Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x
Wszystko zaczęło się od Kubusia Puchatka

Wszystko zaczęło się od Kubusia Puchatka

09.05.2017

O pisaniu nie tylko dla dzieci, magii teatru i strachu, który ma wielkie ... zęby rozmawiamy z Karoliną I. Kaletą, krakowską studentką, której sztuka jest właśnie wystawiana w toruńskim teatrze.

Masz 21 lat, jesteś autorką wielu dramatów, za swoje sztuki otrzymałaś już sporo nagród, a „Strach ma wielkie… zęby”, sztuka, którą wystawia toruński teatr „Baj Pomorski”, zbiera same pozytywne recenzje. Jak się zaczęła Twoja przygoda z teatrem?
 
Kiedy miałam dwa lata, moja mama zabrała mnie po raz pierwszy do teatru. Poszłyśmy do Opolskiego Teatru Lalki i Aktora im. Alojzego Smolki na „Kubusia Puchatka” . Przedstawienie zauroczyło mnie tak bardzo, że wybrałam się na nie, oczywiście z mamą, jeszcze raz, i jeszcze, i kolejny , i znowu...
 
Twoje częste wycieczki na „Kubusia Puchatka” zaowocowały zaangażowaniem się w teatr…
 
Dowiedział się o mnie jeden z aktorów, Andrzej Mikosza. Zainteresował się tym, jakby nie było, fenomenem dwuletniej fanki przedstawienia. Po jednym ze spektakli zaprosił mnie za kulisy. Byłam absolutnie zafascynowana tym, jak wygląda teatr z perspektywy sceny. Emocje towarzyszące mi podczas oglądania przedstawienia zawsze były tak silne, że do ukończenia czwartego roku życia stałam podczas przedstawienia, a siedziałam w trakcie przerwy. Nie wiem, na czym to polegało, co się właściwie działo w moim dziecięcym mózgu, ale tak było.
 
A kiedy pojawiła się myśl: „teatr to miejsce, z którym chcę związać swoją przyszłość”?
 
Na początku chciałam zostać aktorką. To naturalne, ponieważ, idąc do teatru, zazwyczaj widzimy tylko aktorów. Dość rzadko można poznać reżysera, a co dopiero scenografa, autora tekstu czy kompozytora, więc wydaje mi się uzasadnione odruchowe kojarzenie teatru z zawodem aktora, zwłaszcza przez najmłodszych. Kiedy miałam osiem lat, mama zapisała mnie do Młodzieżowego Domu Kultury w Opolu, do Teatru A, w którym spędziłam osiem kolejnych lat, grając w amatorskim zespole. Dobrze wychodziło mi ustawianie kolegów po kątach i kulisach, więc powstał pomysł, że być może reżyseria to coś dla mnie. Wiele naszych etiud opierało się na improwizacji albo krótkich dialogach. Zauważyłam, że grupa dość często zgadza się na moje pomysły, że nie narzucam kolegom i koleżankom swojej woli, a mimo tego moje propozycje są realizowane. Gdy miałam 16 lat jeden z aktorów, Andrzej Szymański zasugerował mi, że powinnam spróbować swoich sił w pisaniu. Centrum Sztuki Dziecka organizowało akurat wtedy konkurs na miniaturę i to właściwie ze względu na niego powstała moja pierwsza sztuka.
 
O czym była?
 
Napisałam ją, nie do końca wiedząc, o czym taka sztuka powinna być. Zważywszy na to, że konkurs był dla młodzieży, pomyślałam, że sztuka na pewno musi być o młodzieży i jeśli napiszę tekst skierowany do pięciolatków, nie będę mieć szans. Napisałam więc o swoich rówieśnikach i osobach nieco starszych ode mnie: główny bohater miał lat 18, a ja wtedy 16. Ku mojej radości, ale i zdziwieniu, tekst dostał wyróżnienie i został opublikowany. Naprawdę, z perspektywy czasu, jestem tym faktem dość zdumiona. Nawet podczas pisania nie uważałam, żeby to było jakieś wybitne dzieło. Dzisiaj wspominam ten dramat z lekkim uśmiechem, ale też myślę, że nie mam się czego szczególnie wstydzić . Na pewnym etapie życia muszą nas zajmować pewne, powiedzmy, typowe tematy.
 
Co więc „typowego” zawierała owa sztuka?
 
