Jeszcze do niedawna wydawało się, że maluchy w publicznych przedszkolach nie dość, że nie będą miały żadnych zajęć dodatkowych, to jeszcze nie pojadą w tym roku na ani jedną wycieczkę. – Publiczne przedszkola staną się przechowalniami, w których dzieci będą tylko jeść i leżakować – denerwowali się rodzice.
A wszystko przez ustawę przedszkolną, która weszła w życie we wrześniu tego roku i - po pierwsze - obniżyła do złotówki opłatę za godzinę pobytu dziecka w przedszkolu, a po drugie zabroniła pobierać od rodziców jakichkolwiek dodatkowych opłat. Chodzi o to, by dzieci gorzej sytuowanych rodziców nie siedziały smutne, podczas gdy ich bogatsi koledzy tańczą, lepią garnki, czy uczą się angielskich słówek.
Ministerstwo Edukacji tłumaczyło, że prowadzeniem takich ekstra lekcji dla wszystkich dzieci mogą zająć się nauczyciele w ramach swoich etatów lub firmy zewnętrzne, które można opłacać z dotacji, jaką samorządy od tego roku dostają z budżetu państwa na każdego przedszkolaka. To ostatnie rozwiązanie szybko wprowadzono m.in. w Warszawie, Opolu, Słupsku, Katowicach, Lublinie, Chorzowie i kilku innych miastach.
W końcu pieniądze postanowił wysupłać również Kraków. Placówkom obiecano 2,4 mln zł, z przeznaczeniem na realizację zajęć w listopadzie i grudniu tego roku. Po wyliczeniach okazało się, że na każdego malucha wypadnie po 64,27 zł miesięcznie. To sporo. Do tej pory semestr nauki języka angielskiego kosztował ok. 150 zł, czyli ok. 30 zł miesięcznie, inne zajęcia takie jak rytmika, taniec, czy szachy to ok. 10 zł miesięcznie.
– Ciężko będzie nam wydać tyle pieniędzy w dwa miesiące – ubolewali na początku listopada dyrektorzy krakowskich przedszkoli. - Chyba że pozwolą nam z tego finansować również wyjścia z dziećmi do teatru lub kina.
Pozwolili! Dzięki temu maluchy z samorządowych przedszkoli od początku listopada korzystają z oferty krakowskich instytucji kultury jak nigdy dotąd - są częstymi gośćmi w filharmonii, teatrach, kinach czy muzeach.
- Teraz nasze przedszkolaki przynajmniej dwa razy w tygodniu mają jakąś wycieczkę lub atrakcję na terenie przedszkola . Dziś zwiedzały Sukiennice, wczoraj oglądały przedstawienie teatralne. Organizujemy dla nich również ciekawe i różnorodne warsztaty. – cieszy się Marta Mikucka-Oramus, dyrektorka Przedszkola nr 43 w Krakowie.
Cieszą się również rodzice, którzy do tej pory musieli finansować takie atrakcje z własnej kieszeni. – U nas rada rodziców obiecała, że za zaoszczędzone pieniądze sfinansuje dzieciom na wiosnę dwa, a może nawet trzy dłuższe wyjazdy – mówi Jadwiga Żurek, dyrektor Przedszkola nr 118.
Niemal wszystkie krakowskie przedszkolaki uczą się również języka angielskiego. – U nas mają też dodatkowo taniec towarzyski i rytmikę – mówi Jadwiga Żurek.
- Odkąd zajęcia są za darmo uczestniczą w nich prawie wszystkie dzieci – przyznaje Marta Mikucka-Oramus.
Dyrektorzy przedszkoli martwią się jednak, że pod koniec roku okaże się, że nie ma pieniędzy na zapłacenie rachunków za media. Zmniejszenie do złotówki opłaty za godzinę pobytu dziecka w przedszkolu znacznie zmniejszyło wpływy do budżetu gminy, których nie jest w stanie zrekompensować ministerialna dotacja. - Z czegoś musieli zatem wziąć te pieniądze. A już nie raz było tak, że w nowy rok wchodziliśmy z długami – mówi Marta Mikucka-Oramus.
Katarzyna Fiedorowicz-Razmus z biura prasowego magistratu zapewnia jednak, że pieniądze na zajęcia dodatkowe nie pochodzą z puli na rachunki. – Są to pieniądze, które udało się zaoszczędzić na płacach dla nauczycieli, bo plan finansowy zakładał większe wydatki na ten cel niż to było w rzeczywistości – zaznacza Katarzyna Fiedorowicz-Razmus.
Również radny Mirosław Gilarski uspokaja: - Sytuacja finansowa miasta nieco się w tym roku poprawiła, dlatego dyrektorki nie muszą się martwić, że - tak jak w poprzednich latach - zabraknie pieniędzy na rachunki. Jedyne o co muszą się martwić, to żeby zdążyć wydać te pieniądze do końca grudnia - zaznacza radny Gilarski.
Również radny Mirosław Gilarski uspokaja: - Sytuacja finansowa miasta nieco się w tym roku poprawiła, dlatego dyrektorki nie muszą się martwić, że - tak jak w poprzednich latach - zabraknie pieniędzy na rachunki. Jedyne o co muszą się martwić, to żeby zdążyć wydać te pieniądze do końca grudnia - zaznacza radny Gilarski.
Miasto obiecuje, że w przyszłym roku również przekaże pieniądze na organizację zajęć dodatkowych dla dzieci.
(AK)