Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x
Na początku był totolotek

Na początku był totolotek

24.11.2016

Rozmowa z Marcinem Kempką, prezesem firmy LIBRUS, dostarczającej do szkół oprogramowanie dziennika elektronicznego.

Mój syn za Panem nie przepada.

Mogę sobie wyobrazić, że takich dzieci jest więcej. 

Nic dziwnego. Stworzył Pan system inwigilacji uczniów, który sprawia, że już nic nie da się przed rodzicem ukryć.

Spójrzmy na to inaczej. Dawniej, kiedy uczeń dostawał kiepską oceną albo szedł na wagary wiedział, że nawet jeżeli nie powie o tym rodzicowi, ten i tak w końcu się dowie. Te zatajone rzeczy kumulowały się, aż wreszcie przychodził dzień wywiadówki i dziecko zaczynało przeżywać ogromny stres, bo wiedziało, że wszystko się wyda.

O tak, świetnie to pamiętam. Mój brat w dniu zebrania chodził blady po domu, płakał i cały się trząsł.

No właśnie. Teraz uczeń podejmując decyzję o pójściu na wagary liczy się z tym, że w domu od razu będzie go czekać rozmowa, a to powoduje brak kumulowania się stresu, co w ocenie psychologów jest dla dziecka korzystniejsze. Wiedza na temat szkolnych poczynań pociechy daje też rodzicowi szansę na wczesną interwencję i wsparcie dziecka. Przyznam, że jeszcze parę lat temu mieliśmy wiele negatywnych komentarzy ze strony uczniów na temat naszego systemu, ale wielu też przyznawało, że przynajmniej nie boją się już wywiadówek. Teraz, uczniowie coraz częściej traktują dziennik elektroniczny jako naturalny element krajobrazu życia szkoły.

Kiedy ponad dziesięć lat temu pierwsze szkoły wprowadzały dzienniki elektroniczne nauczyciele alarmowali, że rodzice przestaną bywać na wywiadówkach.

Prawdą jest, że LIBRUS kompletnie zmienił oblicze zebrań z rodzicami jednak nie wpłynął znacząco na frekwencję na nich. Dziś przychodzą na wywiadówkę, nie po to, żeby dowiedzieć się jakie dziecko ma oceny, bo to już wiedzą, ale żeby rozwiązać określone problemy. Kiedyś rodzic raz na trzy miesiące był bombardowany w szkole nowymi informacjami, dziś przychodzi przygotowany, a często umawia się wcześniej na rozmowę z konkretnym nauczycielem. Podnosi to poziom współpracy rodziców ze szkołą. 

Ale czy dzięki temu zmniejszył się problem, chociażby wagarowania?

Kilka lat temu prowadziliśmy takie badania wśród dyrektorów. Przyznali, że po wprowadzeniu e-dziennika frekwencja na zajęciach poprawiała się, w niektórych przypadkach nawet o kilkanaście procent , a mniej opuszczonych lekcji, to lepsze wyniki nauczania. 

Uczniowie w Internecie udzielają sobie porad, jak oszukać LIBRUSA, czy to w ogóle jest możliwe?

Nie. Jedyne co jest możliwe to oszukanie nieświadomego rodzica poprzez manipulację działaniem przeglądarki internetowej w komputerze, z którego rodzic korzysta. Polega to na wyświetleniu rodzicowi spreparowanych przez ucznia, nieprawdziwych ocen czy frekwencji. Ale te kłamstwa mają krótkie nogi, gdyż wystarczy, że rodzic skorzysta z innego komputera, na przykład w pracy, aby zobaczyć prawdziwy obraz sytuacji. Inną kategorią oszustw są przestępstwa polegające np. na kradzieży danych dostępowych do systemu bezpośrednio od nauczyciela, a następnie podszywanie się pod niego, ale takie sytuacje są łatwe do wykrycia i kończą się zawiadomieniem przez szkołę policji. 

10 lat temu ruszył Pan do szkół z wymyślonym przez siebie systemem komputerowym. Jak wówczas wyglądała tam infrastruktura informatyczna?

W ogóle nie wyglądała. W zdecydowanej większości szkół nie było ani komputerów, ani szybkiego Internetu. 

To jak udało się Panu sprzedać im coś z czego nie mogli korzystać?

