych, tymczasem koszty prowadzenia działalności rosną z roku na rok.

Ostatecznym argumentem dla radnych ma być jednak co innego. Wiceprezydent zamierza przedstawić im szczegółowe wyliczenia, z których wynika, że zarobki właścicieli prywatnych placówek są wręcz astronomiczne.

- Na ostatniej sesji usłyszałam, że przez zmianę finansowania, przedszkola mogą zbankrutować. Postanowiłam sprawdzić, czy tak jest w rzeczywistości – mówi Katarzyna Cięciak i pokazuje szczegółowe wyliczenia, z których wynika, że dochód jaki osiągają właściciele tych placówek waha się od ponad 6 do ponad 245 tys. zł miesięcznie. Średnia dla 33 przedszkoli, które podliczono, to niemal 50 tys. zł miesięcznie. – To jasno pokazuje, że nie może być mowy o bankructwie – kwituje Katarzyna Cięciak.

Właściciele prywatnych placówek nie kryją oburzenia. - Nie rozumiem w jaki sposób pani wiceprezydent zdołała wyliczyć nasze zarobki – mówi Małgorzata Stasny, prezes Stowarzyszenia Przedszkoli Niepublicznych.

Jej zdaniem dane przedstawione przez miasto „godzą w zdrowy rozsądek”. – Nikt nas nie zapytał o koszty prowadzonej działalności. Prowadzenie przedszkola to nasza praca, jednak nie tak dobrze płatna jak wydaje się urzędnikom – mówi Stasny.
 
Katarzyna Cięciak przyznaje, że niektóre składowe są orientacyjne, ale jednocześnie zapewnia, że jej wyliczenia są pewne w 95 procentach, a zrobione na podstawie m.in. liczby dzieci uczęszczających do przedszkola, wysokości czesnego, wpisowego oraz dotacji i po odjęciu orientacyjnych kosztów prowadzenia placówki, takich jak czynsz, opłaty za media, czy wynagrodzenia pracowników.

- Szkoda, że miasto tak skrupulatnie nie zajmuje się prawidłowym naliczaniem dotacji, która od lat jest zaniżana, co potwierdzają ostatnie wyroki sądów – dodaje Małgorzata Stasny. 
 
W sprawie finansowania przedszkoli radni są mocno podzieleni. Ci z PO opowiadają się raczej za utrzymaniem dotychczasowych zasad finansowania przedszkoli, otrzymujących z budżetu miasta 85 proc. kwoty, która idzie na dziecko w przedszkolu samorządowym. Zgodnie z ustawą nie mogą otrzymywać mniej niż 75 proc. i do takiego pułapu miasto chce obniżyć ich finansowanie. Część radnych PiS jest za takim rozwiązaniem. 

Jeśli ostatecznie większość zgodzi się z argumentami miasta i dotacja zostanie obcięta o 10 proc., każde z przedszkoli dostanie o ok. 74 zł miesięcznie mniej na dziecko, co rocznie pomniejszy ich wpływy o 5,6 mln zł.

Teraz dostają na każdego malucha 632 zł miesięcznie. Dla porównania Wieliczka przekazuje niespełna 500 zł miesięcznie na dziecko, Bochnia 441 zł, Myślenice 466 zł, a Oświęcim 601 zł. Są jednak miasta, które choć mają dotację w wysokości ustawowych 75-procent, to paradoksalnie płacą więcej niż Kraków. Na przykład Płock przekazuje 748 zł, Słupsk – 709 zł, Warszawa -703 zł, Czernichów – 674 zł, Wielka Wieś - 656 zł, a Zakopane - 653 zł. Zdaniem właścicieli prywatnych przedszkoli miasto oblicza dotację dla nich na podstawie zaniżonych danych. W tej sprawie 19 niepublicznych placówek wystąpiło w tym roku do sądu, domagając się od miasta zwrotu ponad 4 mln zł. Pierwsze, korzystne dla nich wyroki już zapadły. 

- Dlatego jeśli zagłosuję za obniżeniem dotacji, będę pilnować prawidłowego jej naliczania – obiecuje Barbara Nowak, radna PiS i przewodnicząca komisji edukacji.

Część właścicieli prywatnych placówek zamierza przyjść na środową sesję rady miasta, by zaprotestować przeciwko cięciom. Podkreślają, że obniżenie dotacji pociągnie za sobą podwyżkę czesnego. To z kolei niepokoi rodziców, którzy podkreślają, że już teraz opłaty są wysokie. - Mój syn nie dostał się do żadnego przedszkola samorządowego w Krakowie, dlatego musiałam go zapisać do prywatnej placówki. Opłaty są trzykrotnie wyższe od tych w przedszkolach samorządowych, dlatego nie wyobrażam sobie ,by miały jeszcze wzrosnąć z chwilą zmniejszenia dotacji - zaznacza Katarzyna, mama 3- letniego Dawida.

- Protestuję przeciwko obniżce dotacji – pisze na facebooku Anna Czarnocka. - Radni nie zdają sobie sprawy, że spowodują albo obniżenie dobrej oferty przedszkoli niepublicznych, albo zmniejszenie etatów, albo podniesienie cen dla rodziców. Czy radni o tym pomyśleli? Dla budżetu miasta jest to niewielka kwota, a dla tych przedszkoli zbyt wielka, by po obniżce mogły się utrzymać i dalej funkcjonować na tak wysokim poziomie.

Stracą również właściciele punktów przedszkolnych, które obecnie pobierają dotację na poziomie 60 proc. Miasto chce im dać ustawowe 50 proc. Agata Kluczewska, prowadząca w Krakowie punt przedszkolny Mali Odkrywcy zaznacza, że w jej przypadku będzie to oznaczać konieczność zaprzestania działalności. – Nie damy rady się utrzymać, bo już teraz jest ciężko. Na 19 dzieci, tylko 6 płaci pełne czesne, pozostałe korzystają z rożnego rodzaju zniżek, bo rodziców nie stać na opłaty – mówi Agata Kluczewska. 

W Krakowie działa 131 prywatnych przedszkoli i punktów przedszkolnych, do których uczęszcza ok. 6,5 tys. dzieci.
 

Dodaj komentarz

Newsletter

Chcesz wiedzieć więcej? Zapisz się na newsletter.

RANKINGI szkół

Ranking krakowskich szkół podstawowych 2022

RANKINGI szkół

Ranking warszawskich szkół podstawowych 2022

Szkoły podstawowe

Te krakowskie szkoły wypadły najlepiej na egzaminie z matematyki 2022

Szkoły podstawowe

Te krakowskie szkoły wypadły najlepiej na egzaminie z j. angielskiego 2022

Ukraińscy uczniowie w Polsce

Baza darmowych materiałów dla uczniów z Ukrainy i polskich nauczycieli

Newsletter

Chcesz wiedzieć więcej? Zapisz się na newsletter.

  • najczęściej
    czytane
  • najczęściej
    komentowane

made in osostudio