Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x
Agata i Marcin Guzikowie - Tatry nas zauroczyły

Agata i Marcin Guzikowie - Tatry nas zauroczyły

14.04.2016

O życiu krakusów u podnóża Tatr, o tym jak należy dbać o przyrodę i ofercie Tatrzańskiego Parku Narodowego dla rodzin z dziećmi rozmawiamy z dr. Marcinem Guzikiem, kierownikiem Działu Edukacji TPN, jego żoną Agatą, nauczycielem geografii w gimnazjum w Zakopanem i przyrody w szkole podstawowej w Małem Cichem oraz ich dziećmi: 11-letnim Kacprem i 9-letnią Kają. 
 
Skąd w Kościelisku wzięli się rodowici krakowianie? To świadomy wybór, czy przypadek?

Marcin Guzik: Po pierwsze jestem absolwentem leśnictwa Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie. I gdy po ukończeniu studiów zacząłem szukać pracy, to pierwsze kroki skierowałem do Tatrzańskiego Parku Narodowego. Moim wielkim marzeniem było dostać tam etat i osiąść pod Tatrami. I tak jesteśmy tu od prawie 15 lat.

A Pani też miała takie marzenia?

Agata Guzik: Tak. W Krakowie mieszkaliśmy na tym samym osiedlu, niedaleko centrum i mogliśmy korzystać garściami z tego, co młodym ludziom oferuje to miasto. Ale oboje byliśmy też harcerzami. Na biwakach, czy obozach bywało się i miesiąc. Stąd wzięło się leśnictwo mojego męża, moja geografia, stąd wyjazdy w góry, stąd te Tatry, które nas bardzo zafascynowały.. 

Nie żal Państwu było opuszczać rodzinnego Krakowa?
Marcin Guzik: Nie wyjeżdżaliśmy przecież za ocean, tylko do Zakopanego. To raptem 100 kilometrów od Krakowa. Gdy nie ma korków trasę pokonuje się dość szybko. 

A gdy są? 
Marcin  Guzik: Droga staje się udręką. Dlatego też rzadziej zaczęliśmy bywać w Krakowie. Poza tym na świat przyszły dzieci. Pojawiły się nowe obowiązki i brakowało nam czasu.

Agata Guzik:  Z czasem też przenieśliśmy się z Zakopanego do  Kościeliska. No i żeby dowieźć dzieci do szkoły, czy na zajęcia dodatkowe zaczęliśmy też… stać w korkach. Gdy sobie człowiek uświadomi, ile czasu traci w samochodzie, to zaczyna być sfrustrowany. 

Ale przynajmniej po wyjściu z auta mogą Państwo napawać się widokiem Tatr i oddychać czystym powietrzem?  

Agata Guzik: To prawda. Mamy to szczęście. Wychodzimy z domu do lasu, idziemy nad potok, dzieci się bawią, pies biega. 

Kaja: Dolinę Kościeliską mamy obok domu. Mieszkamy w leśniczówce.

Agata Guzik: Sielanka. Tego w Krakowie nie ma. Ale z drugiej strony jak sypnie śnieg, a często sypie porządnie, to trzeba łopatą się nieźle namachać. Wszystko ma swoje wady i zalety.
 
Marcin Guzik: Ale trzeba też dodać, że teraz naprawdę oddychamy czystym powietrzem. W przeciwieństwie do Zakopanego, gdzie człowiek przez całą zimę niemal się dusi. Gdy tylko robi się ładna pogoda, od razu pojawia się smog. 

To tak, jak w Krakowie. Przez całą zimę rodzice śledzą komunikaty o stanie powietrza, zastawiając się czy wyjść z dzieckiem na spacer, czy nie.

Wiemy o tym, ale za tym Krakowem dziś bardzo tęsknimy. Za rodziną, przyjaciółmi. Może kiedyś tu wrócimy.

Kacper: A moja wychowawczyni podróżuje dookoła świata. 

Agata Guzik: Kacper, ale to co powiedziałeś nie jest związane z tematem rozmowy.

Kacperku, a Tobie podobają się góry?

Tak, ale wolałbym zamieszkać w Australii.

Agata Guzik: My też, ale teraz rozmawiamy o czymś innym. To może ja powiem. Nasze dzieci są bardzo związane z górami. Przez to, że wychowują się poza miastem są z przyrodą za pan brat. Chcą ją poznawać. Pytają o rośliny, zwierzęta, owady. 

Kacper: A jak już gramy w gry komputerowe, to tylko przyrodnicze.

A możesz podać przykład?

