Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x
Bernadetta i Paweł Borodziukowie -

Bernadetta i Paweł Borodziukowie - "To nie są łatwe dzieci"

25.05.2015

Bernadetta i Paweł Borodziukowie Bernadetta i Paweł Borodziukowie zobacz galerię
Rozmowa z Bernadettą i Pawłem Borodziukami, rodzicami 18-letniego Franka, 17-letniego Antka, 15-letniej Gabrysi i 13-letniej Danusi; właścicielami trzech niepublicznych przedszkoli waldorfskich „Ziarenko” w Krakowie.
 
Bycie wychowawcą przedszkolnym to mało męskie zajęcie. Nie ma pan z tym problemu?

Paweł Borodziuk. Absolutnie nie, pewnie dlatego, że różne mamy teraz wzorce męskości, każdy mężczyzna powinien być przede wszystkim jak najlepszym ojcem. Kiedy zaczynałem studiować pedagogikę przedszkolną i wczesnoszkolną było nas dwóch na roku, ale tylko ja skończyłem te studia, być może dlatego, że studiując pracowałem już w przedszkolu.

Praca z dziećmi od zawsze była Pana marzeniem?

P.B. Pochodzę z nauczycielskiej rodziny, ale wcześniej nawet nie przypuszczałem, że będę kiedyś wychowawcą przedszkolnym. Przez jakiś czas studiowałem fizykę i nie bardzo wiedziałem, co chcę w życiu robić. Potem trochę muzykowałem. Wraz z żoną, która ukończyła Akademię Muzyczną i z wykształcenia jest lutnistką renesansową, śpiewaliśmy w zespole muzyki dawnej i zajmowaliśmy się trochę muzyką ludową oraz odtwarzaniem dramatów liturgicznych.
 
I to wspólne muzykowanie zaprowadziło was do przedszkola?

P.B. Trochę tak. Mieliśmy wtedy po dwadzieścia parę lat. Przypadek sprawił, że będąc na próbach w Teatrze Wiejskim w Węgajtach na Mazurach w pewnej księgarni natrafiliśmy na książkę pt. „Wychowanie do wolności”. Przeczytaliśmy ją oboje niemal jednym tchem. I wtedy żona przypomniała sobie, że w Krakowie jest przedszkole, które pracuje z dziećmi według opisanej w tej książce metody. Odnaleźliśmy to przedszkole, a nauczycielka powiedziała nam, że dokładnie za miesiąc ruszają w Warszawie studia przygotowujące wychowawców do pracy zgodnie z pedagogiką waldorfską. Nie zastanawiając się długo pojechaliśmy na rozmowy wstępne, przyjęto nas i tak się zaczęła nasza przygoda z pedagogiką Rudolfa Steinera.

Gdybyśmy mieli w skrócie powiedzieć czym się ona charakteryzuje.

P.B. Zawsze mam problem, gdy muszę w dwóch zdaniach opisać, o co chodzi w pedagogice waldorfskiej., bo ona ma bardzo wiele aspektów. Gdy ktoś jest zainteresowany zapisaniem dziecka do naszego przedszkola, to umawiam się na godzinną rozmowę, a potem i tak mam świadomość, że to co powiedziałem to mały wycinek tego czym jest ta pedagogika.
 
Zabawa deskami, patykami i starymi patelniami, taplanie się w błocie, łażenie po drzewach i żadnych plastikowych zabawek. Tak ja to widzę.

P.B. My rzeczywiście pozwalamy dzieciom bawić się w błocie, a przez to doświadczać różnych faktur, bo to bardzo wspiera ich rozwój i poszerza umiejętności. Niektórzy patrząc na nasze przedszkole widzą tylko, że jesteśmy ekologiczni bo mamy drewniane zabawki. A to nie chodzi tylko o to. Nasze zabawki nie są drewniane dlatego, że jest moda na ekologię, ale dlatego, że właśnie taki rodzaj materiałów najlepiej wspiera rozwój dziecka.

W waszym przedszkolu nie ma plastikowych zabawek?

