Związek Nauczycielstwa Polskiego wyprowadził na ulice 17 polskich miast blisko 30 tys. nauczycieli. W samym Krakowie, zdaniem organizatorów, demonstrowało ok. 2 tys. osób. Wśród nich byli nie tylko nauczyciele z przeznaczonych do likwidacji gimnazjów, wsparli ich również ci ze szkół podstawowych, liceów, szkół zawodowych, a nawet przedszkoli. Choć akurat oni, zdaniem przedstawicieli rządu, tylko na reformie zyskują. – To bzdura – denerwowały się jednak nauczycielki ze szkoły zawodowej, która po reformie ma się stać dwustopniową szkołą branżową. – Takich szkół będzie mniej niż obecnie, dlatego my również obawiamy się o swoją przyszłość.
Wśród demonstrujących nie brakowało rodziców zaniepokojonych planami PiS, przyszli również uczniowie. Szóstoklasistka Zosia Musiał dzielnie trzymała transparent, na którym napisała: „Chcę iść do gimnazjum”. To jej rocznik w pierwszej kolejności trafi do VII klasy wydłużonej szkoły podstawowej. Zosi, ta perspektywa wcale się nie podoba: - Chcę poznawać innych ludzi i znaleźć się w nowym towarzystwie – przekonywała.
Marta i Leszek z Krakowa, na demonstrację przyszli ze swoim synem Antkiem, uczniem piątej klasy szkoły podstawowej. Dlaczego? – Bo wspieramy naszego syna. On chce iść do gimnazjum. My też nie chcemy, żeby musiał uczyć się dwa lata dłużej w szkole podstawowej. Uważamy, że gimnazjum stwarza większe możliwości rozwoju. Dwoje naszych starszych dzieci skończyło tę szkołę i uważamy, że było to z korzyścią dla ich przyszłości – podkreślali w rozmowie z nami rodzice Antka.
- To jest nienormalne, co chce zrobić PiS – denerwował się z kolei pan Witek, który na demonstrację przyszedł z własnoręcznie przygotowanym transparentem: „Moja wnuczka to nie zabawka władzy. Nie wkurzajcie dziadka Witka” – głosił napis.
Wśród demonstrujących nie brakowało także polityków. – Jestem dumny, że macie odwagę upomnieć się o dobro dzieci i jakość nauczania. Samorząd jest z wami – mówił do zgromadzonych Wojciech Kozak, marszałek województwa małopolskiego.
- Zatrważający jest chaos, jaki wprowadza „dobra zmiana” – wtórował mu Bogdan Klich, senator z PO.
Demonstrujących wspierali również działacze Partii Razem, .Nowoczesnej, KOD-u, a nawet SLD. Nie wszystkim nauczycielom to się podobało. – Teraz próbują się podpinać pod nasz protest – komentowali miedzy sobą.
Arkadiusz Boroń, przedstawiciel krakowskiego ZNP, nie widzi w tym jednak nic złego. – Każdy sojusznik jest cenny jeśli się walczy o słuszną sprawę – mówi.
Aleksander Palczewski, były małopolski kurator oświaty, który również przyszedł na pikietę jest przekonany, że miała ona ogromny sens. – Wygląda na to, że kobiety ruszą ten kraj – mówił, nawiązując do ubiegłotygodniowego „czarnego protestu”, po którym PiS wycofało się z prac nad ustawą zaostrzającą prawo aborcyjne.
Delegację protestujących przyjął wojewoda Józef Pilch. Związkowcy wręczyli mu list adresowany do premier Beaty Szydło, w którym sprzeciwiają się forsowanej przez nią reformie oraz domagają się wzrostu nakładów na oświatę oraz 10-procentowych podwyżek wynagrodzeń. W liście czytamy m.in.: „Żądamy wstrzymania szkodliwej reformy systemu edukacji! Zmiany w edukacji przedstawione 16 września 2016 r. przez minister edukacji Annę Zalewską w projektach aktów prawnych to cofnięcie się w czasie do roku 1999 i powrót do systemu zupełnie nieodpowiadającego współczesnemu rozwojowi cywilizacyjnemu. Likwidacja gimnazjów to krok wstecz! To destrukcja systemu oświaty”.
Zdaniem minister Zalewskiej protest nauczycieli ma charakter polityczny. Przyznała też, że „jest z nauczycielami” i uspokoiła, że po reformie pracy będzie więcej niż obecnie.
***
- Reforma edukacji jest przemyślana, odpowiedzialna i policzona - powiedziała minister edukacji Anna Zalewska po dzisiejszym spotkaniu z przedstawicielami ZNP. Spotkanie nie dotyczyło jednak reformy, ale powołania zespołu do spraw statusu zawodowego pracowników oświaty, który będzie zajmował się m.in. wynagrodzeniami i czasem pracy nauczycieli.
Zdaniem minister Zalewskiej protest nauczycieli ma charakter polityczny. Przyznała też, że „jest z nauczycielami” i uspokoiła, że po reformie pracy będzie więcej niż obecnie.
***
Zgodnie z planami resortu edukacji gimnazja, mają zostać wygaszone w ciągu trzech najbliższych lat, a zastąpi je ośmioletnia szkoła podstawowa. Pierwszym rocznikiem dzieci, które zamiast do gimnazjum pójdą do siódmej klasy, są uczniowie obecnej szóstej klasy szkoły podstawowej.
O rok ma zostać wydłużona nauka w szkole średniej. Po podstawówce uczniowie będą mogli pójść do czteroletniego liceum ogólnokształcącego, pięcioletniego technikum lub dwustopniowej szkoły branżowej – pierwszy stopień ma trwać trzy lata, a drugi dwa, po jego ukończeniu będzie można zdać maturę branżową i iść na studia.