Ministerstwo edukacji ostro walczyło, by do szkoły zapisało się w tym roku jak najwięcej sześcioletnich dzieci. Pani minister i wiceministrowie odwiedzali szkoły oraz przedszkola, spotykali się z rodzicami i nauczycielami. Od czerwca w telewizji emitowane były spoty reklamowe, w których występowali zadowoleni rodzice. Przekonywali oni, że ich sześcioletnie dzieci są szczęśliwe w szkole. „Do końca wakacji możesz zapisać swoje sześcioletnie dziecko do pierwszej klasy” – informowało MEN w swoich reklamówkach.
Sęk w tym, że reklamy były emitowane również przez cały wrzesień (wycięto z nich jedynie fragment mówiący o terminie zapisów do szkoły). Zapytaliśmy w resorcie, jaki jest sens płacenia za emisję reklam grubo po rozpoczęciu roku szkolnego, kiedy praca w szkołach idzie już pełną parą i przepisanie dziecka z zerówki do pierwszej klasy jest praktycznie niemożliwe, a na pewno pozbawione większego sensu.
W odpowiedzi usłyszeliśmy, że „Ministerstwo Edukacji Narodowej nie widzi przeciwskazań prawnych do tego, aby dziecko sześcioletnie rozpoczęło naukę w szkole po 1 września. Decyzja należy do dyrektora placówki, do której będzie uczęszczał sześciolatek”.
W Małopolsce rodzice powiedzieli szkole "nie"
Nic dziwnego, że resort postanowił przeciągnąć emisję spotów na cały wrzesień. Choć na kampanię wydano ponad 4 miliony zł okazała się ona wyjątkowo nieskuteczna. W całej Polsce do pierwszej klasy poszło zalewie 15 proc. wszystkich sześciolatków, a więc jeszcze mniej niż w ubiegłym roku. W Małopolsce jest ich dokładnie 4823, czy o 185 mniej niż rok temu. Głośne „nie” szkole powiedzieli zwłaszcza rodzice krakowskich maluchów. W tym roku posłali oni do pierwszej klasy zaledwie 1180 sześcioletnich dzieci. W ubiegłym roku było ich o 150 więcej.
- Myślę, że na decyzji rodziców zaważyło między innymi to, że miasto postanowiło zrezygnować z dopłat do szkolnych stołówek przez co obiady podrożały. Tymczasem w przedszkolach takich zmian nie było – tłumaczy Artur Pasek z małopolskiego kuratorium oświaty.
Jednak nie lepiej jest w innych małopolskich miastach. W Tarnowie w szkolnej ławce wylądowało 127 sześcioletnich dzieci, a więc 17 proc. całego rocznika, a w Nowym Sączu 74, czyli zaledwie 8 proc. wszystkich maluchów w tym wieku.
Jednak nie lepiej jest w innych małopolskich miastach. W Tarnowie w szkolnej ławce wylądowało 127 sześcioletnich dzieci, a więc 17 proc. całego rocznika, a w Nowym Sączu 74, czyli zaledwie 8 proc. wszystkich maluchów w tym wieku.
Czy reforma wejdzie w życie?
Rodzice tak bardzo nie ufają szkole, że nie przeraża ich już nawet kumulacja roczników, na którą trafią ich dzieci w przyszłym roku, kiedy do szkoły obowiązkowo oprócz siedmiolatków pójdą też wszystkie sześciolatki urodzone od stycznia do czerwca 2008 r. Wciąż liczą na to, że reforma w ogóle zostanie odwołana.
Walczą o to rodzice z akcji Ratuj Maluchy. W Sejmie na rozpatrzenie czeka ich wniosek o referendum, pod którym zebrali blisko milion podpisów. Sejm ma się zająć sprawą jeszcze w tym roku. Do czasu głosowania rodzice z akcji Ratuj Maluchy będą odwiedzać posłów w swoich okręgach i tłumaczyć im dlaczego nie chcą, żeby reforma obniżenia wieku szkolnego weszła w życie i przekonywać do poparcia wniosku obywateli w tej sprawie.
Walczą o to rodzice z akcji Ratuj Maluchy. W Sejmie na rozpatrzenie czeka ich wniosek o referendum, pod którym zebrali blisko milion podpisów. Sejm ma się zająć sprawą jeszcze w tym roku. Do czasu głosowania rodzice z akcji Ratuj Maluchy będą odwiedzać posłów w swoich okręgach i tłumaczyć im dlaczego nie chcą, żeby reforma obniżenia wieku szkolnego weszła w życie i przekonywać do poparcia wniosku obywateli w tej sprawie.
Ministerstwo Edukacji przekonuje z kolei, że blisko 90 proc. rodziców jest zadowolonych z decyzji o posłaniu do szkoły swojego sześcioletniego dziecka.
(AK)