P.B. Dzieci już i tak mają ich bardzo dużo w swoich domach. 

A więc czym się bawią?

P.B. Proszę zobaczyć, jakie mają tu bogactwo różnych faktur. Jest miękka, ciepła wełna; jeszcze miększe runo owcze; szorstki, zimny kamień; lekka szyszka, która przy pocieraniu wydaje ciekawe odgłosy; patyczki; muszelki. To wszystko ma bardzo różnorodne faktury, naturalne kolory, różne temperatury. To daje bogactwo różnych doznań zmysłowych w tym początkowym okresie życia, kiedy poznajemy świat i jego jakość. A co nam oferuje plastik? Zawsze tę samą temperaturę, podobną wagę i fakturę oraz pstrokaciznę kolorów.

Dzieci lubią to, co kolorowe i błyszczące.

P.B. Dzieci lubią też słodycze, co wcale nie oznacza, że są one dla nich dobre.

Pana zdaniem powinnam wyrzucić ze swojego domu wszystkie plastikowe zabawki, żeby moje dzieci lepiej się rozwijały?

P.B. Nie. Ja nie jestem żadnym radykałem. Trzeba tylko dbać o właściwe proporcje. Można to porównać do odżywiania. Nie możemy karmić dziecka wyłącznie ziemniakami, ale kiedy wprowadzamy do jego diety jakieś inne warzywa nie znaczy, że mamy zrezygnować z ziemniaków.  Pokazujmy dzieciom bogactwo tego świata w obrębie każdego ze zmysłów, bo właśnie poprzez zmysły poznajemy świat. Nie żywmy się tylko ziemniakami i nie dawajmy dzieciom wyłącznie zabawek wykonanych z jednego materiału.

A jak wpływa na rozwój zabawa w błocie?

P.B. Dzieci, które nie boją się zanurzyć rąk w ciasto lub błoto, zwykle nie mają też problemów z nawiązywaniem relacji z innymi ludźmi, są bardziej otwarte. Z kolei te maluchy, które mają problem z dotknięciem dziwnej faktury lub im się na to nie pozwala, zwykle  trudniej nawiązują relację z kimś, kto jest nieco inny od nich. Zawsze powtarzam rodzicom, że dzieci są albo czyste albo szczęśliwe. Dziecko nie może być obciążone obowiązkiem nie ubrudzenia się, nie wolno tego od niego wymagać ponieważ to będzie hamować jego rozwój. Żeby zrobić coś kreatywnego, to trzeba się pobrudzić. Wie to każdy artysta. 

Wasze wszystkie dzieci chodziły do przedszkola waldorfskiego?

P.B. Tak, i to od urodzenia, bo w pierwszym przedszkolu, w którym pracowaliśmy również mogliśmy mieszkać, a teraz chodzą do szkoły waldorfskiej. Z wyjątkiem Franka, który jest w „normalnym” liceum. Tak bardzo zależało nam, żeby nasz Franek uczęszczał do szkoły, pracującej według tej pedagogiki, że daliśmy mu jeszcze rok wolnego.

W jaki sposób?

P.B. Kiedy Franek był w pierwszej klasie nie było jeszcze w Krakowie szkoły waldorfskiej. Okazało się że ma powstać za rok, Więc nie posyłaliśmy go do szkoły przez pół roku, żeby nie otrzymał promocji do następnej klasy i mógł za rok trafić do szkoły waldorfskiej. Bardzo się baliśmy tego kroku, ale teraz z perspektywy czasu myślę, że to było bardzo dobre posunięcie.

Bernadetta Borodziuk. To samo zrobiliśmy, gdy Antek poszedł do gimnazjum. Nie było wówczas w Krakowie gimnazjum waldorfskiego, więc zapisaliśmy syna do zwykłej szkoły. Gimnazjum to najczęściej niełatwy dla dziecka czas, ale Antek chyba wyjątkowo źle trafił. Choć nigdy nie był dzieckiem mającym problem z nawiązywaniem relacji, tam nie mógł się z nikim zaprzyjaźnić. Więdnął w oczach, co było widać nawet w jego postawie, chodził przygarbiony ze spuszczona głową. Odpuściliśmy mu ten rok, pozwoliliśmy nie zdać do następnej klasy, na parę miesięcy wyjechał do Irlandii, a w kolejnym roku poszedł już do szkoły waldorfskiej razem ze swoją młodszą o rok siostrą. 

