Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x
Sami możemy pomóc dziecku w nauce języka

Sami możemy pomóc dziecku w nauce języka

03.11.2015

O tym, jak uczyć dzieci języków obcych rozmawiamy z dr. Grzegorzem Śpiewakiem, wykładowcą i dyrektorem ds. nauki języka angielskiego w Instytucie Anglistyki Uniwersytetu Warszawskiego.
Rodzice prześcigają się ostatnio w pomysłach na naukę dzieci języków obcych. Modne stało się zatrudnianie obcojęzycznych niań do opieki nad niemowlakami. Czy Pana zdaniem może to przynieść wymierne korzyści? 

To wszystko zależy od tego, jak definiujemy korzyści. Jeżeli rodzic ma ambicję wychować dwujęzyczne dziecko, to oczywiście takie zanurzanie malucha w drugim języku jak najbardziej ma sens i w świecie nieograniczonych możliwości, byłaby to sytuacja idealna. Jednak w realnym świecie niewiele osób na to stać, dlatego trudno byłoby polecać takie rozwiązanie przeciętnej polskiej rodzinie. W większości jesteśmy zatem skazani na szkołę i ewentualnie prywatne lekcje. 

Ze strony rodziców często jednak słychać narzekania: mój Jaś już od kilku lat uczy się w szkole angielskiego, a jak byliśmy na wakacjach, to nie był w stanie wykrztusić z siebie prostego zdania. 

Sam mam dzieci w wieku szkolnym i świetnie to rozumiem. Zawsze frustrowało mnie, że dziecko stosunkowo niewiele wynosi z tych pierwszych lat nauki szkolnej. Trudno jest opanować język obcy, jeśli mamy z nim styczność przez np. dwie godziny w tygodniu. W pewnym momencie oświeciło mnie, że rodzic mógłby wiele zrobić, by pomóc dziecku w tej nauce. Można wykorzystać w tym celu okazje, które niesie domowe życie.
 
To nic nowego, wielu rodziców mówi przecież do swoich dzieci po angielsku. 

Mówienie do dziecka wyłącznie po angielsku, jest moim zdaniem z góry skazane na niepowodzenie. Przecież nie żyjemy w próżni. Czy do dziadków też będziemy mówić po angielsku? Dziecko widzi, że to sztuczne. Nie chodzi o mówienie do dziecka, ale o to, by dziecko zaczęło mówić do nas w języku angielskim. 

Jak to osiągnąć?

Załóżmy, że dziecko przychodzi do mnie i pyta, czy może pograć na komputerze, czyli ma potrzebę, którą ja jako rodzic mogę zaspokoić. To jest właśnie świetna okazja, by wykształcić u dziecka odruchy językowe. Mówię zatem do dziecka, by powiedziało to po angielsku.

Moje powie, że nie potrafi. 

Na początku każde tak powie. Wówczas prosimy je, by powtórzyło za nami. Dziecko, które ma silną potrzebę skorzystania z komputera, wysili się i powtórzy. Dziecko bez przerwy czegoś chce. Wystarczy tylko to wykorzystać.

Czy to może zastąpić klasyczną naukę?

Nie, ale może pomóc. W tej metodzie nie uczy się dziecka pisać, ani czytać, chodzi wyłącznie o komunikację. Dlatego ważnym uzupełnieniem tej metody, jest nauka w szkole. 

made in osostudio