Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x

Aktualności

Jak udowodnić, że szkoła nic nie daje? Nauczyciel proponuje eksperyment

06.03.2020

Anna Kolet-Iciek redakcja@miastopociech.pl

Jak udowodnić, że szkoła nic nie daje? Nauczyciel proponuje eksperyment
"Zróbcie dzieciom eksperyment", proponuje Tomasz Tokarz, trener, nauczyciel, wykładowca akademicki i autor książki "Szkoła ma być dla ucznia".
“Przez miesiąc wprowadźcie zasadę, że nic nie robią szkolnego w czasie poza szkołą - pisze nauczyciel na swoim facebookowym profilu. - Przede wszystkim żadnych przygotowań do klasówek, sprawdzianów, odpytywań. Zobaczcie jakie będą efekty. Jeśli Wasze dziecko zacznie przynosić jedynki to będziemy mieć jasny dowód na to, że szkoła nic im nie daje. Skoro jest na tyle niefunkcjonalna, że nie realizuje nawet własnych celów i nie jest w stanie przygotować choćby w minimalnym stopniu do własnych testów jakości to... po co w ogóle dzieci chodzą do szkoły? Po co tam spędzają 6-7 godzin dziennie? Wyobrażacie sobie pracownika, który jest źle oceniany tylko dlatego, że nie pracuje w domu?”

Propozycja nauczyciela nie wszystkim przypadła do gustu. - Jak ja chodziłam do szkoły to po niej odrabiałam lekcje i uczyłam się. Nikogo to wtedy nie dziwiło... A teraz… Mam wrażenie, że te nasze dzieci szkolne to są nakrywane takim mega parasolem i każdy się nad nimi trzęsie... - komentuje jedna z internautek. - Może tak przy okazji tego "eksperymentu" wypisać je ze wszystkich kółek, korepetycji i zajęć dodatkowych... Oraz zabrać telefony (bo i z nich mogą się czegoś nauczyć )... Ciekawe ile z nich potrafiłoby kreatywnie spędzić wolny czas... I ciekawe ilu rodzicom by się chciało zorganizować coś swoim pociechom i spędzić czas z nimi....

- Zgadzam się z twierdzeniem, że uczeń powinien 90% wiedzy i umiejętności nabyć w szkole, jednak nie zgadzam się, że w 100% odpowiedzialność ponosi za to nauczyciel - dodaje inna z komentujących osób - Jest kilka elementów wpływających na to choć skupię się tylko na jednym podstawie programowej która niestety jest przeładowania i nieprzemyślana. Korzystając z Twojego porównania powiem są takie korporacje, które narzucają takie normy, że zawsze pracujesz po godzinach.

- Czego to nauczyciele nie wymyślą, byle tylko móc zadawać uczniom zadania domowe i robić kartkówki, byle tylko ktoś pod presją wykonał ich polecenia, to naprawdę jakaś kompensacja braku wpływu na świat - odpowiada Tomasz Tokarz.

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

Komentarze

Iwona
11.03.2020 00:01
Szanowni Państwo. Od kilku lat mam przyjemność podglądania pracy w różnych krajach europejskich ( systemy są różne), ale mają jeden wspólny mianownik - nigdzie rodzice nie wtrącają się w proces edukacyjny. Oczywiście polska szkoła jest niedoskonała, ale z dyskusji na różnych edukacyjnych forach przebija się jeden trend - krytyka i brak pomysłu co w zamian. Oraz żadania by nic nie wymagać...
Belfer
10.03.2020 10:33
Realizując obecne programy nauczania wysuwa się logiczny wniosek, że nie jest możliwe nauczanie bez testów, sprawdzianów i pracy własnej ucznia. Należałoby zmienić system pruski dogłębnie i dopiero wtedy rezygnować z pracy wlasnej dziecka.
Nauczycielka
08.03.2020 21:36
Bardzo chętnie nie będę zadawać moim uczniom prac domowych, pod warunkiem, że do szkoły będą trafiać wyłącznie dzieci, które osiągnęły gotowość szkolną. Obecnie, gdy do pierwszej klasy trafiają dzieci, które mają silne zaburzenia koncentracji, brak wspólnego pola uwagi i zainteresowań poznawczych, konieczność uczenia się w domu jest często konsekwencją zaniedbań środowiskowych, którym dzieci ulegają zanim trafia do szkoły.
Mama uczniów.
08.03.2020 14:46
Mam bliźniaków. Chodzą do tej samej klasy. Są grzeczni i uważają na lekcjach. Jeden w domu ogranicza się tylko do odrabiania prac pisemnych, drugi oprócz tego siedzi i się uczy i ma gorsze wyniki. Ten eksperyment to jakaś bzdura.
Gość
08.03.2020 14:43
Ten eksperyment można zrobić dziecku zdolnymi, co większość wynosi z lekcji. Jak dziecko ma problemy, to i się,się w domu godzinami nie pomaga. Ludzie ogarnijcie się. Zawsze byli zdolni, mniej zdolni i ....sami sobie odpowiedźcie.
Nauczyciella
07.03.2020 20:49
Sporadycznie zadaję moim uczniom. Zawsze uważałam , że jeśli słabo napiszą sprawdzian, to wynik mojej pracy. Nawet najsłabszy uczeń powinien dostać pozytywną ocenę.
Adam
07.03.2020 19:18
Rozumiem, że ta sama zasada ma dotyczyć studentów. Tyle nauki co na wykładzie i na ćwiczeniach a w akademiku balanga. Jak obleje sesję to wina uczelni!
Paulina
07.03.2020 18:51
Ilość i zakres testów i kartkówek jest ponad zdrowy rozsądek. Ponadto, a w zasadzie przede wszystkim, dziecko uczy się w szkole rzeczy z których 90% nie ma żadnego związku z jego codziennością.zatem jedynym uzasadnieniem jest wzbudzić jego ciekawość albo systematycznie zmuszać do nauki. Co to jest za edukacja, gdy ktoś co dnia ma wytłaczane w głowę że dla osiągnięcia enigmatycznego sukcesu w przyszłości musi co dnia przyswajać nużące nieprzydatne mu na codzień fakty, bo tak trzeba? Hodowanie frustratów z przyzwyczajeniem, że to normalne i konieczne co dnia robić(siedząc na d... 8 godzin dziennie i psując sobie kręgosłup) rzeczy których się nie cierpi. Korpo od małego.
Lena
07.03.2020 18:22
Mieliśmy zadania, kartkówki, ale obecnie ich ilość przekracza zasady zdrowego rozsądku (po kilka tygodniowo) , w tym z plastyki, muzyki, techniki czy religii.
Dorota
06.03.2020 19:31
Jestem za tym eksperymentem. Dzieci mają wolę popołudnia, na swoje zainteresowania i wspólne bycie w rodzinie. Nauczyciele maja tak samo wolne popoludnia na swoje zainteresowania oraz wspolne bycie ze swoimi dziećmi i rodzina. Świetny pomysł!

Dodaj komentarz

made in osostudio