Znam wyniki egzaminacyjne szkół waldorfskich. Nie powalają na kolana. Nie przeszkadza wam to?

P.B. Rzeczywiście w ostatnim roku było nieco słabiej, ale zwykle szkoły waldorfskie osiągają bardzo dobre rezultaty. Zresztą wyniki egzaminów nigdy nie były u nas na pierwszym, a nawet trzecim miejscu, jeśli chodzi o wybór szkoły dla dzieci. Ważne było to, że w szkole jest dużo zajęć artystycznych, indywidualne podejście do dziecka, że każdy jest traktowany odrębnie i podmiotowo, że nie jest elementem szarej masy. Myślę, że te aspekty w większym stopniu budują jakość życia niż wyniki w nauce. 

W tym roku Antek i Gabrysia zdawali egzamin gimnazjalny. Był stres?

B.B. Dzieci trochę się denerwowały, bo chciały dobrze wypaść, zwłaszcza Gabrysia.

A rodzice?

B.B. My jesteśmy spokojni o ich wynik. Myślę, że nie poszło im gorzej niż średnia, a nie mamy ambicji, żeby byli w pierwszej trójce najlepszych uczniów w Krakowie.

Dlaczego nie?

P.B. A dlaczego mieliby być najlepsi z czegoś, co dla nich nie jest takie ważne?

A co jest ważne dla waszych dzieci?

B.B. Gabrysia ma niezwykłe uzdolnienia plastyczne. Miała nawet iść do liceum plastycznego, ale zdecydowała, że pójdzie do ogólniaka z poszerzoną nauką języka angielskiego, a potem dopiero wybierze się na studia do ASP. Antoś, przez ostatnie święta szukał szkoły średniej i nagle wykrzyknął „to jest szkoła dla mnie!”.

Co znalazł?

B.B. Państwową Szkołę Sztuki Cyrkowej w Julinku pod Warszawą.

Pozwolicie mu się tam uczyć?

B.B. Dla mnie to bardzo trudne, bo wolałabym się z nim jeszcze nie rozstawać.

Pytam raczej o to, czy jako rodzice nie macie lepszego pomysłu na jego przyszłość?

P.B. Dlaczego mielibyśmy mieć? To ich życie. 

Bo niemal wszyscy mają.

P.B. Ja bardzo cenię doświadczenie, jako element poznania świata, a Antek jak mało kto, jest człowiekiem doświadczającym świata. Wybór nienajlepszej drogi w życiu, zarówno w sprawach małego jak i wielkiego kalibru, też jest bardzo cenną nauką. Jego pasją jest akrobacja, fascynuje się parkourem. Jest w tym naprawdę dobry i to jest jego pasją, jako jeden z niewielu w Krakowie potrafi zrobić podwójne salto.

B.B. Zresztą ta szkoła wcale nie zamyka mu drogi na studia. Jak będzie chciał, to pójdzie kiedyś choćby na prawo. Chodzi o to, że jego indywidualna droga prowadzi przez szkołę sztuki cyrkowej.

A jeśli zechce zostać cyrkowcem?

P.B. To nim zostanie. Wolę, żeby był szczęśliwym cyrkowcem, niż nieszczęśliwym i sfrustrowanym prawnikiem lub lekarzem. Świat tak szybko się zmienia, że dziś nikt nie może być pewien, jakie zawody, będą potrzebne za parę lat. Może się okazać, że to czego wyuczymy się teraz, już nie będzie potrzebne. Dlatego ważniejsze jest wykształcenie w dziecku otwartości na świat, umiejętności uczenia się nowych rzeczy i rozwijania się, a także poczucia własnej wartości i przekonania, że sobie poradzi w życiu.

