Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x

Aktualności

Kogo najpierw ratuje się z tonącego statku? W Polsce najpierw ratuje się elektorat

12.03.2021

Anna Kolet-Iciek redakcja@miastopociech.pl

Kogo najpierw ratuje się z tonącego statku? W Polsce najpierw ratuje się elektorat

Fot. pixabay.com

Mocne słowa nauczyciela w sprawie Narodowego Programu Szczepień. - Wybierając osoby do szczepienia zadbaliśmy o osoby starsze, a nie o dobrostan dzieci - napisał w mediach społecznościowych nauczyciel fizyki i matematyki Marcin Stiburski.
- Gratuluję odwagi do napisania tych mocnych, wartych refleksji słów, których łatwo nie da się sklasyfikować- komentują internauci.

Marcin Stiburski uczy fizyki i matematyki w Morskiej Szkole Podstawowej w Gdańsku. Jest też założycielem grupy “Szkoła Minimalna”, walczącej mi.in z nadmiernym testowaniem i ocenianiem uczniów. Rok po wprowadzeniu szkolnego lockdownu napisał, co myśli o Narodowym Programie Szczepień, w którym w pierwszej kolejności chronione są osoby starsze, kosztem dzieci zamkniętych w domach od niemal roku.

“Osoby starsze, po szczepieniach swobodnie się przemieszczają, pełno ich w sklepach, uczestniczą masowo w swoich ulubionych nabożeństwach, chodzą po parkach.
Są uratowani z „tonącego statku”. A dzieci? Siedzą od początku nauki zdalnej SAME w domach, kiedy ich rodzice pracują, SAME wiele miesięcy nie mogły się przemieszczać, siedzą po lekcjach SAME bo rodzice wzbraniają się przed ich wzajemnymi odwiedzinami. SAME odrabiają lekcje. Gasną przed ekranami. Bo nie mają energii socjalizacji” - pisze Stiburski i nawiązuje do “niepisanej morskiej zasady”, że z tonącego statku najpierw ratuje się kobiety i dzieci.

Jego post wywołał burzę komentarzy.

“Szczepimy seniorów, ponieważ to oni ciężej przechodzą chorobę, w razie czego przepełniając szpitale i paraliżując możliwości leczenia. To najzwyklejszy pragmatyzm.
No, chyba ze sugerujemy, żeby starszych nie tylko nie szczepić, ale też nie leczyć i luz”

“W zamykaniu szkół nie chodzi o ochronę i szczepienie osób starszych! (...) Chodzi o przerwanie łańcucha przekazywania wirusa - dzieci osierocone też szczęśliwe nie będą - a szkoła jest niestety skupiskiem w którym dochodzi do transferu patogenów.
Są dwa wyjścia - albo kwarantanna narodowa - albo testowanie i jeszcze raz testowanie i szybkie izolowanie chorych (...) nieważne ile osób zaszczepimy jeżeli zakorkujemy system opieki zdrowotnej to zaczniemy umierać hurtowo”.

“Nauczanie zdalne zabiera dzieciom całą chęć do życia. Gasną powoli w ciszy swoich pokojów. To jest przerażające i smutne. Mówię to jako mama nastolatki i nauczyciel klas młodszych. Dzieci potrzebują do życia energii, którą czerpią od rówieśników. Świetnie to widać po uczniach z klas I-III, jak niesamowicie odżyły i zrobiły postępy. Kto wytrzyma rok w zamknięciu?”

“Gratuluję odwagi do napisania tych mocnych, wartych refleksji słów, których łatwo nie da się sklasyfikować”

Poniżej cały tekst autorstwa Marcina Stiburskiego:

Na morzu obowiązuje niepisana zasada, że najpierw ratuje się dzieci i kobiety, znane jako „dryl z Birkenhead”, jako wspomnienie z 26 lutego 1852 roku kiedy to HMS „Birkenhead” uderzył w podwodne skały u wybrzeży południowej Afryki. Z powodu niewystarczającej liczby szalup ratunkowych oficerowie podjęli decyzję o umieszczeniu w nich w pierwszej kolejności kobiet i dzieci, które dzięki temu zostały uratowane. Ocalały wtedy 193 osoby z 643 załogi.
Jest to dżentelmeńska zasada, jednak ma w sobie wartościową, naturalną myśl.
Chronimy PRZYSZŁOŚĆ.

