Jeszcze do niedawna Małopolskie szkoły, a zwłaszcza te krakowskie, były uważane za jedne z najlepszych w kraju. Dziś to już nieaktualne. W tegorocznym ogólnopolskim rankingu szkół ponadgimnazjalnych opublikowanym przez miesięcznik „Perspektywy” małopolskie licea praktycznie się nie pojawiły.
W pierwszej setce znalazły się tylko dwa z nich – krakowskie V LO, które jest na miejscu czwartym i krakowskie I LO, które uplasowało się na pozycji 36. Cały ranking tutaj. W zestawieniu dominują szkoły warszawskie. W pierwszej "50" jest ich aż 17. Wrocław ma ich 5, a Łódź – 3.
W pierwszej setce znalazły się tylko dwa z nich – krakowskie V LO, które jest na miejscu czwartym i krakowskie I LO, które uplasowało się na pozycji 36. Cały ranking tutaj. W zestawieniu dominują szkoły warszawskie. W pierwszej "50" jest ich aż 17. Wrocław ma ich 5, a Łódź – 3.
Dr Jerzy Lackowski, dyrektor Studium Pedagogicznego UJ i były małopolski kurator oświaty twierdzi, że od kilku lat krakowska i małopolska oświata przeżywa kryzys. – Jeszcze pod koniec lat dziewięćdziesiątych w ścisłej czołówce rankingów mieliśmy przynajmniej pięć szkół. Brylowały zwłaszcza szkoły krakowskie, ale pojawiały się też te z mniejszych miejscowości: Olkusza, Tarnowa, Nowego Sącza. Od pięciu lat można zauważyć stopniowy regres. Mnie, jako lokalnemu patriocie, jest z tego powodu bardzo przykro – mówi dr Lackowski.
Jego zdaniem jeszcze bardziej niepokojące jest jednak to, że naszych szkół (zarówno gimnazjów, jak i liceów) nie ma wśród placówek z najwyższą EWD. Kiedy niedawno jedna z gazet opublikowała listę czterdziestu polskich szkół z najwyższą edukacyjną wartością dodaną nie znalazła się tam ani jedna małopolska placówka. Ustąpiły miejsca nie tylko szkołom z Warszawy, Wrocławia czy Poznania, ale też z mniejszych miejscowości, jak np. mazowiecki Sierpc.
- A to już jest skandal – denerwuje się dr Lackowski. – Za coś takiego w pierwszej kolejności powinien zostać odwołany kurator oświaty, który przecież odpowiada za jakość edukacji w województwie. Tymczasem kurator do tej pory nawet nie zabrał głosu w tej sprawie.
Obecnie jedynie krakowski magistrat przejął się wynikami podległych mu szkół. Tadeusz Matusz, wiceprezydent Krakowa ds. edukacji, już dwukrotnie spotykał się z dyrektorami najsłabszych placówek w mieście i nakazał im opracowanie programów naprawczych, a ostatnio zapowiedział też, że te szkoły, które gorzej uczą dostaną mniej pieniędzy na wypłatę dodatków motywacyjnych dla nauczycieli.
Artur Pasek z Kuratorium Oświaty w Krakowie broni jednak małopolskich placówek. – Rankingi i EWD, to nie jest jedyny wskaźnik jakości pracy szkoły i nie można ich uznawać za w pełni wiarygodne – zaznacza.
Przypomina też, że wszystkie szkoły podlegają okresowej ocenie, czyli tzw. ewaluacji dokonywanej przez specjalistów z kuratorium.
Problem w tym, że i tu nie mamy wielu powodów do zadowolenia.
Jeszcze w ubiegłym roku szkolnym w Małopolsce mieliśmy blisko 90 proc. szkół z górnej półki, czyli takich, które podczas ewaluacji otrzymały oceny A i B. W tym roku ten odsetek stopniał do 61 proc. Zwiększyła się natomiast liczba szkół najsłabszych i najgorzej ocenianych. Obecnie jest ich w naszym województwie 7 proc. To szkoły, które podczas ewaluacji otrzymały ocenę D lub E.
Ewaluacja to sposób mierzenia jakości pracy placówek oświatowych, który obowiązuje od trzech lat. Szkoły oceniane są według jednolitych w całym kraju zasad. Wizytatorzy oceniają m.in. to czy szkoła analizuje wyniki egzaminów zewnętrznych, jak współpracuje z organizacjami działającymi w środowisku lokalnym i czy działa zgodnie z przyjętą koncepcją pracy. Na wyższą ocenę mają szanse te placówki, w których uczniowie czują się bezpiecznie, są aktywni i sami inicjują różne działania, a ich rodzice współdecydują o sprawach szkoły, a także te, które są pozytywnie postrzegane w środowisku lokalnym i „podejmują skuteczne działania wzbogacające bazę i wyposażenie”.
Zamiast „wniosków pokontrolnych” i „zaleceń” szkoły otrzymują oceny od A do E za spełnianie kilkunastu wymagań w kilku ważnych obszarach (np. efekty nauczania, zarządzanie szkołą, czy współpraca ze środowiskiem). „A” to klasa mistrzowska. Otrzymanie takiej noty pokazuje, że nauczyciele w danej szkole, w badanym obszarze, robią coś na poziomie wybitnym. Z kolei otrzymanie oceny „E” to powód do pisania programów naprawczych. Również szkoła, która otrzymała ocenę C i D nie ma powodów do dumy.
Tymczasem okazuje się, że w Małopolsce jest coraz więcej takich placówek.
- Nie oznacza to jednak, że szkoły nagle obniżyły loty. Cztery miesiące temu zmieniły się bowiem kryteria, według których ocenia się placówki. Teraz zdobycie oceny A i B jest o wiele trudniejsze niż wcześniej – tłumaczy Artur Pasek.
Za zmianą systemu oceny szkół opowiedzieli się sami kuratorzy oświaty, którzy zauważyli, że zbyt dużo szkół otrzymuje najlepsze wyniki, a kryteria według, których ocenia się ich pracę są skonstruowane tak, że trudno o weryfikację tego, co na swój temat mówią przedstawiciele szkoły. I tak, poprzednio szkoła otrzymywała punkty jeśli sama zadeklarowała, że prowadzi działania innowacyjne, dziś to wizytator decyduje o tym, czy szkoła zasługuje na punkty w tej dziedzinie. Wcześniej wizytatorzy nie mieli też możliwości skonfrontowania tego, co mówią nauczyciele i dyrektorzy o swojej pracy z opinią na ten sam temat samych uczniów i rodziców. - Teraz wszystkie wypowiedzi nauczycieli są konfrontowane z wypowiedziami uczniów lub rodziców, których zdanie na temat szkoły jest o wiele ważniejsze – tłumaczy Artur Pasek.
Stąd – jego zdaniem – wzrost liczby gorszych ocen z ewaluacji. Wszystkie raporty z ocen znajdziesz tutaj.