B.B. Kiedy Franek miał 10 lat powiedział mi: „mamo, ja czuję, że mogę wszystko”. To najpiękniejsza rzecz, jaką mogłam od niego usłyszeć. 

A jakie są jego zainteresowania?

B.B. Kiedyś chciał mieć swój jacht i wozić nim ludzi. Teraz myśli raczej o pójściu w stronę dziennikarstwa.

A najmłodsza Danusia?

P.B. Zajęła właśnie pierwsze miejsce na zawodach jeździeckich, choć dopiero od roku jeździ konno. Uwielbia to, więc weekendy spędza zwykle w stadninie. Długo szukała czegoś dla siebie i w końcu znalazła. Zresztą ona ma dar zaklinacza zwierząt, świetnie dogaduje się też z naszymi psami. 

B.B. Jest bardzo zaradna i samodzielna. Już jako trzylatka wiązała sznurówki dzieciom z zerówki, a jak chciała sobie dodać werwy i otuchy, to podśpiewywała „Oj dana, dana jakaś ty kochana”.

Nie mieliście nigdy pokusy, żeby zaplanować coś za dzieci?

B.B. Ja miałam. Ponieważ jestem muzykiem marzyłam o tym, żeby moje dzieci chodziły do szkoły muzycznej.
Zwłaszcza, że mają świetny słuch.

Udało się?

B.B. Wszyscy przez pewien czas uczyli się w szkole muzycznej.

Lubili to?

B.B. Byli padnięci. Szkoła muzyczna, to ogromny wysiłek dla młodego człowieka, oprócz nauki gry na instrumencie, jest mnóstwo innych zajęć, które zajmują bardzo dużo czasu. Chodząc do takiej szkoły trzeba też bardzo dużo ćwiczyć i to często zabija w dziecku radość z muzykowania.

Uważa pani, że warto było posyłać dzieci na te zajęcia?

B.B. Dziś inaczej bym to zorganizowała. Po prostu dałabym im indywidualne lekcje gry na instrumencie, który sami wybiorą, u nauczyciela, którego polubią. 

Jakie są dzieci kończące edukację walfdorfską?

B.B. Na pewno to nie są łatwe dzieci, bo są bardziej samoświadome, wiedzą czego chcą, same wyznaczają sobie cel, szukają swoich pasji i je realizują, trudno jest nimi sterować.

P.B Ale dzieci nie mają być łatwe, maja być w kontakcie z tym, co im w duszy gra. 

Rozmawiała Anna Kolet-Iciek

Fot. Joanna Kucharska

Foto/Video


Fatal error: Uncaught exception 'Doctrine_Record_UnknownPropertyException' with message 'Unknown record property / related component "type" on "ArticlePhoto"' in /home/krakow05/domains/miastopociech.pl/libs/Doctrine/Record/Filter/Standard.php:55 Stack trace: #0 /home/krakow05/domains/miastopociech.pl/libs/Doctrine/Record.php(1395): Doctrine_Record_Filter_Standard->filterGet(Object(ArticlePhoto), 'type') #1 /home/krakow05/domains/miastopociech.pl/libs/Doctrine/Record.php(1350): Doctrine_Record->_get('type', true) #2 /home/krakow05/domains/miastopociech.pl/libs/Doctrine/Access.php(72): Doctrine_Record->get('type') #3 /home/krakow05/domains/miastopociech.pl/templates_c/%%0E^0E4^0E407559%%footer.tpl.php(97): Doctrine_Access->__get('type') #4 /home/krakow05/domains/miastopociech.pl/smarty/Smarty.class.php(1869): include('/home/krakow05/...') #5 /home/krakow05/domains/miastopociech.pl/templates_c/%%86^861^861EA998%%article.tpl.php(67): Smarty->_smarty_include(Array) #6 /home/krakow05/domains/miastopociech.pl/smarty/Smarty.class in /home/krakow05/domains/miastopociech.pl/libs/Doctrine/Record/Filter/Standard.php on line 55