Inna historia dotyczy pewnego Chińczyka Gao Fengshou, który podczas powodzi w Daxian, ratował jednocześnie żonę i dzieci i swoją matkę. Zaniedbał ratowanie swojej żony i dzieci i uratował swoją matkę, a żonę z dziećmi uratowali sąsiedzi.

Po tych wydarzeniach żona odeszła od niego, a on sam został poddany mocnej krytyce społecznej za niewłaściwe postępowanie.
Nie chronił PRZYSZŁOŚCI.

Przytoczyłem te dwa przykłady, aby pokazać jak powinniśmy postępować w przypadku konieczności wyboru, kogo uratować najpierw.

Uogólnię to bardziej.
Czujemy naturalnie, że najpierw ratujemy DZIECI, a w drugiej konieczności osoby STARSZE.
Przyszło nam żyć w sytuacji trochę mniej dramatycznej niż tonięcie statku, czy wielkiej powodzi.
Mamy do czynienia z chorobotwórczym wirusem.
Jednak nie zastosowaliśmy się do naturalnej dla naszego gatunku metody wyboru, kogo najpierw ratować.

Wybierając osoby do szczepienia zadbaliśmy o osoby starsze, a nie o dobrostan dzieci.
Otóż gdybyśmy byli dżentelmenami z charakteru, zaszczepilibyśmy w pierwszej kolejności nauczycieli i opiekunów dzieci, tak aby dzieciom nie działa się krzywda.

Osobom starszym, zagwarantowalibyśmy kwarantannę z możliwością dostarczania im potrzebnych produktów. Wybralibyśmy kwarantannę starszych, a nie kwarantannę dzieci.
Dzieci chodziłyby do szkoły, miały to co jest im najbardziej potrzebne, czyli socjalizację.
Nie byłoby zamknięcia szkół, nie byłoby edukacji zdalnej.

Starsze osoby, byłyby zaszczepione w drugiej kolejności.

Co osiągnęliśmy dzisiaj?
Osoby starsze, po szczepieniach swobodnie się przemieszczają, pełno ich w sklepach, uczestniczą masowo w swoich ulubionych nabożeństwach, chodzą po parkach.
Są uratowani z „tonącego statku”.

A dzieci?
Siedzą od początku nauki zdalnej SAME w domach, kiedy ich rodzice pracują, SAME wiele miesięcy nie mogły się przemieszczać, siedzą po lekcjach SAME bo rodzice wzbraniają się przed ich wzajemnymi odwiedzinami. SAME odrabiają lekcje. Gasną przed ekranami. Bo nie mają energii socjalizacji.

Kogo my dorośli powinniśmy najpierw ratować?

Czy zatraciliśmy instynkt i odbieramy energię życia dzieciom, aby nam dorosłym żyło się swobodniej?

Czy dzieci mają cierpieć, a starsi mają mieć ulgę?

Czy nie powinno być odwrotnie?

Nie mam 90-ciu, 80-ciu lat, ale gdybym mógł zdecydować i jednocześnie to wykrzyczeć, to zawołałbym, że chcę oddać swoją szczepionkę dla dziecka, a jeżeli ono jej nie potrzebuje, to dla osoby która jest dla dziecka niezbędna, nawet za cenę że żyłbym w izolacji cały rok, ryzykując swoją własną śmierć.

Byłoby to dla mnie uczciwsze, niż patrzenie teraz na będące już cały rok w izolacji dzieci.

Kogo najpierw ratuje się z tonącego statku?
Obecnie w Polsce widać, najpierw ratuje się elektorat.

Dodaj komentarz

Newsletter

Chcesz wiedzieć więcej? Zapisz się na newsletter.

made in osostudio