Od września niemal we wszystkich krakowskich szkołach stołówki zostały przekształcone w prywatne firmy. W części szkół zostały nawet zamknięte, a karmieniem uczniów zajęły się firmy kateringowe. Jednocześnie miasto przestało dopłacać do obiadów serwowanych uczniom w szkołach.
W efekcie posiłki znacznie podrożały. Wcześniej rodzic płacił za dwudaniowy obiad ok. 3 zł, bo pokrywał jedynie tzw. wsad do kotła. Za wszystko inne – etaty kucharek, media - płaciła gmina. Po zmianach obiad w szkole kosztuje nawet 11 zł. Szczęście mają dzieci z tych szkół, w których kuchnie przejęły panie pracujące tam wcześniej. Dzięki temu obiady gotowane są na miejscu. Pozostali uczniowie muszą jeść posiłki ze styropianowych opakowań, dowożone do szkół przez firmy kateringowe.
Pogorszenie jakości obiadów i wzrost cen spowodowały, że wiele dzieci przestało się stołować w szkołach.
W grudniu ubiegłego roku Tadeusz Matusz, wiceprezydent Krakowa odpowiedzialny za edukację, przyznał w rozmowie z nami, zaznaczył, że z obserwacji urzędu wynika, iż liczba dzieci jedzących w szkole obiady znacznie spadła, zwłaszcza w gimnazjach. - W jednym z gimnazjów obiady z firmy cateringowej za 8 zł, je teraz zaledwie 10 dzieci. Wcześniej ze stołówki korzystało ok. 60. Teraz te dzieci, które nie jedzą obiadu, kupują sobie coś w sklepiku, najczęściej niezdrowego i mało pożywnego. Być może w perspektywie czasu źle na tym wyjdziemy. Tego niestety nie przewidziano – podkreślał w grudniu w rozmowie z MIASTEM pociech Tadeusz Matusz (cała rozmowa tutaj).
Zzaznaczył też, że nie jest entuzjastą prywatyzacji stołówek i zasugerował, że istnieje możliwość powrotu do stanu sprzed kuchennej reformy.
Tego właśnie chcą rodzice, radni i związkowcy zrzeszeni w tzw. Grupie Inicjatywnej, która powstała w grudniu ubiegłego roku. Przygotowali oni i przedłożyli Radzie Miasta projekt uchwały wprowadzającej do szkół podstawowych obiady dofinansowane z budżetu miasta, ale nie udało się go wprowadzić pod obrady. – Byliśmy też na negocjacjach z wiceprezydentem Matuszem, ale powiedział nam, że nie przewiduje powrotu tanich obiadów do podstawówek – mówi Barbara Nowak, radna PiS, członkini Grupy Inicjatywnej.
- Powrót do tego co było jest teraz niemożliwy - mówi Tadeusz Matusz. - Po pierwsze dlatego, że z ajentami zostały podpisane umowy roczne lub dwuletnie i nieuczciwe byłoby, gdybyśmy teraz je zrywali. Po drugie pieniądze na dopłaty do obiadów nie zostały zaplanowane w tegorocznym budżecie, a nowy będzie przygotowuywany dopiero pod koniec roku kalendarzowego.
Dlatego teraz plan rodziców jest taki, by zebrać 5 tysięcy podpisów pod apelem do radnych i w ten sposób wymóc na nich przegłosowanie uchwały dotyczącej powrotu do szkół tanich obiadów od września tego roku. – Będzie to rodzaj nacisku społecznego na radnych, którzy chociażby z przyzwoitości powinni zająć się tą sprawą – przekonuje radna Nowak.
Obiad z dopłatą
Ci, których nie stać na zapłacenie dziecku za obiad mogą skorzystać z dofinansowania z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Za darmo mogą jeść obiady dzieci z rodzin, w których dochód na jednego członka nie przekracza 684 zł. Z 75-procentowego dofinansowania mogą skorzystać ci, którzy mają dochód w granicach 684-912 zł. Dofinansowanie w wysokości 25 proc. ceny obiadu mogą z kolei otrzymać dzieci z rodzin o dochodzie nie przekraczającym 1140 zł na osobę.