Była o niełatwych relacjach z rodzicami. Nie było za to narkotyków, niechcianej ciąży, pobicia, czy innych poważnych problemów. A przecież tak wiele spektakli o młodzieży jest z reguły o tym, jaka jest ona zła. To męczące tym bardziej, kiedy na scenie stoją gimnazjaliści czy licealiści, a temat wybrał im nauczyciel. Więc, żeby nie było aż tak „typowo”, podeszłam do sprawy nieco inaczej. Starałam się powiedzieć, że nie zawsze jest naszą winą, że coś po prostu nie wychodzi. Odpowiedzialność czasem rozkłada się na rodziców, nauczycieli, środowisko. Zależało mi na przekazie, że młodzież potrafi myśleć abstrakcyjnie i być kreatywną. Dopiero później przekonałam się do napisania czegoś w rodzaju bajki dla dzieci i zauważyłam, że właśnie to sprawia mi frajdę. I dlatego to kontynuuję.
 
Jak pisać dla małych dzieci?
 
Trudno to określić, bo inaczej pisze się dla dzieci w wieku lat pięciu, a inaczej dla dziesięciolatków. No a później jest „ten wiek”, który trudno nazwać dziecięcym, ale nie można nazwać dorosłym, choć dojrzałość nastolatków często bywa niedoceniana. Napisałam kilka utworów dla dziewięciolatków i dla pięciolatków. Pisanie jest dla mnie procesem specyficznym o tyle, że nie mam na nie zbyt wiele czasu ze względu na zaangażowanie w naukę; wcześniej w liceum, teraz na studiach. Długo noszę się z jakimiś pomysłem, myślę o nim niemalże nieustannie, spisuję historię, postaci, sytuacje, a do samego pisania scenariusza zasiadam dopiero kiedy mam pewność, że zostanie on ukończony. Przeraża mnie myśl, że napiszę połowę albo ¾, coś się wtedy wyczerpie i nie będę wiedziała, co dalej, bardzo nie lubię zostawiać rzeczy nieukończonych. Muszę być pewna, w jakim kierunku podążam, nawet jeżeli podczas procesu całkowicie zmieniam zamysł, postaci ewoluują czy modyfikuję konwencję.
 
Studiujesz wymagający kierunek. Jak łączysz to z pisaniem?
 
Rzeczywiście, Międzywydziałowe Indywidualne Studia Humanistyczne na UJ to kierunek wymagający , ale też na tyle elastyczny i otwarty na potrzeby studenta, że wszystko da się w jakiś sposób pogodzić. Już będąc uczennicą szkoły podstawowej, miałam bardzo dużo zajęć dodatkowych. Szkoła muzyczna, gdzie grałam na fortepianie, zajęcia teatralne, sportowe i językowe uczyły mnie organizacji czasu. Kiedy byłam w gimnazjum, aktywnie brałam udział w konkursach naukowych, a jednocześnie wieczorami występowałam w spektaklu Pawła Passiniego, „Słownik Chazarski. Dzieci snów” w Teatrze Dramatycznym im. J. Kochanowskiego w Opolu. W liceum łączyłam pisanie sztuk z nauką i olimpiadami przedmiotowymi, co wychodziło mi całkiem nieźle, gdyż z jednej strony napisałam kilka nagrodzonych tekstów, z drugiej byłam laureatką czterech olimpiad. Najzabawniej było, kiedy w czasie pierwszego tygodnia maturalnego odbywał się Ogólnopolski Festiwal Teatrów Lalek, przy którym czynnie udzielałam się jako wolontariuszka. Wyzwaniem było rano pisać egzamin dojrzałości, a wieczorem pomagać przy montażu scenografii. Wydaje mi się, że tę elastyczność opanowałam na tyle, że im więcej mam zadań do wykonania, tym jest mi łatwiej, ponieważ muszę się bardzo mocno skoncentrować i nie daję sobie miejsca na błąd. Czasami jest to irytujące. Doskonale wiem, że nadmiar ambicji jest moim problemem. Denerwuję się, gdy coś idzie nie po mojej myśli, ale wiem na pewno, że pasję, jaką jest teatr, da się połączyć z nauką i w tej chwili można ją nawet przekształcić w część życia zawodowego. 
 
