Krzysiek z Krakowa nie radził sobie w szkole. Kiepsko szła mu zwłaszcza matematyka. Kiedy był w czwartej klasie podstawówki rodzice postanowili zabrać go ze szkoły i sami zajęli się jego edukacją. – W tradycyjnej szkole jest tak, że trzeba być dobrym we wszystkim, by przechodzić z klasy do klasy. W edukacji domowej można dostosować tempo i sposób pracy do możliwości i potrzeb dziecka– tłumaczy Zdzisław Borys, tata Krzysia.
Dziś Krzysiek ma osiemnaście lat i w tym roku czeka go egzamin maturalny. Czy sobie poradzi? – To nie jest ważne – twierdzi Zdzisław Borys. - Na razie syn wyjechał do swojej pierwszej pracy, jest organistą w małym wiejskim kościółku w województwie świętokrzyskim. To jest praca, o jakiej zawsze marzył.
Kilka lat temu na zabranie dzieci ze szkoły zdecydowali się również państwo Katarzyna i Robert Muszyńscy z Korzkwi, rodzice pięciorga dzieci. – Zaczęło się od tego, że córka Julia, będąc w zerówce dużo chorowała, po pobycie w szpitalu zdecydowaliśmy się przejść na edukację domową – opowiada Katarzyna Lepszy-Muszyńska. – Uczyliśmy ją w domu przez trzy lata. W czwartej klasie wróciła do szkoły i jedyne z czym nie mogła sobie poradzić, to sztywny system oceniania, którego nie miała w domu.
Dziś Julia jest w II klasie gimnazjum i chce wrócić do ED, by mieć więcej czasu na realizację swoich pozaszkolnych zainteresowań, jak np. jazda konna. - A ja ją do tego zachęcam – mówi Robert Muszyński.
W edukacji domowej jest jeszcze dwoje młodszych dzieci państwa Muszyńskich – 10-letni Leonard, u którego zdiagnozowano dysleksję i rodzice uznali, że lepsza będzie dla niego nauka w domu oraz 6-letnia Kornelia, która właśnie rozpoczyna swoją przygodę z ED.
Rolę nauczycielki wzięła na siebie w znacznej mierze mama dzieci, z wykształcenia lekarz. – Zrezygnowałam z pracy na całym etacie, ale nadal pracuję w ograniczonym zakresie – mówi Katarzyna Lepszy-Muszyńska.
Jak podkreśla Zdzisław Borys uczenie własnych dzieci to tylko pozornie wielkie poświęcenie. - Oczywiście trzeba przeorganizować życie domowe i podejść do sprawy poważnie, ale na pewno nie trzeba od razu rezygnować z życia zawodowego. Naszej rodzinie ta zmiana wyszła na dobre, choć na pewno łatwo nie było, zdarzały się ostre kłótnie, a podręczniki fruwały po pokoju – przyznaje Zdzisław Borys.
Dla taty Krzysia największą zaletą edukacji domowej nie są wyniki, jakie może osiągnąć dziecko, ale to, że więcej czasu spędza ono z rodzicami. – To tworzy mocne więzi rodzinne i buduje relacje, które pozostają na całe życie. Tradycyjna szkoła przeszkadza w tym, bo dziecko niemal cały dzień spędza poza domem – mówi Zdzisław Borys.
Krzysiowi pozazdrościł młodszy brat Staś, który również zapragnął uczyć się w domu. Jednak po czterech latach zatęsknił za towarzystwem rówieśników i postanowił wrócić do szkoły. Dziś uczy się w jednym ze społecznych gimnazjów. – To mała, kameralna szkoła, w której panuje rodzinna atmosfera – mówi tata chłopców.
Jak wynika z danych małopolskiego kuratorium oświaty, w ciągu ostatnich kilku lat znacznie wzrosła liczba tzw. homeschoolersów. – Jeszcze kilka lat temu, takie przypadki można było policzyć na palcach jednej ręki – przyznaje Artur Pasek.
Teraz w całym województwie jest ich 205; najwięcej – 156 - w przedszkolach, 38 to uczniowie szkół podstawowych, a 11 gimnazjów. Jednak takich uczniów, może być znacznie więcej, bo część z nich – tak, jak np. Krzysiek Borys – zapisanych jest do szkół spoza naszego województwa, które są przyjazne edukacji domowej.
Jak szacuje dr Marek Budajczak, pedagog z Wydziału Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu i pionier homeschoolingu w Polsce, jeszcze w 2009 r. edukacją domową w całym kraju objętych było ok. 50 uczniów, obecnie jest ich ponad 3000. – Nie licząc Wielkiej Brytanii, gdzie blisko 100 tys. dzieci uczy się w domu, Polska jest pod tym względem europejskim liderem. Daleko nam jednak do Stanów Zjednoczonych, gdzie jest ok. 2,5 mln homeschoolersów – mówi dr Budajczak.
W Polsce zgodę na edukację domową wydaje dyrektor szkoły, do której dziecko jest formalnie zapisane. Dodatkowo wymagana jest opinia poradni psychologiczno-pedagogicznej i pisemne zobowiązanie rodzica, że będzie przyprowadzał pociechę raz w roku na egzaminy klasyfikacyjne.
Szkoła ma bowiem obowiązek sprawdzać postępy ucznia, a w razie potrzeby cofnąć pozwolenia na nauczanie domowe. Od tego roku szkolnego rodzice uczniów mogą zdecydować o nauczaniu domowym w dowolnym momencie roku szkolnego, a nie na kilka miesięcy przed jego rozpoczęciem. Dziecko objęte edukacją domową ma prawo brać udział w zajęciach dodatkowych prowadzonych w szkole oraz uczestniczyć w życiu szkoły i spotykać się z kolegami.
Placówka otrzymuje też na nie subwencję oświatową z budżetu państwa. Coraz częściej pojawiają się zatem postulaty, by te pieniądze zamiast do szkół, trafiały bezpośrednio do rodziców homeschoolersów, bo to oni ponoszą koszty edukacji swoich dzieci. Obecnie nie ma takiej możliwości prawnej, a - jak poinformowano nas w MEN – na razie nie ma też planów, by środki z subwencji oświatowej miały trafiać bezpośrednio do rodzin zajmujących się nauczaniem swoich dzieci.
W naszym kraju coraz więcej jest też szkół, do których „uczęszczają” homeschoolersi. To szkoły, o których wiadomo, że nie robią problemów przy wydawaniu zgody na ED, a egzaminy klasyfikacyjne przeprowadzają w sposób przyjazny dla dzieci. Rodzice na forach internetowych wymieniają się ich adresami. Taką szkołą jest m.in. warszawski Salamon. Jej dyrektor Artur Wnuk zdradził podczas dzisiejszej konferencji, że do Salamona zapisanych jest 1000 uczniów z całej Polski, a nawet z zagranicy. – 80 proc. rodziców tych uczniów pracuje ze swoimi dziećmi samodzielnie w domu, praktycznie nie utrzymują kontaktu ze szkołą. Dzieci przychodzą tylko na egzaminy – mówi Artur Wnuk.
W Małopolsce również jest coraz więcej szkół przyjaznych edukacji domowej. Do takich można zaliczyć m.in. Katolicką Szkołę Montessori w Krakowie, krakowską Kangurową Szkołę oraz Zespół Szkół w Korzkwi, którego dyrektorka na dzisiejszej konferencji zapewniała, że ma bardzo pozytywne doświadczenia z edukacją domową.
Dzisiejszą konferencję na temat nauczania domowego zorganizowała Małgorzata Jantos, wiceprzewodnicząca Rady Miasta Krakowa.
(AK)