Zamieszanie trwa od pierwszego września. Wówczas weszła w życie ustawa, która po pierwsze obniżyła do złotówki opłatę za godzinę pobytu dziecka w przedszkolu, a po drugie zabroniła pobierać od rodziców jakichkolwiek dodatkowych opłat. Chodzi o to, by dzieci gorzej sytuowanych rodziców nie siedziały smutne, podczas gdy ich bogatsi koledzy tańczą, lepią garnki, czy uczą się angielskich słówek.
Ministerstwo Edukacji tłumaczyło, że prowadzeniem takich ekstra lekcji dla wszystkich dzieci mogą zająć się nauczyciele w ramach swoich etatów lub firmy zewnętrzne, które można opłacać z dotacji, jaką samorządy od tego roku dostają z budżetu państwa na każdego przedszkolaka. To ostatnie rozwiązanie wprowadzono m.in. w Warszawie, Opolu, Słupsku, Katowicach, Lublinie, Chorzowie i kilku innych miastach.
Kraków –64,27 zł na dziecko
W końcu pieniądze postanowił wysupłać również Kraków. Pod koniec ubiegłego tygodnia zapadła decyzja, że miasto podzieli się ministerialną dotacją z przedszkolami. Placówkom obiecano 2,4 mln zł, z przeznaczeniem na realizację zajęć w listopadzie i grudniu tego roku. Po wyliczeniach okazało się, że na każdego malucha wypadnie po 64,27 zł miesięcznie. To sporo. Do tej pory semestr nauki języka angielskiego kosztował ok. 150 zł, czyli ok. 30 zł miesięcznie, inne zajęcia takie jak rytmika, taniec, czy szachy to ok. 10 zł miesięcznie.
– Ciężko będzie nam wydać tyle pieniędzy w dwa miesiące – przyznają dyrektorzy krakowskich przedszkoli.
– Ciężko będzie nam wydać tyle pieniędzy w dwa miesiące – przyznają dyrektorzy krakowskich przedszkoli.
- Chyba że pozwolą nam z tych pieniędzy finansować również wyjścia z dziećmi do teatru, czy kina – dodaje Marta Mikucka-Oramus, dyrektorka Przedszkola nr 43 w Krakowie.
O tym, że po wejściu w życie nowej ustawy przedszkola zawiesiły również takie wycieczki pisaliśmy tutaj. - Nie wolno nam pobierać żadnych dodatkowych pieniędzy od rodziców, więc wszystkie odpłatne wyjścia są na razie zawieszone – zaznaczali w rozmowie z nami dyrektorzy krakowskich placówek.
Miasto prawdopodobnie zgodzi się na to, by z przyznanych im pieniędzy przedszkola mogły finansować maluchom nie tylko zajęcia, ale także ekstra wyjścia. – Póki co nawet nie dostaliśmy oficjalnej informacji z Wydziału Edukacji, że otrzymamy jakiekolwiek pieniądze, więc na razie niczego nie możemy zaplanować – zwraca uwagę Marta Mikucka-Oramus.
- Zarządzenie prezydenta w tej sprawie zostanie podpisane na początku przyszłego tygodnia, a zajęcia ruszą od listopada – zapewnia Katarzyna Fiedorowicz-Razmus z biura prasowego Urzędu Miasta.
Tarnów i Nowy Sącz - nauczyciele "przedszkolokrążcy"
Również od listopada angielskiego (dwa razy w tygodniu po 30 minut) zaczną się uczyć maluchy z tarnowskich przedszkoli. Jednak tylko pięcio i sześciolatki. Dla młodszych dzieci pieniędzy już nie starczyło. Tarnowskie maluchy, ale tylko te ze skierowaniem od lekarza, będą mogły uczestniczyć bezpłatnie również w gimnastyce korekcyjnej.
- Wcześniej mieliśmy bardzo dużo rożnych zajęć. Oprócz języków, była rytmika, taniec towarzyski, zajęcia sportowe. Pod tym względem spełnialiśmy każde życzenie rodziców, którzy za to płacili – mówi Katarzyna Sikora, dyrektorka Przedszkola Publicznego nr 35 w Tarnowie.
– Dobrze, że miastu udało się znaleźć pieniądze chociaż na ten angielski – dodaje dyrektorka.
Tarnów nie będzie jednak tego zadania zlecał firmom zewnętrznym, tylko zatrudni na etatach nauczycieli z pełnymi kwalifikacjami, którzy będą chodzić od przedszkola do przedszkola i udzielać lekcji języka obcego.
Podobne zasady wprowadzono w Nowym Sączu. Tam wszystkie przedszkolaki uczą się już angielskiego. Miasto zatrudniło w tym celu dwóch bezrobotnych nauczycieli tego języka. Dzieci mają tu zapewnioną również bezpłatną pomoc logopedyczną i gimnastykę korekcyjną; innych zajęć nie ma. - Docelowo chcemy, by nauczyciele zatrudnieni w przedszkolach zdobyli kwalifikacje do nauczania dzieci języka angielskiego. Będą dla nich organizowane specjalne kursy – zapowiada Józef Klimek, dyrektor nowosądeckiego Wydziału Edukacji.
Wieliczka płaci tylko za religię
- U nas nie ma i na razie nie będzie zajęć dodatkowych w przedszkolach – mówi z kolei Bożena Bartyzel z Wydziału Edukacji w Wieliczce. – W ramach zajęć poza podstawą programową mamy tylko religię.
To oczywiście nie podoba się rodzicom, którzy chętnie nadal opłacaliby swoim pociechom naukę języka angielskiego czy basen. – Był nawet pomysł obejścia ustawy i przekazywania darowizn na przedszkola, z których następnie finansowane byłyby zajęcia dodatkowe. Na coś takiego nie godzi się jednak Ministerstwo Edukacji – mówi Bożena Bartyzel.
Dlaczego Wieliczka nie chce podzielić się z przedszkolakami dotacją budżetową? – Utrzymanie jednego dziecka w przedszkolu kosztuje u nas miesięcznie ponad 620 zł, tymczasem dotacja, jaką dostajemy na jedno dziecko wynosi miesięcznie 414 zł . Nie stać nas na dodatkowe zajęcia – zaznacza Bożena Bartyzel.
(AK)