Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x

Aktualności

Dlaczego uczniowie nie chcą wracać do szkół? Niemal pół miliona podpisów pod petycją w tej sprawie

29.04.2021

Anna Kolet-Iciek redakcja@miastopociech.pl

Dlaczego uczniowie nie chcą wracać do szkół? Niemal pół miliona podpisów pod petycją w tej sprawie

Fot. pixabay.com

Boją się wirusa, pójścia na kwarantannę tuż przed egzaminem i tego, że zarażą swoich bliskich, ale przede wszystkim obawiają się, że kiedy znów trafią do szkoły czeka ich seria sprawdzianów, kartkówek, odpytywań oraz kontroli ćwiczeń i notatek w zeszytach. - Nabawimy się tylko stresu - mówią uczniowie. - Take it easy - zaapelował do nich minister edukacji Przemysław Czarnek podczas dzisiejszej konferencji prasowej.

Jeszcze w tym miesiącu wszyscy uczniowie mają wrócić do stacjonarnej nauki. Od 17 maja dzieci z klas 4-8 oraz młodzież ze szkół średnich będą się uczyć w trybie hybrydowym (połowa uczniów w szkole, druga połowa w domu). 31 maja szkoły będą już musiały przyjąć wszystkich uczniów.

Pół miliona podpisów

Po tym, jak premier ogłosił wczoraj decyzję rządu, nie usłyszeliśmy spodziewanych wybuchów radości. Zamiast tego okazało się, że właściwie mało kto marzy już o ponownym otwarciu szkół.

W internecie można znaleźć petycję przygotowaną przez grupę o nazwie “Protest Uczniowski” pod tytułem: “Chcemy powrotu do szkół od następnego roku szkolnego!”

Petycja powstała tydzień temu, jeszcze przed ogłoszeniem decyzji rządu, ale od wczoraj zbieranie podpisów mocno przyspieszyło. Podpisało ją już ponad 450 tys. osób, ale z każdą sekundą pojawiają się kolejne głosy poparcia [AKTUALIZACJA: podpisów jest już ponad 500 tys..]. Nawet jeśli tylko część z nich pochodzi od uczniów, to i tak pokazuje, że problem rzeczywiście istnieje.

Czego obawiają się młodzi ludzie?

- Boimy się koronawirusa, który ciągle jest niebezpieczny, a liczba zakażeń ciągle jest duża. Nie chcemy zarazić naszych rodzin i dziadków. Nauczyciele zapowiedzieli ogromną liczbę sprawdzianów i kartkówek z materiału, którego nie omówiliśmy tak dobrze na zdalnych. Często nie było na nich czasu by nauczyciel wytłumaczył dobrze dany temat - tłumaczy w rozmowie z nami Dominik, jeden z inicjatorów akcji. - Nabawimy się tylko stresu - dodają autorzy petycji.

Piszą w niej, że “powrót do nauki w szkole na ostatnie niecałe dwa miesiące jest niepotrzebny i tylko zdezorientuje uczniów klas 7 oraz 8, którzy w tym czasie prowadzą intensywną naukę do egzaminu ósmoklasisty”(...).

“Nie mamy czasu, by znów wrócić do nauki stacjonarnej - dodają, - ponieważ uczniowie chcą się skupić na nauce do egzaminu ósmoklasisty, a nie przejmowaniem się o liczbie zgonów i zachorowań w danym dniu. Dodatkowo uczniowie są zestresowani sprawdzaniem zeszytów, notatek lub że po powrocie będą musieli od nowa pisać sprawdziany w niepokoju i stresie (...)”.

Minister mówi: Take it easy

Podczas dzisiejszej konferencji prasowej do sprawy petycji i obaw uczniów odniósł się minister edukacji Przemysław Czarnek. - Mogę do nich zaapelować młodzieżowo: take it easy (tłum. spokojnie-red.). Stres to jest rzecz, która towarzyszy człowiekowi, ale nie należy stresu wyolbrzymiać. Wszyscy mamy swoje obowiązki w życiu codziennym i do tych obowiązków wracamy również w szkole - stwierdził minister.

Dodał też, że już wczoraj apelował, by po powrocie skupić się głównie na odbudowaniu wspólnoty i więzi pomiędzy uczniami. - Ale temu towarzyszą również wymagania dla uczniów, które są standardowe w każdym roku szkolnym - dodał minister i zaapelował do uczniów: - Nie bójmy się obowiązków. Obowiązek to nie stres. Każdy dzień nauki stacjonarnej jest na wagę złota i dużo lepszy niż kilka dni nauki zdalnej.

Kwarantanna zamiast egzaminu

Po decyzji premiera również rodzice nie tryskają optymizmem, zwłaszcza ci, którzy mają dziecko w ósmej klasie. Przypominają, że już 25 maja ich pociechy muszą przystąpić do pierwszej części egzaminu ósmoklasisty.

- Puszczenie dziecka do szkoły na tydzień przed egzaminem byłoby nieodpowiedzialne - mówi Mariola Raźny, mama tegorocznego ósmoklasisty. - Wystarczy jedna chora osoba, a cała klasa trafi na kwarantannę i nie będzie mogła przystąpić do egzaminu. Nie mam zamiaru fundować synowi dodatkowych stresów.

Rodzice uczniów z klasy, do której chodzi syn pani Marioli już ustalili, że ich dzieci w maju do szkoły nie pójdą. Teraz chcą prosić dyrektora, żeby nadal mogły uczestniczyć w zdalnym nauczaniu.

"Rzucili uczniom ochłapy"

Adam Mazurek, założyciel liczącej 5 tys. członków grupy “Ogólnopolski Strajk Dzieci do szkół!”, który od wiosny ubiegłego roku walczy o powrót wszystkich uczniów do normalnego nauczania, w rozmowie z nami przyznaje, że po ostatniej decyzji rządu jest “wściekły i rozgoryczony”.