Na tym właśnie polegał nasz pomysł, który potem w czasopismach branżowych określano mianem wpłynięcia przez Librus na błękitny ocean, czyli zajęcia obszaru dotychczas niezagospodarowanego przez nikogo. Nie byliśmy co prawda pierwsi w branży, ale wymyśliliśmy sposób, jak przekonać szkoły do korzystania z elektronicznego dziennika bez komputerów w klasach.

Jakiś sprytny chwyt marketingowy?

Nie. W tamtych latach zazwyczaj był w szkole tylko jeden komputer, zwykle w sekretariacie. Drugim problemem było to, że nauczyciele absolutnie nie chcieli wpisywać danych do systemu. Wpadliśmy na pomysł przygotowania dla nich specjalnych papierowych kart, podobnych do tych wykorzystywanych w totolotku, na których mieli zaznaczać obecność ucznia na zajęciach i oceny. Następnie odkładali jedynie kartki na tackę w pokoju nauczycielskim. 

I co się z nimi dalej działo?

Szkoła musiała dokupić skaner z podajnikiem, który automatycznie skanował karty i przenosił dane do systemu. Skaner ten podłączaliśmy do komputera w sekretariacie.

Ile szkół zdecydowało się wówczas na tego totolotka?

Początki były trudne, bo udało nam się przekonać w pierwszym roku niespełna 100 szkół i to przy dość dużym wysiłku z naszej strony. Pierwsza była Szkoła Podstawowa nr 3 w Mikołowie na Śląsku, czyli w moim rodzinnym mieście. To był skok na głęboką wodę, bo w szkole uczyło się ponad 1000 dzieci. Poradziliśmy sobie i za tym poszły kolejne placówki. A szkoła W Mikołowie do dziś korzysta z naszego systemu.

Kiedy nastąpił przełom?

Mniej więcej po roku, kiedy inne szkoły zobaczyły, że to działa, że rodzice są bardzo zadowoleni, a frekwencja na zajęciach rośnie. Dziś z naszego systemu korzysta kilka tysięcy szkół w Polsce, w których łącznie uczy się ponad 30 proc. wszystkich uczniów. Oczywiście to już nie jest totolotek, bo coraz więcej szkół ma szerokopasmowy dostęp do Internetu i komputery w każdej klasie.

Chyba najtrudniej było przekonać nauczycieli do korzystania z LIBRUSA?

Początkowo rzeczywiście nauczyciele nie zawsze pozytywnie wypowiadali się na temat wdrożenia systemu w swoje szkole. Obawiali się, że będą mieć więcej pracy, nie wszyscy też dobrze się czuli w kontakcie z nowymi technologiami. Szybko jednak przekonali się, że nie ma z tym dodatkowej pracy, a wręcz jest to ułatwieniem, bo wiele szkół po wdrożeniu e-dziennika wycofuje się z wersji papierowej. Dziś nauczyciele nie wyobrażają sobie powrotu do tego co było. Szkoły dostrzegają też, że oczekiwania rodziców się zmieniają, bo większość nie ma problemów z nowoczesną technologią i wręcz domaga się od szkoły dziennika elektronicznego. Szkoły muszą zabiegać o ich zadowolenie ponieważ jest niż demograficzny, a za każdym uczniem podążają pieniądze z subwencji oświatowej. Zresztą dziennik elektroniczny stał się synonimem jakości szkoły. Średnio 7 na 10 najlepszych szkół według prestiżowych rankingów używa właśnie naszego rozwiązania, które obecnie nazywamy LIBRUS Synergia. 

Dziennik elektroniczny jest dodatkowym atutem szkoły?

Na to też mamy badania, z których wynika, że w większych miastach, w których rodzice i dzieci mają do wyboru kilka szkół, zwracają uwagę również na to, czy dana placówka jest nowoczesna i czy korzysta z e-dziennika. Nadal jednak problemem jest brak środków na infrastrukturę komputerową oraz sieciową w polskiej szkole.
 
Resorty edukacji i cyfryzacji chcą, by w ciągu dwóch lat każda szkoła w Polsce miała dostęp do szerokopasmowego Internetu.

Widać światełko w tunelu i trzymam kciuki, by to się udało. Jeśli tak się stanie, będę pierwszym, który wyśle list dziękczynny do rządu za zrobienie tego, co powinno zostać zrobione wiele lat temu.

