O tym, że dzieci dźwigają na plecach zbyt duże ciężary mówi się od lat i od lat nic się pod tym względem nie zmienia. Z ostatnich badań przeprowadzonych na największą jak dotąd skalę wynika, że blisko 60 proc. uczniów klas I-III nosi do szkoły tornistry przekraczające 10 proc. masy ich ciała, czyli potencjalnie niebezpieczne dla zdrowia. Rekordzista, uczeń II klasy szkoły podstawowej w dniu badania przydźwigał na lekcje teczkę ważącą aż 11 kilogramów, co stanowiło połowę jego masy ciała.
Małopolska też ma swoje rekordy. Tu ważenie odbyło się w 18 podstawówkach i 20 gimnazjach. Najcięższy okazał się ważący 11,5 kg tornister ucznia II klasy gimnazjum, w podstawówce rekordzista z VI klasy dźwigał na plecach prawie 10-kilogramowy ciężar.
Z badań Fundacji Rosa, która od 5 lat realizuje projekt „lekki tornister” wynika, że uczniowie szkół podstawowych oprócz książek i zeszytów wkładają do tornistra średnio ponad kilogram zbędnych rzeczy. U jednego z badanych trzecioklasistów niepotrzebne przedmioty stanowiły blisko 80 proc. Zawartości tornistra. Również producenci teczek nie oszczędzają młodych kręgosłupów. Przedstawiciele fundacji znaleźli takie, które puste ważyły niemal dwa kilogramy.
- Specjaliści przypominają, że waga plecaka nie może przekraczać 10 proc. wagi dziecka. Zatem, jeśli uczeń waży 30 kg, to plecak razem z zawartością nie może być cięższy niż 3 kg – przypomina Elżbieta Kuras, z krakowskiego sanepidu.
O problemie właśnie przypomniało sobie ministerstwo edukacji, które wysłało do kuratorów list w tej sprawie. „Skuteczne rozwiązanie problemu przeciążonych tornistrów ma kluczowe znaczenie w aspekcie profilaktyki wad postawy u dzieci i młodzieży – napisała w liście wiceminister Teresa Wargocka.
Jej zdaniem rozwiązanie problemu leży jednak po stronie rodziców i szkół. Ci pierwsi, powinni kontrolować zawartość tornistra, aby zapobiec zabieraniu przez uczniów do szkoły zbędnych rzeczy, a dyrektorzy szkół, powinni – zgodnie z obowiązującym prawem – zapewniać możliwość zostawienia podręczników i przyborów w szkole oraz upowszechniać wiedzę na temat profilaktyki wad postawy wśród nauczycieli, uczniów i ich rodziców.
- Ani szkolne szafki, ani kontrole tornistrów prowadzone przez rodziców nie załatwia problemu– twierdzi Marta Tatulińska z krakowskiego Forum Rad Rodziców. – Dzieci nie mogą zostawiać książek w szkole, bo muszą odrabiać zadania domowe. W szafkach można co najwyżej zostawiać przybory plastyczne.
Jej zdaniem gigantyczne pieniądze, które MEN chce przeznaczyć na wprowadzenie niepotrzebnej reformy edukacji powinny być raczej przeznaczone na zakup dla każdego ucznia drugiego kompletu książek lub wprowadzenie na szerszą skalę programu e-podręczników, co wiąże się z koniecznością doposażenia szkół w sprzęt multimedialny oraz przeprowadzenia szkoleń dla nauczycieli w zakresie wykorzystywania nowych technologii w codziennej pracy.
– Ponad miliard złotych, które MEN chce przeznaczyć na reformę można naprawdę wydać w bardziej rozsądny sposób – mówi Tatulińska. - Do szkół powinny też wrócić godziny karciane, ale nie darmowe jak było wcześniej tylko odpłatne. Ten czas nauczyciele mogliby wykorzystywać na pomoc uczniom z trudnościami. Teraz szkoły często obarczają tą praca rodziców, którzy wieczorami muszą douczać swoje dzieci i pomagać im w odrabianiu prac domowych.
– Ponad miliard złotych, które MEN chce przeznaczyć na reformę można naprawdę wydać w bardziej rozsądny sposób – mówi Tatulińska. - Do szkół powinny też wrócić godziny karciane, ale nie darmowe jak było wcześniej tylko odpłatne. Ten czas nauczyciele mogliby wykorzystywać na pomoc uczniom z trudnościami. Teraz szkoły często obarczają tą praca rodziców, którzy wieczorami muszą douczać swoje dzieci i pomagać im w odrabianiu prac domowych.