Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x
Kto daje i odbiera? Miasto tnie dotację dla przedszkoli prywatnych

Kto daje i odbiera? Miasto tnie dotację dla przedszkoli prywatnych

29.11.2015

Prywatne przedszkola w Krakowie od stycznia mają dostać mniej pieniędzy z budżetu miasta. To może oznaczać podwyżkę czesnego. 
632 zł – tyle miesięcznie dostają na jedno dziecko właściciele prywatnych przedszkoli w Krakowie. Dla porównania Wieliczka przekazuje niespełna 500 zł miesięcznie na dziecko, Bochnia 441 zł, Myślenice 466 zł, a Oświęcim 601 zł.
 
Kraków płaci więcej, bo jako jedna z niewielu gmin w Polsce kilka lat temu podjął decyzję, że zamiast nakazanych w ustawie 75 proc. kosztów utrzymania dziecka w przedszkolu samorządowym będzie przekazywał przedszkolom prywatnym 85 proc. W ślad za tą decyzją poszły też obietnice, że z roku na rok dotacja będzie się zwiększała, tak by docelowo osiągnąć 100 proc. 

Marta Kułaga, właścicielka Przedszkola „Krasnal” oraz przedstawicielka Stowarzyszenia Przedszkoli Niepublicznych przypomina, że w ten sposób chciano zachęcić jak najwięcej osób do zakładania przedszkoli, których wówczas bardzo brakowało. - Teraz, kiedy przedszkola powstały, a my na ich utworzenie pobraliśmy kredyty, to nie dość że wstrzymano wzrost dotacji, to jeszcze chce się nam odebrać jej część. Przykro jest być oszukiwanym przez władze – mówi z rozgoryczeniem Marta Kułaga.

- Oszukani jesteśmy nie tylko my, ale i rodzice ponad 6,5 tys. dzieci, które uczęszczają do niepublicznych przedszkoli – dodaje Witold Ligęza, założyciel Kangurowego Przedszkola.

Obniżka ma zostać wprowadzona od stycznia przyszłego roku i wynieść ponad 74 zł miesięcznie na dziecko. W skali roku przedszkola stracą w ten sposób w sumie ponad 5,6 mln złotych. Katarzyna Cięciak, wiceprezydent Krakowa odpowiedzialna za edukację zaznacza, że miasto również czuje się oszukane przez właścicieli przedszkoli niepublicznych. – Założenie było takie, że zwiększenie dotacji pociągnie za sobą obniżenie wysokości czesnego wpłacanego przez rodziców. Z zebranych przez nas informacji wynika, że nic takiego się nie stało. Przedszkola zamiast obniżyć rodzicom opłaty jeszcze je podwyższyły – mówi Katarzyna Cięciak i na dowód pokazuje wyliczenia przygotowane przez urzędników. Wynika z nich, że od 2010 roku, czyli od momentu wprowadzenia wyższej dotacji, średnia wysokość czesnego wzrosła z 255 do 490 zł miesięcznie, a wpisowego z 202 do 376 zł. 

- W większości przypadków te podwyżki były kosmetyczne – mówi jednak Mirosława Nowak, właścicielka przedszkola „Dorotka”. - W moim przedszkolu na przestrzeni kilku ostatnich lat, czesne zwiększyło się o ok. 60 zł, choć koszty utrzymania przedszkola wzrosły znacznie bardziej.

Inny standard?

Witold Ligęza zaznacza z kolei, że przedszkola niepubliczne mają inny standard opieki nad dziećmi. – W grupach jest średnio 16 maluchów, podczas gdy w przedszkolach samorządowych jest ich 25. To powoduje, że jakakolwiek podwyżka kosztów stałych np. wynagrodzenia nauczycieli czy mediów rozkłada się na mniejszą liczbę dzieci – mówi właściciel Kangurowego Przedszkola i przypomina, że w przeszłości miasto nie zawsze wywiązywało się z obowiązku przekazywania na czas dotacji. – Był rok, w którym przez dwa miesiące nie otrzymaliśmy należnych nam pieniędzy, wielu z nas stanęło na krawędzi bankructwa, a kiedy wystąpiliśmy o wypłatę zaległych odsetek, urzędnicy poprosili nas o wycofanie żądań z uwagi na złą sytuację finansową miasta. Wówczas poszliśmy im na rękę.