Firma LIBRUS to nie tylko dziennik elektroniczny?

W świadomości nauczycieli i rodziców jesteśmy przede wszystkim firmą od e-dziennika, ale mamy wiele innych ciekawych projektów, jak chociażby indywidualni.pl.

Na czym polega?

Obowiązkiem prawnym każdego nauczyciela jest indywidualizacja nauczania. Chodzi o to, że każde dziecko jest uzdolnione i ma jakiś talent, ale każde cechuje się innymi predyspozycjami do przyswajania wiedzy. Indywidualizacja polega na odkryciu tego i dotarciu do uczniów w taki sposób, by pomóc im w efektywnym przyswajaniu wiadomości, poprzez dobór odpowiedniego sposobu nauczania. Choć indywidualizacja nauczania jest obowiązkiem, to jednak w wielu przypadkach jest to tylko teoria. Tymczasem bez tego będziemy nadal mieć w wielu szkołach pruską taśmę produkcyjną, a przecież nie o to nam chodzi w XXI wieku.

Jak system może pomóc nauczycielom i uczniom?

Dostarczamy narzędzi do określenia mocnych stron i predyspozycji każdego dziecka, a następnie podpowiadamy, jakich technik nauczania należy użyć, by grupa uczniów lub konkretny uczeń mógł osiągnąć sukces edukacyjny. Podpowiadamy to zarówno nauczycielom, rodzicom jak i ich dzieciom.

Czy nauczyciele chętnie korzystają z tej możliwości?

Ten system jest przeznaczony dla najbardziej postępowych szkół, w których dziennik elektroniczny został już dawno wdrożony. Obecnie z indywidualnych.pl korzysta ok. 200 placówek. Chciałbym żeby w ciągu dwóch, góra trzech lat rozwiązanie to stało się tak popularne jak nasz dziennik elektroniczny. Jest na to szansa, bo programem interesują się duże miasta, które są organami prowadzącymi dla wielu szkół. Zależy im na podniesieniu jakości nauczania, ale także zadowolenia rodziców z tego, co miasto ma do zaoferowania ich dzieciom w obszarze edukacji. Od dwóch lat program pilotażowo prowadzony jest w ponad 20 szkołach w Krakowie i wszystkich szkołach w Sopocie. 

Z jakimi efektami?

Niedawno poprosiliśmy niezależnego eksperta z Uniwersytetu Jagiellońskiego o przeprowadzenie zewnętrznej ewaluacji projektu w Sopocie. Już po roku wzrósł poziom aktywizacji uczniów, nauczyciele lepiej poznali mocne strony i predyspozycje swoich uczniów, a rodzice nabyli więcej kompetencji w skutecznym pomaganiu swoim dzieciom. 

W jaki sposób rodzice mogą korzystać z indywidualnych?

Jeśli szkoła korzysta z systemu, rodzic otrzymuje do niego pełny, nieodpłatny dostęp. Jeśli nie, może taki dostęp wykupić na stronie indywidualni.pl. Kosztuje to ok. 39 zł za trzy lata. Wówczas można zrobić dziecku test, sprawdzić jakie ma predyspozycje i mocne strony, a następnie korzystać z dostępu do odpowiednich metod i technik uczenia się, zwiększając satysfakcję z nauki swojego dziecka. Portal posiada również swoją edustrefę dostępną bezpłatnie dla każdego, która jest prawdziwą kopalnią ciekawych artykułów, informacji i porad ekspertów.
 
Literatura

Maluch w szpitalu

KONKURSY

Konkurs MIASTA pociech i AGH

Aktualności

IKEA chce przyznać granty organizacjom pozarządowym i innym podmiotom, które na co dzień realizują działania mające na celu wsparcie rozwoju emocjonalnego, intelektualnego oraz aktywności dzieci i młodzieży w Polsce. Zgłoszenia będą przyjmowane do 15 grudnia. więcej »
Przez ostatnie 23 lata szkoły w Krakowie rywalizowały w zbieraniu makulatury. W tym roku odbyła się ostania edycja konkursu, bo - jak informuje urząd miasta - jego formuła “wyczerpała się”. więcej »

Newsletter

made in osostudio