Chodzi o ustawę, która od września tego roku obniżyła do złotówki opłatę za godzinę pobytu dziecka w przedszkolu. Ta sama ustawa zabroniła jednak pobierania od rodziców jakichkolwiek dodatkowych opłat.
– A co z zajęciami dodatkowymi?- zaczęli pytać dyrektorzy przedszkoli i rodzice.
W odpowiedzi MEN przedstawiło już kilka interpretacji wydanych przez siebie przepisów. Początkowo sugerowało, że wszystko będzie dobrze jeśli to rady rodziców, a nie dyrektorzy przedszkoli zajmą się organizacja zajęć od strony finansowej.
Niedźwiedzia przysługa
I tak właśnie miało być w Krakowie. Na początku września w rozmowie z nami Anna Korfel-Jasińska, dyrektor krakowskiego Wydziału Edukacji zapewniała, że w naszym mieście będzie po staremu. – Nie chcemy blokować organizacji zajęć dodatkowych w przedszkolach, bo wiemy, że są to placówki, które powinny odpowiadać na zapotrzebowanie rodziców, a ci chcą takich zajęć – mówiła nam Anna Korfel-Jasińska.
Niedźwiedzia przysługa
I tak właśnie miało być w Krakowie. Na początku września w rozmowie z nami Anna Korfel-Jasińska, dyrektor krakowskiego Wydziału Edukacji zapewniała, że w naszym mieście będzie po staremu. – Nie chcemy blokować organizacji zajęć dodatkowych w przedszkolach, bo wiemy, że są to placówki, które powinny odpowiadać na zapotrzebowanie rodziców, a ci chcą takich zajęć – mówiła nam Anna Korfel-Jasińska.
Wskazywała też jak będzie to wyglądać: dyrektorzy przedszkoli będą przekazywać rodzicom oferty firm chętnych do zorganizowania takich zajęć. Matki i ojcowie wybiorą spośród nich najkorzystniejszą ich zdaniem ofertę, a potem wpłacą pieniądze za lekcje bezpośrednio na konto firmy, zamiast przekazywać je nauczycielowi czy dyrektorowi przedszkola. Rolą dyrektora miało być podpisanie z przedstawicielem firmy umowy najmu pomieszczeń, w których takie zajęcia się odbędą. W czasie trwania zajęć dodatkowych rodzice mieli być też zwolnieni z opłaty za pobyt malucha w przedszkolu. – Chodzi o to, by nie dochodziło do podwójnego finansowania – tłumaczyła szefowa krakowskiego Wydziału Edukacji.
- Zaczynaliśmy się już powoli organizować w ten sposób, kiedy nagle okazało się, że zajęcia dodatkowe mogą się odbywać dopiero po zakończeniu pracy przedszkola, a więc po godzinie siedemnastej. To jakiś absurd, by dzieci po całym dniu pobytu w przedszkolu zaczynały naukę języka angielskiego – denerwuje się Marta Mikucka-Oramus, dyrektor Przedszkola nr 43 w Krakowie. – To również okradanie rodziców z czasu, który mogliby spędzić razem z dziećmi. Ministerstwo wyświadczyło im prawdziwie niedźwiedzią przysługę.
Dlatego właśnie dyrektorzy krakowskich przedszkoli od dwóch dni na konferencji w Dobczycach zastanawiają się, jak obejść przepisy, a zwłaszcza ich kolejne interpretacje.
A może darowizna dla przedszkola?
- Myśleliśmy na przykład nad pozyskiwaniem darowizn od rodziców na ten cel, ale takiej darowizny nie moglibyśmy przeznaczyć na zajęcia, z których korzysta tylko cześć dzieci – tłumaczy Marta Mikucka-Oramus.
Resort edukacji przestrzega jednak przed takim omijaniem przepisów: „Jeżeli świadczeniu rodziców usiłuje się nadać inną formę niż opłata, wykorzystując do tego m.in. cywilno-prawną formę darowizny, której wniesienie jest warunkiem zorganizowania zajęć dla określonej grupy dzieci, to nie jest to nic innego niż pobranie opłaty pod pozorem innej czynności prawnej. W takich przypadkach jest to nakłanianie do łamania prawa” - czytamy na stronie resortu.
Niech zapłacą gminy
- Myśleliśmy na przykład nad pozyskiwaniem darowizn od rodziców na ten cel, ale takiej darowizny nie moglibyśmy przeznaczyć na zajęcia, z których korzysta tylko cześć dzieci – tłumaczy Marta Mikucka-Oramus.
Resort edukacji przestrzega jednak przed takim omijaniem przepisów: „Jeżeli świadczeniu rodziców usiłuje się nadać inną formę niż opłata, wykorzystując do tego m.in. cywilno-prawną formę darowizny, której wniesienie jest warunkiem zorganizowania zajęć dla określonej grupy dzieci, to nie jest to nic innego niż pobranie opłaty pod pozorem innej czynności prawnej. W takich przypadkach jest to nakłanianie do łamania prawa” - czytamy na stronie resortu.
Niech zapłacą gminy
W jednym z dokumentów resort zaznacza, że to gminy powinny opłacać dodatkowe zajęcia w przedszkolach z pieniędzy, które otrzymują jako dotację na przedszkola. Ministerstwo wyliczyło nawet, jaką kwotę każda z gmin może na to przeznaczyć. Kraków – zdaniem MEN – na zajęcia dodatkowe może dać przedszkolakom blisko 5 mln złotych rocznie; Tarnów prawie 2 mln, a Nowy Sącz 1,2 mln zł, czyli aż 84 proc. otrzymanej dotacji.
W gminach zawrzało. – To, co dostaniemy z budżetu państwa ledwo wystarczy na pokrycie różnicy w opłatach – mówi Katarzyna Fiedorowicz-Razmus z biura prasowego krakowskiego magistratu.
Nauczyciele muszą mieć czas, by nauczyć się angielskiego
Nauczyciele muszą mieć czas, by nauczyć się angielskiego
Problemu by nie było, gdyby zajęcia wykraczające ponad podstawę programową prowadzili nauczyciele zatrudnieni w przedszkolach, w ramach swojego etatu. Wówczas w takich lekcjach mogłyby uczestniczyć wszystkie dzieci, a nie tylko te, których rodziców na to stać.
– Najpierw jednak nauczyciele muszą się do tego przygotować, przejść odpowiednie kursy i szkolenia, a na to nie dano nam czasu. Ministerstwo powinno odroczyć w czasie wejście tych przepisów, by każde przedszkole mogło się do tego dostosować – mówią dyrektorzy placówek.
NIK będzie kontrolować
NIK będzie kontrolować
Na razie jednak muszą się mieć na baczności, Najwyższa Izba Kontroli zapowiedziała bowiem, że sprawdzi jak wygląda wdrożenie rządowego programu „Przedszkole za złotówkę”. Kontrole mają zostać przeprowadzone w siedmiu województwach; na celowniku znalazło się m.in. województwo małopolskie.
- Program miał jasne cele: wyrównać szanse edukacyjne dzieci i nie stygmatyzować ich ze względu na status materialny rodziców. Tymczasem docierają do nas głosy, że praktyczne następstwa „Przedszkola za złotówkę” są różne - mówi prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski. - Dlatego chcę, by sprawie przyjrzeli się kontrolerzy.
(AK)
(AK)