- Nie cieszą mnie te zapowiedzi, bo uważam, że to jest kropla w oceanie potrzeb dzieci i rodziców - mówi Mazurek. - Polscy uczniowie są na piątym miejscu w Europie pod względem liczby tygodni, w których byli pozbawieni normalnej edukacji. Teraz, kiedy te dzieci są już wykończone psychicznie i fizycznie, daje im się ochłapy w postaci kilku tygodni, które mogą spędzić w szkole.

Mazurka nie dziwi też strach uczniów przed powrotem do normalnych lekcji. - Osobiście znam nauczycieli, zwłaszcza przedmiotów egzaminacyjnych, którzy już zapowiadają, że będą robić po 5-6 testów tygodniowo, bo muszą nadrobić stracony czas - mówi.

Tymczasem, jak zaznacza nasz rozmówca, który sam przez osiem lat pracował w szkole jako pedagog, nie da się nadrobić programu w 4 tygodnie czerwca, kiedy wszyscy myślą już o wakacjach. - Nie da się też w te 4 tygodnie odbudować psychiki dzieci. To co zrobił rząd, to zagrywka socjotechniczna, żeby skanalizować rosnące niezadowolenie i wściekłość wielu rodziców - twierdzi Adam Mazurek.

Zaraz jednak dodaje, że dla zdrowia uczniów nawet te cztery tygodnie mają znaczenie. - Dobrze, że wyjdą w końcu z domu i spotkają się ze sobą, to chyba jedyny plus tej decyzji - mówi.

“Przyzwyczaiłem się, że pracuję w domu"

Obawy związane z ponownym otwarciem szkół mają również sami nauczyciele. Mówił o tym w rozmowie z nami Paweł Lęcki, nauczyciel języka polskiego z Sopotu. - Nie jest tak, że wszyscy się cieszą z powrotu do szkoły, ale nie jest też tak, że nikt nie chce do tej szkoły wracać - mówi Lęcki. - Nie mam wątpliwości, że ten powrót nie będzie łatwy. Część osób na pewno szybko zatęskni chociażby za ciszą i względnym spokojem, który zapewnia zdalne nauczanie. W szkole jest dość duże zamieszanie, panuje pewnego rodzaju chaos, zwłaszcza na przerwach, i myślę, że sporo osób - zarówno nauczycieli jak i uczniów - mogło od tego odwyknąć. Siedzieliśmy w domach praktycznie cały rok i może się okazać, że to wcale nie będzie takie radosne powitanie, jak twierdzą niektórzy.

Szerokim echem odbił się również felieton łódzkiego polonisty Dariusza Chętkowskiego, który na swoim BelferBlogu kilka dni temu napisał: “Nie ma sensu udawać, że chcemy wrócić do szkoły. Przed wakacjami nie chcemy. No chyba że symbolicznie, najlepiej dopiero w czerwcu. I to tak pół na pół, hybrydowo. Prawdziwy powrót powinien nastąpić dopiero we wrześniu”.

Dalej Chętkowski wymienia zalety pracy zdalnej: “Przyzwyczaiłem się, że pracuję w domu. Tak sobie zorganizowałem życie, że robię kilka rzeczy jednocześnie. Prowadzę lekcję i zajmuję się psem – to z rana. Prowadzę lekcję i robię sobie śniadanie – to ok. godziny 9:00. Prowadzę lekcję i czuwam nad niesamodzielnym członkiem rodziny – to non stop. Prowadzę lekcję i piję kawę – to akurat nic nowego, w szkole na lekcjach też piłem kawę.

Innych rzeczy za to nie robiłem. Nie obierałem ziemniaków na lekcji, nie kroiłem ogórka na surówkę. Nie gotowałem też zupy. A teraz gotuję. Mam podzielną uwagę, więc robię kilka rzeczy jednocześnie. Teraz to wszystko się skończy. Nie jestem na to przygotowany, dlatego zaczynam się denerwować.

A przede wszystkim odzwyczaiłem się od bezpośredniego kontaktu z uczniami. Odzwyczaiłem się, że muszę nie tylko uczyć, ale też pilnować na lekcji porządku. Uczenie na odległość weszło mi w krew. Wiem, że nic nie trwa wiecznie, także edukacja zdalna musi się skończyć. Mogłaby jednak jeszcze trochę potrwać. Najlepiej do wakacji".

Komentarze (2)

Normalna
05.05.2021 13:22
Jak moja poprzedniczka boi się żyć , bo ją i społeczeństwo zastraszyli to niech siedzi w domu i wegetuje! Ale do Biedronek , Lidlów i innych takich marketów nie boi się chodzić? Dzieci mają już zmiany w psychice przez izolacje i idiotyzm rządzących, ale o to właśnie chodzi, żeby społeczeństwo było głupie!!! Żal d... ściska, że ludzie majà sieczkę w głowie.
Anna
30.04.2021 11:24
Uważam,że narażenie dzieci na 2 tygodnie przed końcem roku szkolnego(w połowie czerwca jest RADA PEDAGOGICZNA),jest nieodpowiedzialne.Pozostaje kwestia noszenia maseczek od 15 maja na przerwach na boisku szkolnym(lub nie-bo to „na zewnatrz”,więc różnie będzie to przez nauczycieli podejrzewam interpretowane).Wyszczepieni będą dorośli do końca lipca podobno,nauczyciele nie otrzymali drugiej dawki.Nie wspomnę już o wariancie indyjskim...Szkoda,że znowu kosztem życia ludzkiego.No cóż.

Dodaj komentarz

Newsletter

Chcesz wiedzieć więcej? Zapisz się na newsletter.

made in osostudio