Jeśli kanapka, to tylko na bazie chleba razowego lub pełnoziarnistego z chudym mięsem, serem, rybą lub jajkiem; bez sosów, majonezów i serków topionych, do tego świeże sałatki i surówki bez soli oraz mleko i jogurty bez substancji słodzących. Do picia wyłącznie soki bez cukru, przeciery, woda mineralna, herbata i kawa zbożowa. Lista produktów, które od września będą mogły znaleźć się na półkach sklepików szkolnych jest bardzo krótka. – Mam wątpliwości, czy z tak skromnym asortymentem sklepiki w ogóle się utrzymają – komentuje Małgorzata Pacholak, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 109 w Krakowie.
A to już problem nie tylko ajentów, ale również samych szkół, które zarabiają na wynajmie pomieszczeń pod sklepiki.
- Nasza szkoła może stracić dochód w wysokości 3 tys. zł rocznie. To pieniądze, za które dotąd kupowaliśmy pomoce naukowe lub szkolne wyposażenie – przyznaje Małgorzata Pacholak.
Jak podaje ministerstwo zdrowia sklepiki funkcjonują w 64 proc. szkół podstawowych i w 84 proc. gimnazjów, a z badań Instytutu Żywności i Żywienia wynika natomiast, że najczęściej spożywanymi przez dzieci przekąskami są czipsy ziemniaczane i słone paluszki, przepijane gazowanymi napojami wysokosłodzonymi.
Czy pełnoziarniste kanapki, jabłka i naturalne soki będą w stanie zastąpić dzieciom ich ukochane produkty?
- Nie i dlatego już wiem, że we wrześniu będą musiała zwinąć interes – mówi Krystyna Holboj, która prowadzi sklepik na terenie Gimnazjum nr 17 w Krakowie.
W jego asortymencie od pewnego czasu są już zdrowe kanapki i surówki, ale te kiepsko się sprzedają, podobnie zresztą jak świeże jabłka i czipsy owocowe oraz zbożowe batoniki. Za to najlepiej idą tu czekoladowe batony i gumy do żucia oraz precle, bo są tańsze od kanapek. – Jeśli będę musiała z tego wszystkiego zrezygnować, nie mam najmniejszych szans na przetrwanie – mówi ajentka. – Jestem całym sercem za zdrową żywnością na terenie szkół, ale uważam, że dzieci powinny mieć również możliwość kupienia czegoś słodkiego, zwłaszcza w okresie zimowym, kiedy mają mniej energii do pracy.
Obawy Krystyny Holboj potwierdzają sami rodzice. - Mój syn będzie pewnie omijał szkolny sklepik szerokim łukiem – śmieje się pani Monika, mama 9-letniego Janka.
Do tej pory w szkolnym sklepiku chłopca kusiły zwłaszcza czekoladowe batony i słodzone napoje. - Janek jest szczupły i wysportowany, uwielbia biegać i grać w piłkę, więc nigdy nie zabraniałam mu kupowania tych przekąsek – przyznaje pani Monika.
Dlatego właśnie dr Jacek Roik, tarnowski lekarz, który od ponad 30 lat walczy o to, by – jak sam mówi – Tarnów był najzdrowszym miastem w Polsce, zwraca uwagę, że sama ustawa to za mało. – Oczywiście jest to krok w dobrym kierunku, ale najważniejsza jest edukacja rodziców, bo to od nich w dużej mierze zależy, po jakie produkty będzie sięgać dziecko – mówi doktor i wspomina, jak 15 lat temu będąc lekarzem w II LO w Tarnowie zaproponował, by nauczyciele poświęcili dziennie kilka minut na zjedzenie wspólnie z uczniami surówki. – Tłumaczyłem, że jeśli uczniowie będą jeść w sezonie jesienno-zimowym więcej warzyw, będą mniej chorować, co wpłynie pozytywnie na ich frekwencję w szkole oraz wyniki. Nie znalazłem jednak zbyt wielu sojuszników tego pomysłu wśród rodziców – mówi dr Roik.
Dyrektorzy szkół również przyznają, że to przede wszystkim rodzice kształtują nawyki żywieniowe dzieci i to ich należy edukować. – Zakaz sprzedaży w szkole śmieciowego jedzenia może pomóc, ale na pewno nie rozwiąże problemu, kiedy dzieci będą dostawać słodycze w domu lub kupować w pobliskim sklepie w drodze do szkoły – mówi Ewa Nering, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 21.
Eksperci nie mają jednak wątpliwości, że nowe przepisy są potrzebne. Badania przeprowadzone w 2013 r. wykazały, że w ostatnich klasach szkoły podstawowej nadwagę lub otyłość ma już 28 proc. chłopców i 22 proc. dziewcząt.
- Projekt rozporządzenia bardzo precyzyjnie określa te grupy artykułów spożywczych, których dystrybucja w sklepikach szkolnych będzie zabroniona oraz jasno określa jakie produkty będą pożądane. To duży plus, ale musimy poczekać z oceną do ustalenia ostatecznego brzmienia rozporządzenia. Do 20 lipca będą trwały konsultacje m.in. z przedsiębiorcami i organizacjami promującymi zdrowy styl życia – mówi Piotr Pokrzywa z krakowskiego sanepidu. - Cieszymy się, że kwestie kształtowania prawidłowych nawyków żywieniowych wśród dzieci prowadzone są wielokierunkowo, również poprzez ograniczanie najmłodszym dostępu do produktów o niewielkich walorach odżywczych.
Ustawa zakazująca podawania dzieciom śmieciowego jedzenia na terenie placówek oświatowych wchodzi w życie 1 września. Rozporządzenie ministra zdrowia, które trafiło właśnie do konsultacji społecznych doprecyzowuje, co może być podawane dzieciom, a co nie. Do nowych zasad będą musieli dostosować się nie tylko ajenci szkolnych sklepików, ale także osoby przygotowujące posiłki dla dzieci w szkołach i przedszkolach. Za nieprzestrzeganie przepisów grozi grzywna w wysokości 5 tys. zł.
(AK)