Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x

Aktualności

Kraków szuka pieniędzy na wypłaty dla nauczycieli. Przedszkola publiczne obawiają się o przyszłość

29.10.2019

Kraków szuka pieniędzy na wypłaty dla nauczycieli. Przedszkola publiczne obawiają się o przyszłość
Właściciele publicznych przedszkoli obawiają się, że miasto szukając oszczędności obetnie przyznaną im kilka lat temu wysoką dotację. Radny Grzegorz Stawowy przygotował uchwałę kierunkową, która ma zagwarantować wypłatę dotacji przez cztery najbliższe lata, choć - jak sam mówi - przedszkola otrzymują z budżetu miasta za dużo pieniędzy.


Sprawa dotyczy przedszkoli publicznych niesamorządowych, które działają na podobnych zasadach, jak przedszkola samorządowe: zapewniają dzieciom pięciogodzinną bezpłatną opiekę w ciągu dnia, a za każdą dodatkową godzinę pobierają jedynie złotówkę. Nie mogą też żądać od rodziców żadnych dodatkowych opłat z wyjątkiem tych związanych z wyżywieniem malucha.

Za namową urzędników

Wiele działających w Krakowie publicznych niesamorządowych przedszkoli było wcześniej placówkami prywatnymi, które za namową urzędników przekształciły się w przedszkola publiczne. Miało to związek z ustawą przedszkolną, która nałożyła na samorządy obowiązek zapewnienia miejsca w przedszkolu za złotówkę wszystkim chętnym dzieciom. W Krakowie co roku brakowało miejsc dla kilku tysięcy maluchów, ale miasto zamiast budować nowe placówki wpadło na pomysł zachęcenia istniejących przedszkoli do przekształcenia. W zamian zaoferowało zwiększoną dotację (początkowo było to 115 proc. tego, co idzie na dziecko w przedszkolu samorządowym, a obecnie dotacja wynosi 120 proc.). Z oferty skorzystało 85 podmiotów, powstało niemal 7 tysięcy tanich miejsc przedszkolnych.

Problem w tym, że zwiększona dotacja jest przyznawana uchwałą rady miasta na jeden rok.

- To sprawia, że żyjemy w niepewności, bo nigdy nie wiadomo, czy miasto w kolejnym roku będzie chciało przekazywać zwiększoną dotację - mówi Radosław Tekielski, prezes Stowarzyszenia Przedszkoli Publicznych w Krakowie.

W tym roku niepokój właścicieli przedszkoli jest jeszcze większy niż zwykle, bo w budżecie miasta brakuje sporo pieniędzy. Ma to związek m.in. z koniecznością wypłaty obiecanych przez rząd podwyżek dla nauczycieli. - Z budżetu państwa nie dotarły do nas w całości pieniądze, które mieliśmy wypłacać pedagogom. Dla Krakowa oznacza to, że w budżecie musimy „znaleźć” kwotę 89 mln zł - informuje prezydent Jacek Majchrowski.

W sumie Kraków musi znaleźć ok. 100 mln zł na zadania, których nie dało się przewidzieć konstruując budżet na 2019 rok.

Kraków zaciska pasa

- Oznacza to, że do końca roku będziemy rezygnować z rozmaitych wydatków i organizowania przedsięwzięć, które nie są konieczne i mogą poczekać do przyszłego roku. Na wypłaty podwyżek dla nauczycieli wykorzystujemy też oszczędności czy niewykorzystane w stu procentach pieniądze, które zostały po realizacji innych zadań - podkreśla Jacek Majchrowski.

Czy przedszkola publiczne również padną ofiarą szukanie oszczędności? Zapytaliśmy o to w urzędzie miasta, ale na razie nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Zaniepokojeni właściciele przedszkoli spotkali się dziś w tej sprawie z wiceprezydent Anną Korfel-Jasińską. - Usłyszeliśmy zapewnienia, że dotacja zostanie utrzymana na dotychczasowym poziomie - mówi Radosław Tekielski.

Właściciele placówek o pomoc zwrócili się również do krakowskich radnych. Chcieliby, aby wyższa dotacja była przyznawana na dłuższy okres niż jeden rok. - To zapewniłoby nam stabilizację - przyznaje Radosław Tekielski.

Dotacja na cztery lata

Radny Grzegorz Stawowy przygotował już projekt uchwały kierunkowej w tej sprawie. Chce przedstawić ją radnym na przyszłotygodniowej sesji. - W moim projekcie jest zawarty apel do prezydenta, by wyższa dotacja była przyznawana na kolejne cztery lata, czyli na okres całego cyklu edukacyjnego w przedszkolu - mówi Stawowy.

Jednocześnie radny ma wątpliwości, czy właścicielom placówek taka zwiększona dotacja w ogóle się należy. - Uważam, że dostają za dużo, ale skoro miasto umówiło się z nimi kilka lat temu, to trzeba to utrzymać - mówi Stawowy.

Jego zdaniem, wiele przedszkoli publicznych, wbrew przepisom, pobiera od rodziców dodatkowe pieniądze. - Normą są zrzutki na materiały plastyczne, zajęcia dodatkowe, wycieczki, czy tak zwane wpisowe - twierdzi Grzegorz Stawowy.

Nie zarabiamy kokosów

Właściciele przedszkoli odpierają jednak te zarzuty. Twierdzą, że przekazywana przez miasto dotacja ledwo wystarcza na zapewnienie funkcjonowania przedszkoli, wypłatę pensji dla nauczycieli, czy drobne remonty. - Wbrew obiegowym opiniom właściciele nie zarabiają kokosów na tej działalności - mówi Agnieszka Opałko-Krochmal, właścicielka przedszkola Majowa Łąka.

Właściciele przedszkoli przesłali radnym wyliczenia, z których wynika, że prowadzący placówki mogą liczyć na wynagrodzenie na poziomie 3200 zł netto miesięcznie. Obniżenie dotacji do ustawowych 100 proc. oznaczałoby, że część z nich musiałaby pracować za darmo, nie mając nawet na opłacenie składek ZUS, co oczywiście wiązałoby się z koniecznością zamknięcia placówek. - Jeśli miasto obniżyłoby dotację wówczas wielu z nas z pewnością rozważy przekształcenie w przedszkole niepubliczne, by móc pobierać czesne od rodziców - mówi Agnieszka Opałko-Krochmal.

Obecnie miesięczna stawka dotacji na dziecko w niesamorządowym przedszkolu publicznym wynosi 1083,96 zł. W 85 przedszkolach (ponad 130 oddziałach) jest 6 736 dzieci, czyli 30 proc. wszystkich maluchów uczęszczających do krakowskich przedszkoli.

Anna Kolet-Iciek
Fot. fotolia

Dodaj komentarz

made in osostudio