Kacper: Angry Birds. Tylko żartowałem.

Czy to właśnie kontakt Pana dzieci z przyroda stał się inspiracją do stworzenia dla najmłodszych programu Przyjaciel Parku Narodowego?

Poniekąd, ale przede wszystkim to efekt wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Tam  w każdym parku narodowym jest specjalna oferta dla maluchów. To świetna sprawa. Dzieci od najmłodszych lat uczą się, jak żyć w zgodzie z naturą. 

Pierwowzorem Przyjaciela Parku Narodowego był amerykański programu Junior Rengers (Młodzi Strażnicy Przyrody)?

Tak, ale nasz program kierujemy nie tylko do dzieci. Adresatem jest cała rodzina, więc oprócz walorów poznawczych, wzmacnia on jeszcze więzi miedzy rodzicami i dziećmi. Rodzice są dla swoich pociech przewodnikami po świecie przyrody. Są ekspertami, gdy dzieci rozwiązują zadania ze specjalnie przygotowanych książeczek. 

Program działa na terenie wszystkich Parków Narodowych w Małopolsce?

Jeszcze nie. Uruchomiło go pięć z sześciu parków. Jest w tatrzańskim, ojcowskim, magurskim, babiogórskim i gorczańskim. Do szczęścia brakuje jeszcze pienińskiego. 

Od kiedy działa?

Od ubiegłego roku. Najpierw wspólnie z przedstawicielami parków oraz pracownikami krakowskich uczelni: Magdaleną Frączek z wydziału leśnego UR i Jolanta Pułką z Krakowskiej Akademii im. Frycza Modrzewskiego przygotowaliśmy projekt, który dofinasowany został z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Krakowie. Potem rozpoczęliśmy działania informacyjne. O projekcie zaczęliśmy mówić już podczas ubiegłorocznego pikniku zorganizowanego w Parku Jordana Krakowie.

Na czym polega ten program?

Rodziny, które  przyjeżdżają z dziećmi do pięciu małopolskich parków maja za zadanie wspólnie rozwiązać zadania: odwiedzić jakieś konkretne miejsce w parku i rozwiązać zadania w książeczce, potem te rozwiązania pokazać naszemu pracownikowi i złożyć przed nim przysięgę przyjaciela parku. W nagrodę dzieci otrzymują medale. W zeszłym roku rozdaliśmy 30 tys. zeszytów z zadaniami dla przyszłych przyjaciół parków w naszym województwie.
 
Kaja i Kacper, a wy uczestniczycie w wydarzeniach organizowanych przez tatę? 

Tak i mamy już medale wszystkich małopolskich parków.

A wiecie, czego nie można robić w parkach narodowych 

Kaja: Deptać krokusów. 

Marcin Guzik: To oczywiste. Zacznijmy od tego, że w parkach my jesteśmy gośćmi, a zwierzęta gospodarzami. Poruszamy się, wiec po szlakach, bo każde nasze zejście z nich może doprowadzić do kontaktu z dzikim zwierzęciem. Na przykład spłoszymy kozicę, która zerwie się do ucieczki. To jest szczególnie niebezpieczne zimą, kiedy pokrywa śnieżna jest gruba. Kozica uciekając może zużyć dużo energii, a zimą przecież ciężko zdobyć pożywienie. To jest uwaga dla narciarzy. Poza tym spłoszona kozica może spowodować lawinę i w niej zginąć. 

Spotkaliście kiedyś w górach niedźwiedzia? 

Kacper: Nie, ale baca, do którego czasem chodzimy po oscypki go widział.

A wiecie, jak należy się zachować, gdy na niego traficie?

Kacper: Udawać denata?

Marcin Guzik: Po pierwsze trzeba zachować spokój i krok po kroku oddalić się z tego miejsca. Zdarzyć się może taka sytuacja, ze turysta stanie między samicą, a małymi. To niebezpieczne. Niedźwiedzica wówczas może zaatakować. 

Czy w Tatrzańskim Parku Narodowym turyście może towarzyszyć pies?
Agata Guzik: Teraz już nie. Na początku naszej przeprowadzki do Zakopanego mieliśmy malamuta i często wychodziliśmy z nim na spacery choćby do Doliny Olczyskiej. Teraz to zakazane.

A dlaczego?  W trosce o bezpieczeństwo turystów?

Nie, chodzi o to, że psy negatywnie oddziaływują na zwierzęta żyjące w parkach narodowych. Zostawiają ślady, odchody, zapachy. Zwierzęta myślą, to drapieżnicy. Przez to boją się szukać pożywienia. 