Krytycy chwalą Twój debiut. A jak „Strach ma wielkie… zęby” odbierają najmłodsi widzowie? Czy masz kontakt ze swoją publicznością? Jak ważne są dla Ciebie opinie recenzentów?
 
Bardzo się przejmowałam tym, w jaki sposób mój debiut będzie odebrany przez widzów i krytyków. Każdemu, nawet jeżeli się do tego nie przyznaje, zależy na dobrych recenzjach z prostego powodu: wielu widzów zwraca na to uwagę. No i na pewno jest miło, jeśli ktoś, kto ma autorytet w środowisku, pozytywnie wypowiada się o jakimś spektaklu, czy zwraca uwagę na część przedstawienia, za którą jesteśmy odpowiedzialni. Oczywiście opinia widzów jest dla mnie bardzo ważna. Mam na myśli nie tylko dzieci, które są głównymi adresatami spektaklu, ale też ich rodziców. Wyznaję zasadę, że nawet jeżeli robię spektakl dla widzów od lat pięciu, to przecież górnej granicy wieku nie ma, więc dorosły też powinien znaleźć w nim coś dla siebie. Rozmawiałam po premierze z kilkorgiem dzieci - podobało im się. Wiem, że dzieci żywo reagują, zwłaszcza gdy kierowane są do nich pytania ze strony aktorów i wchodzą w interakcję. Takie informacje są dla mnie bardzo przydatne, to wskazówki na przyszłość.
 
Myślisz o pisaniu dla dorosłych?
 
Napisałam już kilka tekstów dla dorosłych. Myślę, że nie należy koncentrować się tylko na jednej grupie wiekowej, na jednym temacie czy sposobie pisania. Staram się zmieniać, urozmaicać, eksperymentować. Poza tym, jeżeli przychodzi mi pomysł na sztukę dla dorosłych, to po prostu go realizuję, jedyną granicą jest tylko wyobraźnia. Mam przecież dopiero 21 lat i pełne prawo do poszukiwań, do błędu, jak każdy, chociaż wydaje mi się, że z wiekiem ta tolerancja maleje. Jestem w takim momencie życia, w którym powinnam próbować jak najwięcej, zobaczyć, co mi wychodzi, a nad czym muszę jeszcze dużo pracować. Cały czas poszukuję nowych form i wyzwań.

Rozmawiała Maja Skowron
 
 
,,Strach ma wielkie… zęby” to sztuka Karoliny I. Kalety. Dramat został wyróżniony w konkursie ,,Szukamy polskiego Szekspira”. Toruński spektakl jest prapremierą tego tekstu i zarazem debiutem młodej utalentowanej autorki na teatralnej scenie! Główną bohaterką przedstawienia w reżyserii Laury Sonik jest Mysz. Czuje się ona ignorowana i niedoceniana przez pozostałe zwierzęta z lasu, a wszystko przez jej malutki wzrost. W jej drobnym ciele bije jednak wielkie i mężne serce, dlatego Mysz postanawia zmienić ten stan rzeczy. Dokonuje drobnej operacji, po której wywraca do góry nogami życie swoje i przyjaciół. Obok Myszy na scenie pojawią się odważny latający Wiewiór, dobry ziomek Borsuk, ciekawska plotkara Sroka czy znerwicowana i pedantyczna Sarna… A także tajemniczy gość z Afryki. Przedstawienie Laury Sonik ,,pachnie jodełką", bowiem elementy scenografii przygotowanej przez Justynę Bernadettę Banasiak pochodzą z prawdziwego lasu! Nie zabrakło także domieszki ,,hollolu”, jak powiedziałaby nasza mysia bohaterka… W końcu ,,Strach ma wielkie… zęby”! 
Literatura

Maluch w szpitalu

KONKURSY

Konkurs MIASTA pociech i AGH

Aktualności

IKEA chce przyznać granty organizacjom pozarządowym i innym podmiotom, które na co dzień realizują działania mające na celu wsparcie rozwoju emocjonalnego, intelektualnego oraz aktywności dzieci i młodzieży w Polsce. Zgłoszenia będą przyjmowane do 15 grudnia. więcej »
Przez ostatnie 23 lata szkoły w Krakowie rywalizowały w zbieraniu makulatury. W tym roku odbyła się ostania edycja konkursu, bo - jak informuje urząd miasta - jego formuła “wyczerpała się”. więcej »

Newsletter

made in osostudio