Teraz właściciele prywatnych przedszkoli zaznaczają, że zabranie 10 proc. dotacji spowodować może wzrost czesnego lub obniżenie jakości oferty. 

Radni mają głos
Na zmianę muszą zgodzić się radni. Ci, na razie podchodzą ostrożnie do pomysłu. – Nie jestem zwolenniczką odbierania dotacji, bo stracić mogą na tym dzieci. Mam jednak pretensje do właścicieli przedszkoli, że zamiast w ostatnich latach zmniejszyć czesne, jeszcze je podnieśli. Skoro samorząd zrobił wysiłek zwiększając dotację oni powinni zrobić gest w stronę rodziców– mówi Teodozja Maliszewska, radna PO.

Jej zdaniem, lepsze od zabrania części dotacji byłoby przyjęcie aneksu do uchwały z 2010 roku, zakładającego, że dotacja pozostanie na poziomie 85 proc. pod warunkiem, że przedszkola obniżą czesne. – Powinniśmy jednak spotkać się z przedstawicielami tych przedszkoli i wysłuchać ich argumentów – mówi radna Maliszewska. 

Okazją do tego będzie najbliższa sesja rady miasta. 2 grudnia właściciele przedszkoli chcą przedstawić radnym swoje stanowisko. Wcześniej ten temat ma być poruszany na komisji edukacji. - Skłaniałabym się za obniżeniem tej dotacji do 75 proc., ale pod warunkiem, że koszty utrzymania dziecka w przedszkolu będą prawidłowo obliczone. Miałam bowiem sygnały, że często są one zaniżane, co powoduje obniżenie dotacji dla przedszkoli niepublicznych – mówi Barbara Nowak, radna PiS i przewodnicząca Komisji Edukacji.

Radna przypomina, że to nie pierwsza próba obniżenia dotacji przedszkolom niepublicznym. – W poprzednich latach głosowałam przeciwko temu, ale teraz wydaje mi się, że nadszedł czas, żeby to zweryfikować, zwłaszcza, że przedszkola musiały się z tym liczyć w chwili wejścia w życie ustawy przedszkolnej i miały czas, by się na to przygotować – mówi Barbara Nowak.

Chodzi o ustawę, która zakłada, że od 2017 roku gminy muszą zapewnić miejsca w przedszkolach wszystkim dzieciom w wieku przedszkolnym, poczynając od trzylatków. Żeby wywiązać się z tego obowiązku Kraków musi wybudować kilka przedszkoli lub nakłonić te już istniejące placówki prywatne do przekształcenia się w publiczne, a więc takie, które działają na identycznych zasadach, jak samorządowe (nie pobierają opłat od rodziców za wyjątkiem złotówki powyżej 5 godzin zajęć). Zachętą ma być zwiększenie dotacji z 743 do 818  zł miesięcznie na dziecko, która zacznie obowiązywać od stycznia przyszłego roku.

- Mam nadzieję, że podwyżka dla publicznych przedszkoli niesamorządowych zachęci pozostałe do przekształcania się – mówi Katarzyna Cięciak.

Na to się jednak nie zanosi. - Dla nas byłoby to powolne samobójstwo – mówi Marta Kułaga z „Krasnala”. - Są wydatki, których nie moglibyśmy pokryć z dotacji, a ponadto musielibyśmy rezygnować z zajęć dodatkowych, za które płacą rodzice. To znacznie ograniczyłoby naszą ofertę.
 
–Rodzice naszych przedszkolaków są bardzo zadowoleni z proponowanych przez nas zajęć i nie chcą żebyśmy się przekształcali - dodaje Mirosława Nowak.

W ciągu ostatnich dwóch lat na przekształcenie zdecydowało się 14 przedszkoli niepublicznych. W kolejce czekają 3 następne. Plany takie ma m.in. Ewa Małek, która prowadzi w Krakowie punkt przedszkolny „Małe co nieco”. – Jeśli tego nie zrobię, będzie mi trudno funkcjonować, bo zgodnie z zapowiedziami dotacja dla punktów przedszkolnych ma zostać zmniejszona jeszcze bardziej, bo o prawie 150 zł miesięcznie na dziecko – mówi Ewa Małek.
 
 

made in osostudio