Skąd wiadomo, czego w parkach robić nie należy?

Mówi o tym ustawa o ochronie przyrody i te przepisy obowiązują wszędzie. Czasami są uszczegółowienia. Na przykład w Tatrzańskim Parku Narodowym nie powinniśmy się poruszać w godzinach nocnych. Chodzi o to, że park odwiedza rocznie 3 mln osób i ten ciągły potok ludzi może zakłócić gospodarzom parku codzienny byt. Noc to jedyny czas, kiedy zwierzęta mogą swobodnie szukać pożywienia.
 
Są jeszcze jakieś obostrzenia w parkach?

Tak. Na przykład w niektórych nie można poruszać się na rowerach, czy jeździć na nartach. 

Wróćmy jeszcze do Pana pracy w Tatrzańskim Parku Narodowym. Jest Pan kierownikiem Działu Edukacji, jakie inne projekty służące ochronie środowiska Państwo prowadzą?

W ubiegłym roku rozpoczęliśmy program dla dzieci ze szkół powiatu tatrzańskiego. Każdy uczeń klas od 1-3 na zajęciach prowadzonych w naszym ośrodku poznaje zwierzęta i rośliny Tatr. Dzieci poznają na przykład ptaki i uczą się, jak je dokarmiać, bo przyrodzie trzeba coś dawać, a nie tylko brać. Uczniowie z klas 4-6 odbywają wycieczki w Tatry. W ten sposób budujemy tzw. otulinę społeczną Tatrzańskiego Parku Narodowego. Uświadamiamy lokalnej społeczności, że ten park jest dla nich niezwykle ważny, że jest on źródłem utrzymania i niezwykle istotne jest to, by o niego dbać. Ważne jest również to, by mieszkańcy wiedzieli, co w tym parku jest i żeby umieli turystom o tym opowiedzieć. Ten program jest wynikiem wcześniejszych badań, z których wynikało, że wiele dzieci powiatu tatrzańskiego nie było nigdy w Tatrzańskim Parku Narodowym.

A czy takiego programu nie da się poszerzyć na całą Polskę, a choćby Małopolskę? 

Niestety, nie mamy takich możliwości finansowych. Ale dla tych, którzy przyjeżdżają tworzymy Centrum Edukacji Przyrodniczej, które w maju zostanie oddane do użytku. Tam będzie taka kraina odkryć dziecięcych, gdzie dzieci przy pomocy różnych multimediów i tradycyjnych form przekazu będą miały możliwość poznawania przyrody. W pierwszym etapie przygotowaliśmy filmy i gry o roślinach, zwierzętach, czy skałach występujących w Tatrach. Chcemy też opowiadać o zjawiskach i procesach, które zachodzą w górach.

Czy Tatry się zmieniają? 

Tak. Porównywaliśmy zdjęcia lotnicze Tatr wykonane w 1999 roku i 34 lata wcześniej. Wyższe piętra Tatr zarastają kosodrzewiną, czyli przyroda wraca na utracone kiedyś pozycje. 

Czy Kacper i Kaja, byli już w krainie odkryć dziecięcych? 

Jeszcze nie, bo trwa remont, ale nasze dzieci są testerami niemal wszystkiego, co powstaje w centrum  Widziały już krótki filmik zatytułowany „Pimpuś - zew natury”, który właśnie opowiada o tym, jak zwierzęta reagują na psy. Kacper grał też w gry edukacyjne. Jedna z nich jest o świstaku, który chce zebrać pożywienie zimą i musi jednocześnie uciekać przed turystami, lisami i orłem. W ten sposób pokazujemy problem świstaków,  które widząc turystę uciekają do nor i nie mają czasu, żeby żerować. Proponujemy też dwie gry sprawnościowe. Jedna pokazują, jak funkcjonuje kozica, która musi uciekać po półkach skalnych przed turystami, druga jelenia, który ucieka, spłoszony trąbkami ceprów. Takie formy przekazu mają zaciekawić małych odbiorców. Wszystko, po to by uzmysłowić im, że czasem niewinny ludzki ruch, może spowodować wielkie szkody. Warto też dodać, że szkolimy przewodników i nauczycieli, by i on przekazywali swoją wiedzę turystom, których jest coraz więcej. Przyjeżdżają w weekendy, wakacje, ferie, zielone, czy białe szkoły. 

Są takie miesiące, kiedy jest ich mniej?

W listopadzie, ale wtedy też nie ma pogody. 

Ale czy są takie miejsca, gdzie ich nie ma?

Tak, bo nie ma tam szlaków…

made in osostudio